Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz

Audio MP3

Pobierz

Wokół drobnego incydentu

Szanowni Państwo!

Nic tak nie gorszy, jak prawda. Jestem pewien,  że każdy przekonał się o tym osobiście, a jeśli nawet nie, to prędzej, czy później się przekona. Tym bardziej, że wielu ludzi bardzo lubi ostentacyjnie się gorszyć, bo jak się gorszą, to nie tylko czują się lepsi, ale w dodatku przy okazji mogą wyleczyć się z politycznych, albo innych przypadłości.  Wprawdzie w siedzibie Centralnej Agencji Wywiadowczej w Langley w stanie Wirginia, podobno umieszczono u wejścia cytat z Ewangelii św. Jana: „Poznaj prawdę, a prawda cię wyswobodzi” – ale – powiedzmy sobie szczerze – po co komu swoboda? Niesie ona mnóstwo zgryzoty i rozterek, podczas gdy przynależność do jakiejś grupy nie tylko dostarcza pewności i oparcia, ale często – również wielu okazji, by wypić i zakąsić. Mogliśmy przekonać się o tym podczas rozpoczętych w ubiegłą niedzielę wyborów samorządowych, w których o sukcesie decydowało oddanie się do dyspozycji grupy, a i to – nie każdej. Toteż coraz częściej ludzie rezygnują ze swobody na rzecz zachowań stadnych, o czym zresztą wspominał Konrad Lorenz w swojej książce „Regres człowieczeństwa”. Parafrazując znaną przestrogę, można powiedzieć: ze stada wyszedłeś i do stada wrócisz.

Poza tym prawda też potrafi szalenie skomplikować sytuację. Doświadcza tego właśnie amerykański prezydent Donald Trump, który waha się, co przystoi mu czynić: czy skwapliwie uwierzyć w wyjaśnienia władz Arabii Saudyjskiej odnośnie śmierci współpracującego z amerykańską gazetą dziennikarza w konsulacie saudyjskim w Stambule, czy też nie wierzyć, tylko dążyć do prawdy w drodze energicznego śledztwa – jak to było u nas w sprawie katastrofy smoleńskiej. I tak źle i tak niedobrze, bo każda decyzja niesie ze sobą tak zwane plusy dodatnie, ale też – jak zauważył były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa – również plusy ujemne.

Rozważmy tedy najpierw decyzję, by skwapliwie w arabskie wyjaśnienia uwierzyć. Plusów dodatnich jest tu bardzo wiele, bo zacieśnią się przyjazne stosunki Stanów Zjednoczonych z Arabią Saudyjską, która dzięki temu nadal będzie cieszyła się reputacją strażnika demokracji i praworządności, co to nigdy nie wpadł na pomysł nowelizowania ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, zagrażając w ten sposób swoim interesom strategicznym. Dzieki temu można będzie Arabii Saudyjskiej sprzedać jeszcze więcej broni, za którą zaplaci ona brzęczącą monetą, bo przecież na biednego nie trafiło. Tę  broń Arabia Saudyjska będzie mogła obrócić przeciwko złowrogiemu Iranowi, który nie tylko popadł w sprośne błędy Niebu obrzydłe, ale w dodatku wygraża bezcennemu Izraelowi. Wydawałoby się, że wśród tych plusów dodatnich nie ma miejsca na plusy ujemne, ale na tym świecie pełnym złości nie ma niestety rzeczy doskonałych. Jeśli prezydent Trump skwapliwie uwierzyłby w saudyjskie wyjaśnienia, które w dodatku co chwila się zmieniają, to zaraz zostałby pryncypialnie skrytykowany przez zastępy rewidentów cnoty, którzy nieubłaganym palcem wytknęliby mu, że poświęca prawdę dla interesów. A przecież prezydent Trump i bez tego ma mnóstwo zgryzot, chociaż, jak tylko może, idzie na rękę bezcennemu Izraelowi. Nic mu to jednak nie pomaga, podobnie jak owcom w bajce Ezopa, którym wilki zarzucały, że mącą im wodę w rzece.   Więc może w tej sytuacji lepiej w te arabskie wyjaśnienia nie wierzyć, tym bardziej, że w ogródku konsularnym właśnie znaleziono fragmenty ciała zamordowanego? Wtedy cnota prezydenta Trumpa może by i zajaśniała pewłnym blaskiem, ale kto wie, czy Arabia Saudyjska nie nabrałaby wątpliwości, czy słusznie robi sprzeciwiając się złowrogiemu Iranowi?

Wprawdzie w Arabii Saudyjskiej dominują sunnici, a w  złowrogim Iranie – szyici, którzy nienawidzą jedni drugich  jeszcze bardziej, niż „niewiernych” – ale w końcu i jedni i drudzy są muzułmanami, więc mogliby sobie pomyśleć, że po cóż mieliby nazwajem się wyrzynać ku uciesze „niewiernych psów”? Co by się stało z bezcennym Izraelem, gdyby tak uzbrojona po zęby Arabia Saudyjska zawarła braterstwo broni ze złowrogim Iranem? Strach pomyśleć, bo wtedy chyba nie byłoby innego wyjścia, jak przenieść Izrael w jakieś bezpieczniejsze miejsce, na przykład – na zachodnią Ukrainę i do wschodniej Polski, tworząc w ten sposób Judeopolonię? Widzimy tedy, jak wiele zależy od drobnego, zdawałoby się incydentu – bo cóż znaczy śmierć jednego człowieka, nawet jeśli był współpracownikiem amerykańskiej gazety, wobec 50 osób na każdy milion mieszkańców, ginących w wypadkach drogowych tylko na obszarze Unii Europejskiej? Widzimy też, że w dzisiejszych czasach świat stanowi system naczyń połączonych, z czego władca nawet tak potężny, jak prezydent Trump, musi zdawać sobie sprawę i skrupulatnie podliczać plusy dodatnie i ujemne, a cóż dopiero – nasi Umiłowani Przywódcy, którzy o takiej władzy nie mogą nawet marzyć, chociaż niektórzy właśnie wygrali wybory samorządowe?

Stanisław Michalkiewicz

drukuj