„Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju” (Łk 23,43)

Drugie kazanie pasyjne, Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego w Wałbrzychu,

II Niedziela Wielkiego Postu, 4 marca 2012 r.

Wstęp

W ubiegłą niedzielę, śpiewem „Gorzkich Żali”, rozpoczęliśmy tegoroczną medytację męki Pana Jezusa, podjętej za nasze zbawienie. Zostało powiedziane, że w kazaniach pasyjnych będziemy rozważać słowa Pana Jezusa wypowiedziane z krzyża na Golgocie. Dzisiaj kolej na drugie słowo wypowiedziane z wysokości krzyża. Brzmi ono: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju (Łk 23,43). Jest to słowo Jezusa, zanotowane tylko w Ewangelii św. Łukasza – słowo skierowane do nawróconego łotra, który – w obliczu nadchodzącej śmierci – poprosił o łaskę dostania się do królestwa Jezusa. Spójrzmy najpierw na kontekst tej wypowiedzi, by potem zastanowić się nad jej znaczeniem dla nawróconego łotra i nad jej przesłaniem dla nas.

1. Kontekst drugiego słowa Jezusa wypowiedzianego z krzyża

Po drodze krzyżowej i ukrzyżowaniu kolejną fazą Jezusowej męki jest wyszydzanie na krzyżu (por. Mk 15,29-32; Mt 27,39-44; Łk 23,35-43). Wedle zapisu Ewangelii wyszydzanie rozpoczęło się zaraz po ukrzyżowaniu, gdy Jezus miał jeszcze więcej sił i trwało od godziny dziewiątej do dwunastej. U św. Łukasza znajdujemy następujący zapis:

Lud zaś stał i patrzył. A członkowie Sanhedrynu szydzili: „Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli jest Mesjaszem, Bożym Wybrańcem”. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: „Jeśli ty jesteś Królem żydowskim, wybaw sam siebie”. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: „To jest Król żydowski”.

Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: „Czyż ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas”. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”. I dodał: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Jezus mu odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju”. ( Łk 23,35-43)

Przypomnijmy także relację ewangelisty Mateusza o tym fragmencie męki Jezusa: Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: „Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!”. Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: „Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: „Jestem Synem Bożym”. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani (Mt 27,39-44).

W powyższym opisie są wymienione trzy grupy szyderców. Pierwsi, to przechodnie; drudzy, to członkowie Sanhedrynu: kapłani, uczeni w Piśmie i starsi oraz żołnierze. Trzecią grupę szyderców stanowili złoczyńcy ukrzyżowani razem z Jezusem. Z Ewangelii według św. Łukasza dowiadujemy się, że z dwóch ukrzyżowanych złoczyńców tylko jeden przyłączył się do wyszydzania. Ewangelista napisał: Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: „Czyż ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas” (Łk 23,39).

Szyderstwa pod krzyżem były przejawem niezrozumienia tego, co się rzeczywiście dokonywało na krzyżu. Wobec szyderców Jezus zachował milczenie. Nie zstąpił z krzyża, żeby rzekomo uwierzyli w Niego szydercy. Nie wybawił siebie ani innych od cierpienia i od śmierci. Nie uczynił więc tutaj żadnego cudu, cudu na pokaz, na rozkaz szyderców. Zareagował jedynie na słowa nawróconego łotra, przyrzekając mu zbawienie. Zaprawdę powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju (Łk 23,43). Nawrócony łotr wyznał wiarę, że jest poza tym życiem i poza tą ziemią inne królestwo, do którego miał przejść umierający, sprawiedliwy Jezus. Poprosił, by go zabrał ze sobą. Jezus obiecując mu to zabranie, posłużył się słowem „dziś” – Dziś będziesz ze Mną w raju (Łk 23,43). Od tego dziś, w godzinie śmierci Jezusa, został otwarty niebieski raj dla ludzi, dla sprawiedliwych, którzy oczekiwali na wejście do królestwa. Łotr był pierwszy, który się dostał do tego raju za sprawą Jezusa. Ewangelista na przykładzie dobrego łotra pokazuje, że w to Jezusowe „dziś”, zawsze aktualne i dynamiczne, trzeba osobiście uwierzyć, wejść w niego poprzez nawrócenie, by doświadczyć zbawienia i znaleźć się w królestwie Bożym .

