fot. tv trwam

Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz

Audio MP3

Pobierz

Nasi i Wasi się przekomarzają

Szanowni Państwo!

Mamy rok wyborczy, a w roku wyborczym – jak to w roku wyborczym – trwa kampania wyborcza. Jak wiadomo, ma ona charakter pozytywny i negatywny. Pozytywny charakter ma wtedy, kiedy partie wychwalają same siebie. Jeśli wychwala siebie partia rządząca, to kampania polega na tłumaczeniu obywatelom, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej – oczywiście pod warunkiem, że rządząca partia będzie nadal rządziła. Bo w przeciwnym razie nie będzie lepiej, tylko gorzej – tak źle, że już gorzej być nie może. Nawiasem mówiąc, na tym właśnie polega różnica między pesymistą i optymistą. Pesymista powiada: już gorzej być nie może – na co optymista pogodnie stwierdza: może, może! Jeśli z kolei przechwala się partia opozycyjna, to przedstawia obywatelom odmienny obraz świata. Teraz jest źle, ale już wkrótce może być dobrze – oczywiście pod warunkiem, że będzie rządziła partia pozostająca obecnie w opozycji.

Jak widzimy, bardzo trudno jest przeprowadzić wyraźną granicę między kampanią pozytywną i negatywną, bo pozytywy mogą być pokazane obywatelom wyłącznie na tle negatywów. Oni kłamią – my mówimy prawdę – oświadczają obydwie partie, a za nimi, jak za panią matką, powtarzają to funkcjonariusze propagandy, przez roztargnienie nazywani nadal dziennikarzami. Bo bycie dziennikarzem w tej sytuacji jest wprawdzie możliwe, ale ryzykowne. Przede wszystkim z obawy przed utratą pracy – o czym pisał już dawno Konstanty Ildefons Gałczyński w „Refleksjach z nieudanych rekolekcji paryskich”: „Posadę przecież mam w tej firmie kłamstwa, żelaza i papieru. Kiedy ją stracę – kto mnie przyjmie?” Ale nie jest to jedyne ryzyko, bo dziennikarz naraża się na ataki ze strony obydwu antagonistów.

Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam – uważają i jedni i drudzy – bo przecież wojna nie toczy się o błahostki, tylko o to, kto przejmie stanowiska dające dostęp do podatkowych pieniędzy i w związku z tym, kto będzie używał życia cała paszczą, a kto będzie siorbał cienką herbatkę w opozycji. Co prawda za sprawą pana Ludwika Dorna, który w swoim czasie uchodził za „trzeciego bliźniaka”, ta różnica nie jest tak drastyczna dzieki subwencjom, jakie partie polityczne dostają z budżetu. Warto przypomnieć, że pan poseł Dorn uzasadniał konieczność subwencjonowania partii politycznych z budżetu tym, że w przeciwnym razie będą się one korumpowały. Okazało się jednak, ze subwencje wcale korupcji nie powstrzymały – o czym świadczą tak zwane „afery”, przy pomocy których partie licytują się o różnicę łajdactwa. Jak wy w nas Amber Goldem i VAT-em, to my w was Srebrną i Falentą.

Inna sprawa, że tę licytację też trzeba utrzymać w granicach rozsądku. Chodzi o to, by obywatele mogli sobie obejrzeć przedstawienie, jak to i jedni i drudzy rozliczają się nawzajem – oczywiście dla dobra Polski – ale tak, by nikomu nie stała się krzywda. Na przykład niedawno zakończyła swoją działalność sejmowa komisja badająca aferę Amber Gold i w końcowym raporcie stwierdziła, że państwo nie działało prawidłowo, że tak zwane „służby”, czyli bezpieczniackie watahy, policja prokuratorzy, a nawet niezawiśli sędziowie wykazywali niezwykłą pobłażliwość, a nawet pomoc dla sprawców afery. Ale to wiedzieliśmy przecież od samego początku i bez komisji, która potrzebowała na to aż kilku lat. Nadal jednak nie dowiedzieliśmy się, dlaczego właściwie tak było, dlaczego ani „służby”, ani policja, ani prokuratorzy, ani niezawisłe sądy nie zachowywały się jak należy. Czyżby ktoś im to surowo przykazał?

Ale skoro wszyscy się tego „ktosia” posłuchali, to znaczy, że to on kieruje państwem, a ci wszyscy dygnitarze, to tylko taki parawan, który ma przekonać obywateli, że wszystko jest gites tenteges, czyli zgodne ze standartami demokracji. We wrześniu, a więc niemal w przeddzień wyborów, ma opublikować swój raport komisja sejmowa powołana do wyjaśnienia afery z podatkiem VAT, ale nie sądzę, by poza wytarzaniem Donalda Tuska w smole i pierzu, zaprezentowała w raporcie coś, o czym też nie wiedzielibyśmy od samego początku. Wygląda na to, że konstytuująca III Rzeczpospolitą zasada: my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych – nadal obowiązuje.

A przecież – jakby tego było mało – rozpoczęła się już kampania do przyszłorocznych wyborów prezydenckich. Pan prezydent Andrzej Duda pojechał do Ameryki, gdzie spełnił, a nawet odgadł wszystkie życzenia amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, który 1 września ma przyjechać do naszego nieszczęśliwego kraju, dzięki czemu wszyscy obywatele będą mogli przekonać się, że Ameryka popiera prezydenta Dudę. Ciekawe, czy Nasza Złota Pani, którą być może też zostanie 1 września zaproszona do Polski, z podobną ostentacją będzie popierała Donalda Tuska w którym sobie od dawna upodobała? Nie jest to wykluczone zwłaszcza w sytuacji, gdy – chociaż roszczenia żydowskie chyba nie są jeszcze realizowane – izraelski prezydent zaprosił do Polski rosyjskiego prezydenta Włodzimierza Putina. Najwyraźniej musi wiedzieć coś, o czym my jeszcze nie wiemy.

red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj