Wypełniamy Jasnogórskie Śluby Narodu

Na podstawie tekstu
ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Piątek, 12 maja
Rodzina pod opieką Królowej Polski

Stare kroniki polskie zapisują wzruszający fakt. Wojewodzina krakowska Lubomirska
była nieszczęśliwą matką: wszystkie dzieci marły jej, jedno po drugim, w swoim
niemowlęctwie. Pełna ufności w pomoc Matki Boga wojewodzina kazała ulać ze
srebra dzieciątko, wagi jednolatka, i ofiarowała je Maryi Jasnogórskiej (A.
Brückner, Dzieje kultury polskiej, t. II, s. 403). Ta ofiara przypomina narodowe
Ślubowania Jasnogórskie, w czasie których oddaliśmy Królowej Polski rodziny
nasze: ojców i matki, młodzież i dziatwę. Jeśli słowa Przyrzeczeń naszych są
srebrem, to Matka Boga ma prawo czekać na złoto czynów.
"Co Bóg złączył, człowiek niech nie waży się rozłączać". To wielkie przykazanie
stoi na straży zarówno małżeństwa, jak i rodziny.
Wczytując się w dzieje powstania pierwszej ziemskiej rodziny w raju, widzimy
wymowny fakt: Bóg sam powołuje do życia pierwszych rodziców. "I stworzył Bóg
człowieka na wyobrażenie swoje, na wyobrażenie Boże stworzył go; mężczyznę
i białogłowę stworzył ich" (Rdz 1,27). Tych "dwoje" tworzy doskonałą społeczność
rodzinną, wystarczającą sobie całkowicie i przygotowaną do wykonania najważniejszego
ich zadania – przekazania życia.
Podobnie przygotował Bóg pierwszą rodzinę Nowego Testamentu – Rodzinę Nazaretańską.
Zanim postanowił, że Matka Boga "pocznie i porodzi Syna i nazwą imię Jego Emmanuel"
(Iz 7,14) – oddał Ją pod opiekę Najczystszemu Józefowi. Sam Bóg przez anioła
Pańskiego wyjaśnił Józefowi, jak wyjątkowe jest to małżeństwo. "Józefie, synu
Dawidów, nie bój się przyjąć Maryi, małżonki swojej, albowiem, co się w Niej
poczęło, z Ducha Świętego jest. A porodzi Syna i nazwiesz imię Jego Jezus,
przeto, że On wybawi lud swój od grzechów jego" (Mt 1,20-21). Ale to niezwykłe
i wyjątkowe małżeństwo było w oczach ludzkich zwykłym małżeństwem, jak tyle
innych w Nazarecie. Rodziną Nazaretańską włada sam Bóg. Syn Boży to przypomina.
Niemniej jednak wraca do Nazaret i nadal jest poddany rodzinie, którą ustanowił
Ojciec niebieski. Przez ten przykład osobistej uległości Chrystus od początku
umacnia podstawy rodziny.
Jezus Chrystus, gdy zaczął nauczać – początek cudów rozpoczął od godów małżeńskich
w Kanie. Obecnością swoją uświęca związek dwojga oblubieńców, przychodzi im
z pomocą i tu objawia chwałę swoją (J 2,1-11). A wszystko to czyni przy najbliższym
współdziałaniu Matki Najświętszej. To Maryja czuwa troskliwie nad przebiegiem
uroczystości. Ona pierwsza dostrzega kłopoty rodzinne i mówi o nich Synowi.
To, co później się stało, było już tylko potwierdzeniem całej postawy Chrystusa
wobec małżeństwa. Boży Nauczyciel dobitnie odpowiada na wątpliwości wszystkich
faryzeuszów: "Czy godzi się człowiekowi opuścić żonę swoją z jakiejkolwiek
przyczyny?" (Mt 19,3). Chrystus przypomina dzieło Ojca w raju, który "człowieka
od początku mężczyzną i niewiastą stworzył". A wszczepił w nich dążenie do
jedności: "opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją, i będą dwoje
w jednym ciele. A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył,
człowiek niech nie rozłącza" (Mt 19,5-6). Dobrze zrozumieli słuchacze Chrystusowi
te stanowcze słowa.
Przyrzekliśmy Królowej naszej "stać na straży nierozerwalności małżeństwa".
Bo jest w nim przedziwna jedność natury i łaski. Chrystus tak bardzo podkreśla
fakt, iż małżonkowie "nie są dwoje, ale jedno". Bo mają jedną naturę ludzką,
jedno serce, jeden cel. Więcej tutaj sił psychiki i ducha aniżeli sił ciała
i prawa. Prawo idzie za naturą. Bóg w tym prawie potwierdza tylko prawo rozumnej
natury ludzkiej. Trzeba o tym pamiętać, że rozbite małżeństwo to już katastrofa
dwóch dusz, to wielka przegrana życiowa, to krzywda rodziny, to początek jakiejś
wielkiej udręki rozdwojonego serca. Ta męka się już nie skończy, choćby ktoś
i znalazł tak zwane szczęście gdzie indziej.
Na pomoc w utrzymaniu tej jedności pośpieszają jeszcze siły nadprzyrodzone,
łaska sakramentalna, która sprawia, że małżeństwo jest zbudowane na wzór związku
Chrystusa z Kościołem. I raczej trzeba oddać duszę i krew, jak to uczynił Chrystus
za Kościół, aniżeli opuścić człowieka, którego Bóg dał ku pomocy. Cała nauka
świętego Pawła o małżeństwie świadczy o tej głębokiej więzi duchowej, więzi
miłości i ofiary, wyrzeczenia się siebie, zapomnienia o sobie dla dobra współmałżonka.
Choćby to bolało, choćby wypadło wiele ucierpieć, choćby wypadło duszę dać
(por. Ef 5,25). Człowiek ma tylko jedno serce i tylko raz może je rzetelnie
oddać.

drukuj