2. Przesłanie drugiego słowa Jezusa dla nas

Drodzy bracia i siostry, patrząc dziś na wyszydzanego na krzyżu Jezusa, wsłuchując się w dialog łotra po prawicy z Jezusem, pomyślmy jakie przesłanie zawiera to zdarzenie dla świata, dla nas, na dziś i jutro naszego życia.

a) Najpierw zauważmy, że szyderstwa wobec Jezusa wiszącego na krzyżu nie skończyły się na Golgocie. Były ponawiane w dziejach i mają miejsce dzisiaj wobec Jego uczniów, wobec Jego Mistycznego Ciała czyli Kościoła. Miały miejsce zaraz po odejściu Chrystusa do nieba, gdy był kamienowany diakon Szczepan, gdy byli torturowani i zabijani pierwsi męczennicy. Po średniowiecznym wyciszeniu, owe bluźnierstwa i szyderstwa pojawiły się znowu w czasach nowożytnych, a nasiliły się w czasach najnowszych. Kpili sobie z Chrystusa i Kościoła pozytywiści, marksiści i scjentyści dziewiętnastego stulecia. Drwił sobie z chrześcijaństwa Ludwig Feuerbach, Karol Marks, Fryderyk Engels, Fryderyk Nietzsche, Włodzimierz Lenin. Jean-Paul Sartre i inni – z przywódcami dwudziestowiecznych totalitaryzmów włącznie. Gdy ostrzegano Stalina przed opinią papieża za jego zbrodnicze czyny, ten ironicznie zapytał, a ile papież ma dywizji? W roku 1965, po Liście biskupów polskich do niemieckich, przed Millennium Chrztu Polski, pisano w Polsce po bramach i płotach: „biskupi zdrajcy”; „księża – na księżyc”. Gdy jeszcze żył nasz Papież jeden z polskich polityków nazwał go prostakiem z Wadowic. Po katastrofie smoleńskiej byliśmy świadkami znieważania krzyża przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Bluźniercy sporządzili krzyż z puszek od piwa. Sprawcom nic się nie stało, podobnie jak i tamtym szydercom spod krzyża na golgocie. W ubiegłym roku niejaki Nergal zbezcześcił Pismo Święte, podeptał je i opluł wulgarnymi słowami. Tak zwani „eksperci” uznali to za rodzaj sztuki a „niezawisły” sąd wydał wyrok uniewinniający. Pierwszym postulatem pewnego ugrupowania, po wygranych, jesiennych wyborach parlamentarnych, było domaganie się usunięcia z sali sejmowej krzyża i ograniczenie działalności Kościoła.

Wyszydzanie dzisiejsze w tzw. demokracji przybiera łagodniejszy, bardziej subtelny charakter. Wiernych oddanych katolików, broniących tradycyjnych wartości religijnych i narodowych nazywa się „moherowymi beretami”, fundamentalistami. Kościołowi chce się zamknąć usta przez dyskryminację mediów katolickich, w szczególności Telewizji Trwam.

Trwa wyszydzanie Chrystusa na krzyżu w różnych formach. Wszystkich szyderców przestrzegamy przez Bożą sprawiedliwością, przestrzegamy słowami psalmu pierwszego: „Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników i nie zasiada w kręgu szyderców, lecz ma upodobanie w Prawie Pana. Nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą. Jest on jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną; co uczyni, pomyślnie wypada. Nie tak z występnymi, nie tak: są oni jak plewa, którą wiatr rozmiata. Toteż występni nie ostoją się na sądzie ani grzesznicy w zgromadzeniu sprawiedliwych, bo Pan uznaje drogę sprawiedliwych, a droga występnych zaginie”. Tak jak wyszydzony Jezus po swojej śmierci powrócił do życia i został wywyższony w chwale, tak i jego słudzy, którzy w Niego wierzą i którzy dzielą z Nim prześladowania i szyderstwa, też będą otoczeni chwałą. Tak to w naszych czasach nastąpiło np. w osobie kard. Stefana Wyszyńskiego, w bł. ks. Jerzym Popiełuszce czy w bł. Janie Pawle II.

Nie przyłączaj się nigdy do tych, którzy kpią sobie z Pana Boga, z Jego przykazań, z rzeczy świętych, także z tych, których Chrystus wybrał do świętej służby w Kościele. Pamiętaj, że przychodzi taka chwila, kiedy Bóg przyznaje się do swoich czcicieli i bierze ich w obronę. A za tych, którzy krzyżują prawdę, miłość, uczciwość – módl się słowami Chrystusa z krzyża, które rozważaliśmy w ubiegłą niedzielę: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią (Łk 23,34a).

