Receptą na kryzys jest solidarna współpraca

Z ks. kard. Tarcisio Bertonem, sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, rozmawia o. dr Zdzisław Klafka CSsR

Wasza Eminencjo! Na samym początku w imieniu wielkiej rodziny słuchaczy Radia Maryja i widzów Telewizji Trwam pragnę serdecznie i radośnie pozdrowić i przywitać w Polsce, na ziemi ukochanego Sługi Bożego Jana Pawła II. Eminencja jako sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej nosi w swoim sercu cały Kościół powszechny. Jakie są dzisiaj naoczne znaki tego, że Kościół jest żywotny i kwitnący? Pytam dlatego, gdyż czasami spotykamy osoby, które mówią, że chrześcijaństwo obecnie zamiera.

– Gdybym chciał odpowiedzieć w dwóch słowach, to użyłbym słów, które modne są dzisiaj wśród liturgistów i socjologów religii, i powiedziałbym, że Kościół katolicki jest dziś światową wspólnotą „wyznającą” i „celebrującą”. Jest światową wspólnotą, która pod przewodnictwem Następcy św. Piotra wyznaje wiarę w Boga – Ojca, Syna i Ducha Świętego, przekazując światu prawdy, które są drogami do nieba, daje ufność i nadzieję światu, przekazuje wielkie zaufanie do ludzkiego rozumu, ludzkiej inteligencji, uznaje ją za zdolną do tego, aby dojść do prawdy. Czyni to w obliczu nihilizmu, pokrętnej nieufności, a nawet desperacji, która ogarnia nie tyle prostych ludzi, którzy często mają więcej wiary niż ludzie wykształceni, co dotyka często także intelektualistów. Kościół wobec tego wszystkiego nie ustaje w wyznawaniu wiary w Boga i miłości do człowieka. I wyznaje tę wiarę otwarcie z wielkim autorytetem moralnym, jakim cieszy się przede wszystkim Ojciec Święty, jakim odznaczali się Papieże naszych czasów: Jan Paweł II oraz Benedykt XVI – by wspomnieć tych ostatnich. Kontynuując, można powiedzieć, że jest to Kościół „celebrujący”, który celebruje wiarę w Boga i ludzkie braterstwo. Wystarczy zobaczyć wielkie zgromadzenia, nie tylko katolików, ale również rzesz różnych ludzi pielgrzymujących na spotkania z Papieżem albo w Rzymie, albo podczas papieskich pielgrzymek – pomyślmy choćby o wielkich pielgrzymkach Jana Pawła II czy odbytych już pielgrzymkach Benedykta XVI, który swoją łagodnością i zdolnością argumentowania motywów wiary przyciąga do siebie ludzi wierzących i niewierzących, którzy chcą usłyszeć słowa nadziei i prawdy. Jest to Kościół, który celebruje wiarę w Boga i miłość do człowieka, zwłaszcza podczas wielkich zgromadzeń młodzieżowych, wzbudzając u młodych entuzjazm wyznawania wiary, uwielbiania Boga oraz daru w służbie bliźniemu. Mamy tak wiele znaków i jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy, które mogę dostrzegać z pozycji „centralnego obserwatorium”, tak, że kiedy przybywają głowy państw, także niechrześcijańskich, nawet muzułmańskich, nie czynią nic innego, jak tylko dziękują Kościołowi za prowadzone przez niego dzieła. „Po uczynkach ich poznacie” – poznacie ich na podstawie owoców, które przynoszą. Kościół jest zatem rozpoznawany jako największa międzynarodowa „instytucja”, która rozsiewa dobro wobec ludzi wszystkich stanów, mężczyzn i kobiet, we wszystkich częściach świata, na polu edukacji, opieki społecznej, ochrony zdrowia, a także na polu świadectwa drobiazgowej posługi miłości wobec najuboższych i najbardziej potrzebujących pomocy. Wszyscy dziękują Kościołowi za tę jego obecność, która pomnaża miłość i braterską pomoc w całym świecie. Powinniśmy zatem być szczęśliwi, że należymy do tej wielkiej światowej wspólnoty, która w swoim centrum ma oczywiście Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela człowieka, i poruszana jest przez Ducha Świętego, który nie przestaje działać w sercach uczniów Chrystusa.

