Myśląc Ojczyzna – prof. Mirosław Piotrowski


Pobierz

Pobierz

Europejskie rodziny

Otwierając ostatnią sesję Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, przewodniczący naszej Izby Antonio Tajani przypomniał o przypadającym 15 maja Międzynarodowym Dniu Rodzin, który został ustanowiony przez ONZ, czyli Organizację Narodów Zjednoczonych. „Rodzina jest podstawowym elementem naszego ładu społecznego” – mówił Tajani – „odgrywa też zasadniczą rolę w kształtowaniu młodzieży i przekazaniu jej wartości, na których opiera się nasze wspólne życie”. To słowa szefa naszego Parlamentu. Zapewniał on też, że Parlament Europejski „zawsze wspierał rodziny”. Aż miło było słuchać. Jednakże jest jeden problem związany z definicją rodziny. W żadnym z dokumentów uchwalanych przez Parlament Europejski, ani inne unijne instytucje, nie jest zapisane, że rodzina to mama, tata i dzieci. Tydzień wcześniej w Brukseli doszło do szeroko nagłośnionego incydentu związanego z Dniem Matki. W jednej ze szkół zakazano jego obchodzenia, m.in przygotowania prezentów dla mam, co jest tradycją w Belgii. W uzasadnieniu podawano, że święto Dnia Matki anulowano, aby nie ranić uczuć homoseksualistów. Władze brukselskiej szkoły uzasadniały: „Komu na przykład na dzień Matki miałby wręczyć prezent mały Pierre, wychowywany przez parę gejowską? Jest to poważny problem i stres dla dziecka”. Dalej mowa była o dzieciach z rozbitych rodzin. Komentarze były jednoznacznie druzgocące.

Poprawność polityczna burzy normalny porządek rzeczy. U jej podłoża tkwi lansowana od wielu lat w Unii Europejskiej liberalna polityka narzucana poszczególnym krajom. To wręcz ideologia ukryta, a zawierająca się w skrócie LGBT, a obecnie już z dodatkiem kolejnych liter QI, czyli lesbijki, geje, biseksualiści, transseksualiści, osoby „queer” i interseksualiści. O ich ochronie, a właściwie należy powiedzieć o ich promocji, mowa jest w niemal wszystkich unijnych dokumentach, także uchwalanych przez Parlament Europejski. Od tego uzależnia się przyznawanie unijnych funduszy, także tych płynących do organizacji pozarządowych, czyli NGOs-ów (non-governmental organisations). Ostatnio nagłaśniany jest spór o rozdział tzw. funduszy norweskich dystrybuowanych za pośrednictwem fundacji George’a Sorosa nie tylko na Węgrzech, ale i w Polsce. Termin „fundusze norweskie” oznacza środki pochodzące z Norwegii, ale także Islandii i Lichtensteinu, które to państwa nie należą do Unii Europejskiej, ale są członkami Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu i Europejskiego Obszaru Gospodarczego, za co płacą Unii stosowną składkę. Te pieniądze przekierowywane są do krajów członkowskich, w tym do Polski, która jest największym ich beneficjentem. U nas rozdziela je Fundacja Batorego założona przez George’a Sorosa. Rocznie dysponuje ona kwotą 130 milionów złotych i przyznaje je kilkuset organizacjom pozarządowym, charytatywnym, ale przede wszystkim tym, które „promują demokrację, równouprawnienie oraz prawa osób LGBT”. To potężna siła kreująca, wręcz wymuszająca określone postawy. Na Węgrzech mówi się o „skolonizowaniu organizacji obywatelskich”, a nad Wisłą o tym, że „polskie NGOs-y realizują cudzą agendę, zamiast wypełniać swoje misje”.

Próba odbicia funduszy Fundacji Batorego, podobnie jak na Węgrzech, napotyka na ogromne przeciwności. Czy może nas to dziwić? Wszak aktywiści tych fundacji i unijni euroentuzjaści mają podobny ogląd sytuacji i zbliżone, wręcz tożsame cele, które realizowane są w otoczce otwartości i względności.  Prowadzi to także, a może przede wszystkim, do rozbijania tradycyjnego modelu rodziny. Przykładem od dawna lansowane wpisy w dokumentach „rodzic A” i „rodzic B”, zamiast „matka” i „ojciec”. Jak daleko można jeszcze się posunąć? Czy tylko do wymuszonego anulowania Dnia Matki? Może już teraz warto zadać pytanie, czy tych ideologów nie urodziły matki?

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł

drukuj