Gdy czasem ty znajdziesz się na krzyżu lub niesiesz jakiś krzyż i spotkają cię szyderstwa, drwiny ze strony obok stojących czy idących – naśladuj Jezusa. W wielu przypadkach zwyciężysz swoich wrogów milczeniem i modlitwą.

b) Nawrócenie łotra po prawicy było związane z wyznaniem przez niego prawdy o życiu doczesnym i wiary w życie wieczne.. Tę prawdę wyznał dobry łotr wobec współtowarzysza losu, łotra po lewicy i wobec umierającego Chrystusa:. Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił (Łk 23,40-41)

Łotr wiszący po prawej stronie Jezusa – w obliczu śmierci, zobaczył swoje przegrane życie i przyznał się do tego, wyznał prawdę o sobie. Przyznał się do winy i uznał niewinność Jezusa. My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił (Łk 23,41). I gdy skierował prośbę do cierpiącego Jezusa: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa (Łk 23,42 – otrzymał łaskę zbawienia.

Dobry łotr uczy nas przyznawania się do winy, do wydawania sprawiedliwych, prawdziwych sądów o drugich, jest wzorem wyznania wiary w życie wieczne. Dziś z powodu braku szacunku dla prawdy, z powodu matactwa, zakłamania, manipulacji, przekrętów, cierpi tak wiele ludzi na świecie.

Wsłuchując się dziś w dialog dobrego łotra z Chrystusem, miej odwagę prawdzie patrzeć w oczy, nazywać zło złem, a dobro dobrem. Umiej przyznać się do winy i widzieć siebie i drugich zawsze w prawdzie. Prawda i miłość konającego łotra po prawicy, jego wiara w dalsze trwanie po śmierci, były bramą, przez którą Jezus wprowadził go do raju.

c) Nawrócenie łotra po prawicy w godzinie śmierci każe nam myśleć o tych, którzy umierają, zwłaszcza o śmierci tych, którzy za sobą mają przegrane życie . Można przegrać życie ziemskie i to się zdarzało i zdarza niektórym ludziom, ale nie wolno przegrać życia wiecznego. To życie wieczne zawsze jest do wygrania, nawet po kiepskim, zmarnowanym życiu ziemskim. Trzeba tylko uchwycić się, choćby na końcu ziemskiej drogi – tak jak łotr – dłoni Jezusa.

Kilkanaście lat temu sąd przysięgłych w Paryżu wydał wyrok śmierci na młodego chłopca Jacques (Jakuba). Fescha (1930-1957). Ten młody człowiek, zdecydowany ateista, wychowany z dala od jakichkolwiek zasad moralnych, napadł na kantor, śmiertelnie ranił właściciela, a w czasie ucieczki zastrzelił policjanta i poranił wielu z tych, którzy go usiłowali dopaść i oddać w ręce policji (25 II 1954). Ujętemu i osadzonemu w więzieniu rozpoczęły się lata najpierw buntu, potem pogłębiającej się stopniowo zadumy nad złem swojego życia, czas coraz bardziej świadomego poszukiwania Boga, a wreszcie czas nawrócenia (marzec 1955 r.). W ostatnią noc przed egzekucją napisał w dzienniku: „Za 5 godzin zobaczę Jezusa”. Arcybiskup Paryża, kiedy po latach odwiedzał skazanych w tym samym więzieniu, wspominając tego nawróconego – wtedy już dobrze znanego – skazańca, powiedział, że jeśliby kiedyś doszło do jego kanonizacji, byłaby to druga w historii kanonizacja człowieka skazanego na śmierć. Pierwszej dokonał sam Chrystus, kiedy z krzyża zapewnił razem z Nim ukrzyżowanego łotra o zbawieniu. Zaprawdę powiadam ci, dziś ze mną będziesz w raju (Łk 23,43). Podobno został już rozpoczęty proces beatyfikacyjny tego człowieka.

I może jeszcze krótkie migawki z pracy szpitalnej s. Józefy Jurek, siostry ze Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny, pielęgniarki pracującej na oddziale w klinice we Wrocławiu: Oto jej relacja o dochodzeniu do mety życia ziemskiego.: „Miałam wtedy trzydzieści lat. Bardzo się bałam, bo przedtem pracowałam w domu dziecka, a tu nagle stanęłam przed osobami, którym zostały ostatnie godziny życia. Pewnego dnia przyszedł czas na nocny dyżur. Wtedy na oddziale był jeden starszy już pan, w bardzo ciężkim stanie. Widziałam, że jest bardzo zdenerwowany, więc starałam się go uspokoić. Mówiłam, że nie musi się bać, bo w przyszłym życiu nie będzie ani bólu, ani lęku, nie będziemy też mieli żadnych trosk. Zaraz też zaproponowałam mu spowiedź, a on od razu się zgodził. Potem zależało mi, żeby być w momencie jego śmierci, trzymałam go za rękę, modliłam się. Odszedł spokojnie…