Podczas swych podróży i w trakcie pełnienia swojej posługi Ksiądz Kardynał często spotyka chrześcijan promieniujących radością z tej prostej przyczyny, że są chrześcijanami! Jakie są zasadnicze powody, dla których można poczuć się dumnym i szczęśliwym z powodu bycia chrześcijaninem? Na czym polega dzisiaj atrakcyjność chrześcijaństwa?

– Przede wszystkim wynika ona z tego, że jesteśmy adresatami odwiecznej miłości Boga, a została ona nam przekazana przez Ducha Świętego, który w nas mieszka. To przekonanie, że mamy Boga bliskiego, Boga – Przyjaciela – jak mawia, podtrzymując nas na duchu, Ojciec Święty Benedykt XVI. Nie mamy Boga dalekiego. I jeśli odczuwamy obecność Boga bliskiego w naszym życiu, wówczas nic nie może nas zdominować. Jesteśmy więcej niż zwycięzcami – jak mawiał św. Paweł. To wszystko dzięki miłości braterskiej, którą wzbudza Duch Święty pośród uczniów Chrystusa. Jesteśmy w towarzystwie tylu ludzi wierzących, którzy dają świadectwo prawdziwej wiary i bezinteresownej miłości poprzez umiejętność składania daru z siebie dla wszystkich. Chodzi także o obecność grup – wszystkich grup, stowarzyszeń, ruchów, które działają w świecie i czerpią swoją inspirację i siłę życiową z wiary w Chrystusa. Jak wiemy, często te ruchy, zgromadzenia, stowarzyszenia znajdują swoją inspirację w Maryi, która nas prowadzi do Jezusa, która łączy nas z Chrystusem i wzbudza szczególny charyzmat wśród tych, którzy dają początek wielkiemu ruchowi miłosierdzia, miłości i chrześcijańskiego świadectwa. Także obecność i rozkwit tych ruchów po Soborze Watykańskim II jest wielkim znakiem obecności Chrystusa i Jego Ducha pośród nas, dając radość i przekonanie o wielkości bycia chrześcijaninem. Uznajemy istotnie wielkość i godność bycia chrześcijanami na podstawie działania Boga, który nieustannie działa – „Ojciec mój działa i ja działam” (J 5, 17) – w sercu świata.

„Być dla innych, aby żyć z innymi” – tymi słowami zaczerpniętymi od niemieckiego teologa Jürgena Moltmanna zakończył Ksiądz Kardynał swoją lectio magistralis o „Chrześcijańskiej wizji dobra osoby i społeczeństwa” z okazji nadania tytułu doktora honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Jana Pawła II w Lublinie. Czy mógłby Eminencja skomentować znaczenie tych słów szczególnie w tym miejscu, gdzie narodziła się „Solidarność”? Jakie przesłanie zawarł Eminencja w tych słowach skierowanych do wszystkich, a szczególnie do ludzi sprawujących władzę, którzy ponoszą szczególną odpowiedzialność za innych? Jak należy promować kulturę solidarności w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z tyloma kryzysami?

