Święte Triduum Paschalne – Wielki Czwartek – Msza Wieczerzy Pańskiej

Wielki Czwartek, dzień ustanowienia Eucharystii. Jezus pokazuje nam, że Eucharystia prowadzi do służby.


Mamy z tym problem, bo dość często pojmujemy Eucharystie jako pewne „wyróżnienie”. Żeby ją przyjąć trzeba być w stanie łaski. Wielu z was w ostatnich dniach spowiadało się, aby dziś i w kolejnych dniach przyjąć komunię świętą. Ale trzeba pamiętać, że przyjęcie komunii nie jest celem samym w sobie. Przyjęcie Jezusa w Eucharystii, ma cię prowadzić do służby innym.

Jezus dał nam to do zrozumienia w czasie Ostatniej Wieczerzy. Do rytuału paschy żydowskiej należało umycie rąk. Miednicę i ręcznik powinien podać ktoś najniższy rangą wśród uczestników uczty. Zazwyczaj czyniło to najmłodsze dziecko albo jakiś sługa lub niewolnik. Prawdopodobnie nikt wśród apostołów nie kwapił się do tej pokornej posługi. Od jakiegoś czasu Apostołowie rozważali temat „kto jest ważniejszy pośród nich”. Nikt nie chciał się uważać za najniższego rangą i zobowiązanego do podania w tym momencie miski i ręcznika. Z dużym prawdopodobieństwem, w takim właśnie kontekście podnosi się Jezus. To On czyni się najniższym rangą. Bierze miednicę, przepasuje się ręcznikiem i zaczyna po kolei myć apostołom nie ręce, ale nogi. Tym samym Jezus wykonuje czynność niewolnika. W stosunku do kogo? W stosunku do swoich apostołów! Ale co to są za ludzie? Za kilka godzin wszyscy okażą się tchórzami niewartymi Jego poświęcenia i miłości. W Ogrodzi Oliwnym wszyscy pouciekają. Judasz pocałunkiem wyda Go na śmierć. Piotr będzie się wypierał wszelkiej znajomości z Nim. Jezus wie o tym wszystkim, a mimo to klęka przed nimi i umywa im nogi. Ten gest wyraża Jego miłość do nich. Miłość, która nie szuka swego, jest pokorna, zajmuje ostatnie miejsce, rezygnuje ze swoich słusznych praw, daje się zdradzić, wydać w ręce oprawców, ukrzyżować i mimo to dalej kocha. Gest mycia nóg jest uzewnętrznieniem miłości do nieprzyjaciół. Jezus myje nogi Judaszowi. Piotr, kiedy na niego przyszła kolej, jest tak wzburzony faktem, iż Jezus, jego Mistrz, Mesjasz, klęczy u jego stóp, że zgorszony woła: Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?… Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał! (por. J 13, 6–7). Piotr uważa taką miłość, za wariacką, przesadzoną. On się przed nią broni, nie chce jej zaakceptować, nie chce być taką miłością kochany i nie chce taką miłością kochać. A na to Jezus mu odpowiada: Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną (J 13, 8). Bardzo mocne słowa! Można by je tak sparafrazować: Jeżeli odrzucasz tę miłość, Piotrze, to nie mamy ze sobą nic wspólnego! Nie możesz siebie uważać za mojego ucznia, nie jesteś chrześcijaninem! Jeżeli to imię nosisz, nadużywasz go!

W tym miejscu nie można się bronić mówiąc: Jezus, jako Bóg potrafił tak kochać, ale my, zwyczajni ludzie, musimy się kierować innymi, bardziej realistycznymi zasadami. Tak, owszem, mogą mówić niewierzący, ale my, ludzie ochrzczeni, uczniowie Jezusa, w żadnym przypadku! Bo do nas odnosi się to, co Jezus powiedział dalej: Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy mnie nazywacie „Nauczycielem” i „Panem” i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem (J 13, 12–15)1.

Eucharystia ma prowadzić do służby innym. Oczywiście nie chodzi o to, że dosłownie masz myć nogi innym. Chodzi o ducha tej czynności, czyli o postawę służby. Służyć jako mąż – żonie; służyć jako żona – mężowi; służyć jako rodzice – dzieciom; służyć jako dzieci – rodzicom; służyć jako teść, teściowa – zięciowi, synowej; służyć jako ksiądz – ludziom.

O jakże pięknie by było! Ale tak nie jest, bo zamiast służby jest kalkulacja. Dajesz coś od siebie, ale inny ma mi też coś dać. Albo: dajesz tyle, ile ci się opłaca. Albo nie dajesz nic, bo ktoś nie jest tego wart. Pełno tej kalkulacji w relacjach rodzinnych, żeby nie sięgać dalej. Bardzo często w małżeństwie jest pewnien układ – ja pozwalam tobie na to, a ty masz mi pozwolić na to…

Czy to jest chrześcijaństwo – nie, to nie jest chrześcijaństwo!

Chrześcijaństo to służba i Eucharystia ma nas prowadzić do służby innym. Eucharystia ma nas prowadzić do służby także wobec tych, którzy nas zdradzają, którzy nas wykorzystują, którzy nas opuszczają. W imię czego masz tak postępować? Czy jest jakieś racjonalne wyjaśnienie takiej postawy?

Tak służył Jezus. Usługiwał uczniom, którzy Go zdradzili, zostawili, opuścili. On nie służył „za coś” ale „pomimo”.

Jak to jest możliwe?

To jest możliwe tylko dzięki Eucharystii. To jest możliwe tylko dzięki przyjmowaniu Jezusa w komunii świętej. Bo tylko wtedy jest szansa na przemianę nas – w Jezusa. Przyjmując Ciało i Krew Jezusa trzeba pozwolić, aby On żył w nas, aby On nas przemieniał w siebie. Bez posiadania Jego w życia w sobie, taka służba jest niemożliwa.

Bardzo często przyjmujemy Jezusa i nic się w nas nie zmienia. Co to oznacza? To oznacza, że nie pozwalamy Jezusowi przemieniać nas samych. Przyjmujemy komunię jak nagrodę, wychodzimy z kościoła i nic… To znaczy, że źle przyjmujemy; że nie pozwalamy na przemianę nas – w Jezusa.

Przyjmuj Jezusa tak, aby On żył w tobie, a to poprowadzi cię do służby.

Dzisiaj przykład takiej służby daje nam sam Papież. Gdzie dzisiaj Papież celebruje Mszę Wieczerzy Pańskiej? Celebruje w więzieniu dla nieletnich. Poszedł do tych, o których można powiedzieć, że już nic z nich nie będzie, bo to złodzieje, gwałciciele, złoczyńcy. Czy Papież musiał tam iść? Nie. Mógł spokojnie celebrować tę Mszę w bazylice św. Piotra, pośród tzw.„porządnych” ludzi. A jednak uczynił inaczej. Poszedł do tych, którzy po ludzku nie zasługują na miłość, miłosierdzie. To jest służba, która rodzi się z przyjmowanie Eucharystii. To jest służba, która rodzi się z życia Jezusa w nas.

Patrzmy na Papieża! Patrzmy na Jezusa! Niech każde przyjęcie Jezusa w Eucharystii prowadzi nas do służby innym!

drukuj