Po jakimś czasie mieliśmy starszego pana, blisko dziewięćdziesiątki. Wiadomo było, że niewiele czasu mu zostało, a on wciąż mi powtarzał: Siostro, ja się boję. Nie potrafiłam się dowiedzieć, co jest przyczyną jego lęku. Zaczęłam więc modlić się i w końcu oświeciło mnie, że to przecież może chodzi o spowiedź. Poszłam do niego jeszcze raz, złapałam za rękę i zapytałam, czy jest katolikiem. Ponieważ był, zachęciłam, żeby pogodził się z ludźmi i z Panem Bogiem. Tłumaczyłam, że On każdemu przebacza najgorsze rzeczy. Gdy tak słuchał wszystkiego, co mówiłam, w końcu zapytałam, czy chciałby się wyspowiadać. Twierdził, że nie potrafi, więc ja mu na to, że najważniejsze są chęci. Wtedy zgodził się, ale zastrzegł, że chce innego księdza, nie kapelana szpitalnego. No więc zadzwoniłam na probostwo i mówię, że złapałam wielką rybę, tylko że ja nie dam rady jej wyciągnąć, musi przyjść ksiądz. Proboszcz nie bardzo chciał, bo przecież na miejscu był kapelan, więc prawie krzyczałam do słuchawki, że nie chcę tego człowieka mieć na sumieniu i że ktoś musi przyjść, i to koniecznie dzisiaj. Gdy wychodziłam ze szpitala, spotkałam księdza. Następnego dnia ten pan serdecznie mi dziękował, powiedział, że teraz jest już spokojny. W południe kolejnego dnia zamknął oczy.

Kiedyś przywieziono nam nieprzytomnego pacjenta, jak się później okazało – rozwodnika, który żył z drugą żoną. Wołał imię jakiejś kobiety, ale myśmy nie wiedzieli, o kogo chodzi. Pewnego dnia powiedział mi, że chciałby, żeby przyszła do niego żona. Byłam zdezorientowana, bo odwiedzała go jakaś kobieta, więc myślałam, że to jest właśnie ona. Wzięłam więc nazwisko, adres i napisałam list do pierwszej żony, żeby przyjechała do szpitala i zgłosiła się do mnie. Najpierw rozmawiałyśmy same. Ona nie bardzo skłonna była wybaczyć, bo mąż ją zostawił z dwójką dzieci. Ale serdecznie ją namawiałam, tłumaczyłam, że jak wybaczy, to Pan Bóg jej pomoże w cierpieniu, a mąż już długo nie pożyje i nie ma na co czekać. Potem widziałam, jak temu panu płynęły łzy po policzku, a żona była wdzięczna, że ją odnalazłam. On żył jeszcze półtora tygodnia.

d) Historia z dobrym łotrem powinna nas także wyczulić na ostrożność w wydawaniu opinii o ludziach odchodzących z tego świata, powinna nas też napełniać nadzieją na Boże miłosierdzie. Scena z dobrym łotrem jest dla nas wielką nadzieją. „W dziejach chrześcijańskiej pobożności dobry łotr – napisał Ojciec św. Benedykt XVI – stał się obrazem nadziei i pocieszającej pewności, ze miłosierdzie Boże może nas dosięgnąć także w ostatnim momencie – pewności, że nawet po chybionym życiu człowiek nie na próżno modli się o dobroć Boga. Taka właśnie modlitwę spotykamy na przykład w Dies irae: „Tyś odpuścił Magdalenie, dał Łotrowi przebaczenie, ufam też i ja w zbawienie” (Jezus z Nazaretu cz. II s. 227-228),

Zakończenie

Na zakończenie naszej refleksji zwracamy się ku Chrystusowi. Tu nad ołtarzem wisi na krzyżu, ale w monstrancji jest żyjący, zmartwychwstały. Panie Jezu dzisiaj, na Gorzkich Żalach pokornie Cie prosimy, abyś na mecie naszego ziemskiego życia był przy nas, abyś do nas też skierował te słowa, które usłyszał z krzyża łotr: Dziś będziesz ze Mną w raju (Łk 23,43).

 

Bp Ignacy Dec


Kazania pasyjne biskupa Ignacego Deca wygłoszone w 2011 r.

drukuj