– Słowem najbardziej odpowiednim, by wyrazić tę rzeczywistość, zasługującym niejako na „wyniesienie na ołtarze”, jest właśnie słowo „solidarność”, które po polsku oznacza więcej niż samą solidarność, oznacza braterskość. Jürgen Moltmann w swoich słynnych słowach podkreśla duchowość zawartą w słowie „con” („współ”): współdzielić, współofiarowywać, współprzebaczać, współdarować: należności, długi (myślimy na przykład o problemie redukcji zadłużenia krajów ubogich, które są dławione przez międzynarodową lichwę); współpracować – to znaczy pracować „dla” i „z” innymi i nie tylko dla innych, ale dla dobra wspólnego, nie myśląc jedynie o realizacji własnych wąskich interesów. Jest to ważne nie tylko w odniesieniu do władz politycznych, administracyjnych, do ekonomistów i finansistów. Dotyczy to każdego z nas, bo – jak mówił Papież Paweł VI – wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni za wszystkich. Nie możemy ograniczać lub zrzucać odpowiedzialności tylko na pewną kategorię osób, na tych, którzy ponoszą szczególną odpowiedzialność, bo są reprezentantami i przewodnikami ludu – oni, owszem, mają szczególne zadanie wobec Boga i ludzi, by pracować dla dobra wspólnego, a nie jedynie dla własnych interesów. Kryzys ekonomiczny obecnego czasu, który jest wynikiem niepohamowanej zachłanności – jak mówił Jan Paweł II w „Sollicitudo rei socialis” i jak powtarzał wielokrotnie nasz Ojciec Święty Benedykt XVI, wskazując na przyczyny tej sytuacji – kryzys rodzi się z chciwości i osobistej zachłanności, chęci bogacenia się i zysku kosztem innych. A to jest zaprzeczenie służby wspólnocie, która oczekuje przede wszystkim tych, którzy będą w stanie ponosić współodpowiedzialność za życie publiczne. Ale, jak powiedziałem, wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni. Następnie chodzi o to, aby nie tylko pracować „dla” dobra wspólnego, myśleć o dobru wspólnym, ale aby pracować „wespół”, to znaczy włączając wszystkich w dzieło współpracy: włączać, tak jak teraz dzieje się to w kontekście świadczonej pomocy. Niedawno odwiedziliśmy Afrykę. W odniesieniu do tego kontynentu zadanie polega na tym, by sprawić, żeby Afrykańczycy nie byli tylko wiecznymi „biorcami”, ale podmiotami, współtwórcami własnego rozwoju. Bo przecież mają oni ludzkie zasoby, inteligencję, wiele talentów otrzymanych od Boga w tak samo dużym stopniu jak Europejczycy, Amerykanie czy Azjaci. Posiadają następnie wiele zasobów wynikających z dzieła stworzenia, zasobów materialnych, i trzeba, aby to oni, a nie nowi lub dawni kolonizatorzy, wzięli we własne ręce losy swojego kontynentu i zadbali o jego rozwój. Zatem: „współdzielić”. Duchowość pojęcia „współ” oznacza, że wszyscy angażujemy się razem i każdy daje swój wkład odpowiedzialności i zaangażowania w planowanie i realizację projektu lepszej przyszłości. Jest to wielka duchowość, duchowość także wielu ruchów, duchowość typowo chrześcijańska, typowo – można by rzec – trynitarna, ale też duchowość, która płaci swoją cenę na polu ekonomicznym, politycznym i administracyjnym.

Eminencja wspomniał przed chwilą Afrykę. Z wielką uwagą towarzyszyliśmy z bliska Ojcu Świętemu w jego niedawnej podróży apostolskiej na ten kontynent.

Przedstawiciele TV Trwam i Radia Maryja byli tam obecni. Dlaczego Afryka jest nosicielką wielkiej nadziei dla Kościoła powszechnego i całego świata?

