Myśląc Ojczyzna – prof. Mirosław Piotrowski

 

Audio MP3

Pobierz

Wyjść z Unii po angielsku

Wyniki ostatniego szczytu Rady Europejskiej w Brukseli odtrąbiono jako sukces. Rada zajmowała się ustalaniem specjalnych nowych warunków członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii. Osiągnięto porozumienie, czyli kompromis. W Wielkiej Brytanii słowo kompromis ma zabarwienie pozytywne, w innych krajach czasami kojarzy się z kompromitacją. Od wielu lat w Wielkiej Brytanii narasta niechęć do unijnej biurokracji i w ogóle formy organizacji Unii Europejskiej. Wybory do Parlamentu Europejskiego, które odbyły się przed niespełna dwoma laty, wygrała partia UKIP Nigela Farage’a domagająca się od kilkunastu lat wyjścia tego kraju ze struktur Unii. Wprawdzie rządzący w Wielkiej Brytanii konserwatyści z premierem Davidem Cameronem na czele zwyciężyli w wyborach krajowych, to nieustannie czują na plecach oddech nieprzejednanych eurosceptyków. To zmusiło Camerona do deklaracji zorganizowania referendum w sprawie wyjścia bądź pozostania w Unii Europejskiej. Sam premier opowiadał się i nadal opowiada się za pozostaniem swojego kraju w strukturach Unii, ale dla przekonania społeczeństwa potrzebował kolejnych ustępstw.

Tak, jak Margaret Thatcher wynegocjowała brytyjski rabat, tak Cameron zapewnił Wielkiej Brytanii zwolnienie z uczestnictwa w budowie superpaństwa europejskiego oraz możliwości prowadzenia odrębnej od Unii polityki socjalnej względem imigrantów. Idzie tu o ograniczenie wypłaty zasiłków na ich dzieci. Sam fakt wynegocjowania odrębnych warunków dla jednego kraju stanowi niewątpliwy sukces Camerona, ale może okazać się nie na tyle znaczący, aby powstrzymać brytyjskie społeczeństwo przed całkowitym wyjściem z Unii. O tym zdecydują nie tyle politycy, co społeczeństwo, choć w kampanii referendalnej politycy odegrają z pewnością dużą rolę. Jakkolwiek sam Cameron, jako premier rekomenduje rządowi i społeczeństwu brytyjskiemu pozostanie w strukturach Unii, to w łonie jego gabinetu nie ma jednomyślności. Sześciu urzędujących ministrów zapowiedziało, że będzie nawoływać do wyjścia z Unii. Także bardzo popularny burmistrz Londynu Boris Johnson, który jednocześnie jest posłem do Izby Gmin z ramienia partii Camerona, oficjalnie wypowiedział się za wyjściem  Zjednoczonego Królestwa z Unii. To sprytna zagrywka Camerona, który nie narzucił dyscypliny. Wynik referendum dziś stanowi niewiadomą i jeśli by wszyscy konserwatyści opowiedzieli się za pozostaniem w Unii, a społeczeństwo zdecydowało inaczej, byłby to czytelny sygnał, aby oddać władzę konkurencji, np. partii UKIP. A tak, w przypadku, gdy większość zagłosuje za pozostaniem w Unii, wzmocni to pozycję premiera Camerona i jego formacji. Jeśli zaś wynik będzie przeciwny, nastąpią roszady w Partii Konserwatywnej i niewykluczone, że kandydatem na premiera będzie konserwatywny burmistrz Londynu zwłaszcza, że Cameron zapowiedział, że nie będzie starał się ponownie o stanowisko premiera. Tak więc politycznie zabezpieczeni konserwatyści zechcą ograć nie tylko partię UKIP, ale i labourzystów, których głos ginie w obecnie trwającej dyskusji.

Referendum odbędzie się 23 czerwca i będzie miało poważne skutki nie tylko dla przyszłości Wielkiej Brytanii, ale i całej Unii Europejskiej. Wielka Brytania jest jednym z największych krajów w tej organizacji, a jednocześnie jednym z największych płatników netto. Jak podkreśla główny zwolennik Brexitu Nigel Farage, jego kraj dziennie płaci na Unię 55 milionów funtów brutto, a netto 44 miliony. To bardzo wysoka składka i z pewnością działa na wyobraźnię brytyjskiego społeczeństwa. Wynik referendum jest niepewny, ale w każdym wariancie Wielka Brytania wymknie się po angielsku z dominacji Unii. Częściowo lub całkowicie. W minionym tygodniu nad sprawą Brexitu i wynegocjowanych warunków pochylił się Parlament Europejski. Zabierali głos przewodniczący frakcji politycznych. Lider liberałów Guy Verhofstadt podkreślił: powtórki negocjacji z Wielką Brytanią nie będzie. Przewodniczący partii UKIP Nigel Farage stwierdził z kolei, że zawarte porozumienie jest i tak nielegalne, mino, że przywódcy krajów członkowskich zobowiązali się nie zaskarżać porozumienia do Trybunału Sprawiedliwości UE. Zapowiedź Tuska, że tekst porozumienia zostanie złożony w ONZ przewodniczący UKIP-u skwitował słowami, że równie dobrze mogą tam złożyć stare skarpety. Odniesie to podobny skutek.

Bez wątpienia porozumienie tworzy precedens. Wielka Brytania dała przykład innym krajom, które chcą podążać jej śladem. Specjalny status w Unii chce negocjować francuska narodowa prawica. Europosłanka Marine Le Pen stojąca na czele Frontu Narodowego szykuje się do wyborów prezydenckich we Francji i zapowiada, że po ewentualnym zwycięstwie będzie dążyć do Frexitu, czyli wyjścia Francji z Unii. Politycy tej partii już zapowiedzieli, że postawią Unii podobne warunki jak Wielka Brytania i po dojściu do władzy zorganizują we Francji referendum w sprawie wyjścia z Unii, a to bez wątpienia spowoduje efekt domina. Krajów niezadowolonych jest więcej, jak chociażby Włochy, których premier Matteo Renzi dopuszcza możliwość zmian w traktatach celem usprawnienia Unii, gdyż, jak stwierdził obecnie „UE jest jak orkiestra grająca na Titanicu”. Porównanie nie jest nowe, ale teraz coraz więcej krajów rozgląda się za szalupą ratunkową. Z reformy – indeksacji – zasiłków dla dzieci mogą skorzystać Dania, Holandia, Irlandia i Malta. Notabene, korzyści z podobnego rozwiązania dostrzegła także kanclerz Niemiec Angela Merkel, która zapowiedziała ich obniżenie również w Niemczech. To oznacza, że unijna skorupa już została rozbita. Czy da się ją posklejać, będzie wiadomo po brytyjskim referendum pod koniec czerwca tego roku.

 prof. Mirosław Piotrowski, europoseł

 

drukuj