Myśląc Ojczyzna

Audio MP3

Pobierz

Wyborcze kontrowersje

„System jest szeroko otwarty na fałszerstwa i każdy przyszły polityczny oszust o tym wie”. Słowa te wypowiedział brytyjski sędzia w 2005 roku po ujawnieniu fałszerstw wyborczych w wyborach samorządowych w Birmingham, drugim co do wielkości mieście Wielkiej Brytanii. Ta głośna sprawa dotyczyła możliwości głosowania drogą pocztową. Wprawdzie chodziło o nieduży procent głosów, ale możliwość łatwej  manipulacji zaktywizowała społeczeństwo i prawników. W rezultacie w Wielkiej Brytanii w 2006 roku poprawiono prawo wyborcze. Po ostatnich wyborach samorządowych w Polsce po raz pierwszy od transformacji rozpoczętej w 1989 roku zakwestionowano uczciwość wyborów. Oficjalnie asumptem ku temu stała się awaria systemu informatycznego zamówionego przez Państwową Komisję Wyborczą.  Okazało się, że na przeliczenie głosów oddanych w wyborach samorządowych system ten potrzebował aż tydzień. Co ciekawe, ręczne liczenie zajęłoby tylko dwa-trzy dni. Ku zaskoczeniu wielu, wyniki niektórych formacji i kandydatów okazały się sensacyjne.

Spora część polskiego społeczeństwa jest nadal przekonana, że wynik wyborów został wypaczony. Jedna z rosyjskich gazet zastanawiała się, czy w Polsce wybory te przeprowadzono uczciwie. Z kolei w telewizji holenderskiej wybory samorządowe w Polsce przedstawiono nie w bloku informacyjnym, lecz w kąciku satyrycznym. I śmieszna i straszna. Jak dowodzili socjologowie i informatycy, średnio zdolny student informatyki był w stanie wejść do systemu informatycznego, namieszać w tzw. kalkulatorze wyborczym i nie tylko zmienić wyniki, ale też dopisywać kandydatów. Możliwości te potwierdza przypadek w Szczecinie, gdzie wybory na prezydenta tego miasta w pewnym momencie wygrała osoba, która nie startowała na prezydenta Szczecina i nie było jej na karcie do głosowania. Osobliwości było więcej, np. podanie przez Państwową Komisję Wyborczą wyników z województwa świętokrzyskiego, zanim tamtejsza komisja przesłała wyniki do centrali. Skąd więc mogli znać wyniki. Prawie wszyscy członkowie Państwowej Komisji Wyborczej podali się do dymisji, choć mieli do końca twierdzić, że wybory zostały przeprowadzone prawidłowo, a problem wystąpił tylko z liczeniem głosów. W tym miejscu przypomina się słynne stwierdzenie Józefa Stalina, że „nieważne, kto jak głosuje, ważne, kto liczy głosy”.

Przesiąknięta tą nieufnością delegacja Prawa i Sprawiedliwości w Parlamencie Europejskim próbowała umiędzynarodowić sprawę i przekonała frakcję Europejskich Konserwatystów i Reformatorów do przyjęcia rezolucji wzywającej do ponownego przeliczenia głosów, ale pod kontrolą zagranicznych obserwatorów. W rezolucji tej zapisano m.in, że „sposób przeprowadzenia wyborów z 16-ego listopada stoi w sprzeczności z międzynarodowymi standardami oraz zobowiązaniami podjętymi przez Polskę, w tym z wytycznymi OBWE”. Ta ostatnia Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie OBWE nadzorowała nie tylko wybory w takich krajach jak Mołdawia, czy Armenia, ale w 2009 roku obserwowała wybory w Niemczech na życzenie mniejszych partii politycznych. Wracając do ostatnich wyborów w naszym kraju, to dotychczas do sądów okręgowych w całej Polsce wpłynęło około półtora tysiąca protestów wyborczych. Oczywiście w państwach Unii Europejskiej również zdarzają się nieprawidłowości, a nawet fałszerstwa wyborcze, jednak chyba nie na taką skalę, jaką obserwujemy w Polsce. Systemy wyborcze oraz informatyczne należy poprawiać, szczególnie w kontekście naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Liczy się bowiem wiarygodność, a zaufanie obywateli do własnego państwa jest warunkiem sine qua non. Demonstracje pod hasłem „Dość kpin, żądamy uczciwych wyborów” świadczą o głębokim kryzysie i braku zaufania do struktur państwowych.

prof. Mirosław Piotrowski

drukuj