– Ponieważ Afryka jest kuźnią przyszłości. Słusznie została określona jako „kontynent nadziei”. Również Ameryka Łacińska została nazwana kontynentem nadziei, ale głównie Afryka. Nawiasem mówiąc, możemy zaobserwować, jak Kościół rośnie w Afryce. Liczba katolików powiększa się tam proporcjonalnie dużo szybciej niż sama liczba mieszkańców Afryki. To jest fakt, który ukazuje, że dar wiary, Chrystusowego objawienia, orędzia ewangelicznego oraz dar świadectwa ewangelicznego jest w Afryce darem upragnionym, kompatybilnym, odpowiadającym oczekiwaniom i aspiracjom Afrykańczyków. Odpowiada oczekiwaniu, jakie wyrażają Afrykańczycy dotknięci skrajnym ubóstwem, wielowiekowym wyzyskiem, pandemiami, chorobami starymi i nowymi. Zatem lud afrykański oczekuje daru, który mógłby go uzdrowić i odrodzić, który mógłby ukazać cały potencjał ludu afrykańskiego. Papież, przemawiając do Afrykańczyków w Kamerunie i Angoli, mówiąc oczywiście do całej Afryki, powiedział, że Afryka posiada nieskończone możliwości. Chcemy uznać bogactwo duchowe, ludzkie, moralne, religijne i społeczne ludów afrykańskich, chcemy je przyjąć i od nich się uczyć. W Afryce są liczne powołania i jest tam także obecne pojęcie Kościoła jako rodziny, rodziny dzieci Bożych, Bożej rodziny. To jest bardzo piękne i daje okazję wymiany darów między kontynentami, między różnymi wspólnotami kościelnymi. Jest to dar dla całego świata wierzącego i niewierzącego. Myślę zatem, że teraz, po papieskiej pielgrzymce, tej najnowszej, poprzedzonej wielokrotnymi odwiedzinami Jana Pawła II prawie wszystkich krajów afrykańskich, i przed najbliższym II Synodem dla Afryki, także głowy państw afrykańskich i nie tylko oni są zaskoczeni, że poświęcamy prawie miesiąc na refleksję dotyczącą spraw Afryki. Żadne zgromadzenie międzynarodowe nie przeznacza tyle czasu na debatę nad problemami jednego tylko kontynentu. Najwyżej trwa to tylko kilka dni. Czy to w Zgromadzeniu ONZ, czy FAO, które zwykle omawiają wiele problemów naraz, ze wszystkimi trudnościami, jakie napotykają. My tymczasem poświęcamy temu tematowi prawie miesiąc, cały najbliższy październik, by snuć refleksje najpierw z punktu widzenia duchowego i kościelnego, a potem z punktu widzenia społecznego i społeczno-ekonomicznego, ponieważ promocja ludzka i dzieła miłosierdzia, jak wyraźnie mówi Benedykt XVI w „Deus Caritas est”, stanowią proprium Kościoła, są jakby DNA Kościoła i nie ma żadnej innej organizacji międzynarodowej, która czyniłaby tak dużo dla Afryki jak Kościół katolicki. Wszystkie ludy afrykańskie to uznają i wyrażają wdzięczność Kościołowi. Mamy zatem nadzieję, że z najbliższego Synodu dla Afryki wynikną liczne owoce dla Kościoła na tym kontynencie, dla narodów afrykańskich. Mamy nadzieję na odnowione pojednanie i pokój między wieloma tamtejszymi narodami i grupami etnicznymi, które ciągle jeszcze są w stanie konfliktu.

Ksiądz Kardynał w czasie VI Światowego Spotkania Rodzin w Meksyku był szczególnym wysłannikiem Ojca Świętego. Podczas swych wystąpień ukazywał Eminencja zagadnienie rodziny w odniesieniu do kultury. Czy możemy poznać powody właśnie takiego ujęcia tej kwestii?

– Ponieważ przemawiałem na VI Światowym Spotkaniu Rodzin w Meksyku, musiałem najpierw uwzględnić temat tego spotkania, jakim była promocja rodziny. W pierwszym rzędzie należało zastanowić się nad promocją rodziny meksykańskiej, aby potem ten projekt mógł być przeniesiony i upowszechniony w innych miejscach na świecie. Mówiłem o kulturze, ponieważ w Meksyku doświadczyliśmy, jak bardzo kultura katolicka przez wiele lat była niszczona, prześladowana. Kultura, która rodzi się z wiary, która przyjmuje jako swe źródło dialog między wiarą a rozumem. Podczas tej wizyty miałem specjalne przemówienie w kolebce laicyzmu, w QuerÝtaro, w jego sławnym teatrze, gdzie została ogłoszona konstytucja antychrześcijańska, antykatolicka. Niektórzy byli przeciwni temu, abym przemawiał w tym miejscu, ale większość była bardzo zadowolona. Powiedziałem wówczas, że mamy nadzieję, że laicyzm meksykański przeobrazi się w pozytywną laickość – jak mówi się dzisiaj – która nie jest skierowana przeciw komukolwiek, a zwłaszcza przeciw Kościołowi. Powinna być to świeckość, która pozostaje w dialogu ze wszystkimi żywotnymi siłami ludzkości. Zestawiłem ze sobą rodzinę i kulturę także dlatego, że korzenie kultury o inspiracji chrześcijańskiej sięgają rodziny. To właśnie rodzina wychowuje dzieci w wierze i w poznaniu, otwiera te horyzonty na wszystkich polach i posiada wiedzę oświeconą przez Boga poprzez objawienie i wiarę. Rodzina jest podmiotem kultury również dlatego, że rodzina w świetle prawa międzynarodowego jest podmiotem politycznym i posiada prawo wybierania dla swoich dzieci wychowania i szkół odpowiednich dla projektu życia rodziny. Istnieje zatem ścisły związek między rodziną, szkołą, kulturą, kulturą dominującą w środowisku albo kulturą podnoszącą godność człowieka, wspólnoty ludzkiej i misję wspólnoty wierzącej. Jest zatem bardzo ważne, by przyznać rodzinie te podstawowe prawa, które zresztą są uznawane przez międzynarodowe deklaracje praw człowieka oraz są zapisane wyraźnie w sławnej Karcie Praw Rodziny, ogłoszonej przez Kościół dzięki wielkiej pracy ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Rodziny, kardynała Alfonso Lopeza Trujillo.

Dla nas, Polaków, to wielki zaszczyt i radość gościć Eminencję, zwłaszcza że nie jest to pierwsza wizyta w naszym kraju. Czy mógłby nam Eminencja powiedzieć, z jaką intencją przybył tym razem do Polski, przeżywając tak intensywnie swój pobyt w tych dniach – jak pokazują to media – poprzez zaangażowanie na polu naukowym i duszpasterskim?

– Może trochę przesadzam z moimi podróżami do Polski. Ktoś nawet mnie skrytykował, że za często bywam w Polsce i w ten sposób zbytnio ją wyróżniam. Jednak przybywam tu z wielu racji. Najpierw dlatego, że jest to Ojczyzna naszego umiłowanego Papieża Jana Pawła II. Po raz pierwszy przyjechałem do Polski w 1979 roku, krótko po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski, po Jego wyborze. Potem byłem tu wiele razy, by uczestniczyć w różnych konferencjach i spotkaniach. Dobrze znam Polskę, zawsze podziwiałem i darzyłem ją miłością, śledziłem jej historię, historię dramatyczną i chwalebną zarazem, historię wierności wierze chrześcijańskiej pod przewodnictwem i z pomocą Maryi, Królowej Polski. Miałem też wielu współbraci salezjanów – Polaków, których spotykałem i którzy dawali dobre świadectwo o Polsce, a teraz mam sekretarza Polaka, który mnie kieruje bardziej ku Polsce niż ku innym krajom… Zawsze jednak przybywałem tutaj dla ściśle określonych celów. Tym razem – jak wiadomo – by po raz pierwszy w Polsce wyświęcić nowego nuncjusza apostolskiego, Polaka – ks. prał. Jana Romea Pawłowskiego, który udaje się do Afryki i który jest darem dla Polski, ale jest też wielkim darem Polski dla Kościoła i Afryki. Następnie przybyłem, aby odebrać doktorat honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Jana Pawła II w Lublinie, gdzie miałem okazję wygłosić referat, który mam nadzieję, że będzie rozważony przez wielu ludzi, także przez przedstawicieli władz, ponieważ było to przemówienie o szerokim tle społecznym, dotykające głębokich przyczyn współczesnego kryzysu, także tego ekonomicznego. To może stać się również małym przyczynkiem do refleksji i podjęcia właściwych działań dla przezwyciężenia tego kryzysu, dla zmian systemowych, zmian na rzecz wspólnoty, zmian systemu ekonomicznego. Oczywiście dzisiaj pojadę też do Częstochowy, by powierzyć się opiece Matki Bożej z Jasnej Góry i opiece wielkich świętych patronów Polski.

Gorąco dziękuję Eminencji w imieniu całej rodziny widzów TV Trwam i słuchaczy Radia Maryja za to, że już po raz drugi mogliśmy gościć Eminencję na naszej antenie przed całą Polską. Obiecujemy towarzyszyć Księdzu Kardynałowi naszymi modlitwami w pełnieniu tak ważnej posługi na rzecz Ojca Świętego i całego Kościoła.

– Wielkie Bóg zapłać! I serdeczne życzenia dla Radia Maryja i dla Telewizji Trwam!

Prosimy o błogosławieństwo!

– Czynię to bardzo chętnie: wszystkich was, słuchaczy i widzów, niech błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty.


tłum. o. Piotr Andrukiewicz CSsR

Rozmowę przeprowadzono 2 maja 2009 r. w Gdańsku Oliwie.

drukuj