Przemówienie Ojca Świętego Benedykta XVI po koncercie w teatrze La Scala

Przemówienie Ojca Świętego Benedykta XVI po koncercie w teatrze La Scala

Księża Kardynałowie
Szanowni przedstawiciele władz
Czcigodni Bracia Biskupi i Kapłani
Drodzy delegaci VII Światowego Spotkania Rodzin!

W tym historycznym miejscu chciałbym przede wszystkim przypomnieć jedno wydarzenie. Było to 11 maja 1964 roku. Arturo Toscanini uniósł batutę, aby poprowadzić pamiętny koncert w La Scali, która została odrestaurowana po dramacie wojny. Mówi się, że gdy tylko wielki Mistrz przybył do Mediolanu, udał się od razu do tego Teatru i na środku sali zaczął klaskać w celu wypróbowania, czy zachowana została przysłowiowa akustyka. Słysząc, że pozostała ona doskonała, wykrzyknął: „To jest Scala, to jest zawsze moja Scala!”. W tych słowach „To jest Scala” wyrażony jest sens tego słowa, świątyni Opery, muzycznego i kulturalnego punktu odniesienia nie tylko dla Mediolanu i Włoch, lecz dla całego świata.

 

 

Scala związana jest z Mediolanem w głęboki sposób. Stanowi ona jedno z największych dzieł godnych podziwu w tym mieście. Dlatego też chciałem przypomnieć tamten maj 1964 roku, ponieważ odbudowa La Scali była znakiem nadziei dla podjęcia na nowo życia całego Miasta po zniszczeniach wojennych. Jest dla mnie zaszczytem, że razem z wami mogłem przeżyć ten wspaniały koncert, który był chwilą podniesienia na duchu. Dziękuję burmistrzowi, adwokatowi Giuliano Pisapia, Dyrektorowi, doktorowi Stefane Lisner za wprowadzenie nas w ten wieczór. Przede wszystkim pragnę podziękować Orkiestrze i Chórowi Teatru alla Scala, czterem solistom oraz mistrzowi Danielowi Barenboim za prowadzenie oraz pełną zaangażowania interpretację jednego z największych dzieł sztuki w historii muzyki. Wykonanie Dziewiątej Symfonii Ludwika van Beethovena to przedsięwzięcie złożone, lecz już od pierwszych znamienitych szesnastu taktów tworzy się klimat oczekiwania na coś wielkiego i oczekiwanie to nie zostaje zawiedzione. Beethoven, pomimo zastosowania form języka symfonii klasycznej, pozwala ująć w nową formę coś nowego, czego wcześniej nie było w dotychczasowych kierunkach operowych. Potwierdzone to zostaje w finałowej części, która rozpoczyna się okropną dysharmonią, z której wydobywa się recytatyw ze znanymi słowami: „Przyjaciele, nie takie tonacje, zacznijmy od innych, bardziej pociągających i radosnych”. Są to słowa, które w pewnym sensie zmieniają temat i wprowadzają zasadniczy wątek Hymnu do Radości. To idealna wizja ludzkości, jaką Beethoven przedstawia swoją muzyką: czynna radość w braterstwie i we wzajemnej miłości pod ojcowskim wzrokiem Boga” (Luigi Della Croce). To, co wyśpiewuje Beethoven nie jest radością wyłącznie chrześcijańską, lecz jest radością braterskiego współistnienia narodów, zwycięstwa nad egoizmem i pragnienia, aby droga ludzkości była naznaczona przez miłość. Jest to jakby zaproszenie, które kieruje do wszystkich, przekraczając bariery i stereotypy.

Na tym koncercie, który miał być radosnym świętem z okazji tego spotkania osób pochodzących niemal ze wszystkich narodów świata, ciąży cień trzęsienia ziemi, które zadało liczne cierpienia wielu mieszkańcom naszego kraju. Słowa zaczerpnięte z Hymnu do radości Schillera wydają się brzmieć dla nas jakby pusto, wręcz nieprawdziwie. Nie doświadczamy bowiem iskier bogów z pól elizejskich. Nie jesteśmy upojeni ogniem, ale raczej sparaliżowani cierpieniem z powodu tak wielkiego i niewytłumaczalnego zniszczenia, które kosztowało życie ludzi, które pozbawiło domu i mieszkania wielu. Nawet założenie, że na gwieździstym nieboskłonie powinien zamieszkiwać dobry Ojciec, wydaje się wątpliwe. Czy dobry Ojciec jest tylko na gwieździstym niebie? Czy Jego dobroć nie dociera do nas, żyjących na ziemi? My poszukujemy Boga, który nie panuje z daleka, ale wchodzi w nasze życie i w nasze cierpienie.

W tej godzinie słowa Beethovena: „O bracia, nie w te tony!”, chcemy odnieść dokładnie do słów Schillera. Nie te tony! Nie potrzebujemy nierealnego mówienia o Bogu dalekim i o braterstwie, które nic nie kosztuje. Poszukujemy Boga bliskiego, poszukujemy braterstwa, które pośród cierpień wspiera drugiego i tak pomaga pójść do przodu. Po tym koncercie wielu uda się na adorację eucharystyczną, adorację Boga, który wszedł w nasze cierpienia i czyni to nadal, Boga który cierpi z nami i za nas, i który ten sposób uzdolnił mężczyzn i kobiety do dzielenia cierpień z innymi i przemienienia ich w miłość. To jest właśnie to, do czego czujemy się wezwani po tym koncercie.

Raz jeszcze dziękuję orkiestrze i chórowi Teatru La Scala, solistom i tym wszystkim, dzięki którym to wydarzenie mogło się odbyć. Dziękuję maestro Danielowi Barenboim także za to, że wybierając IX Symfonię Beethovena pozwala nam przekazać przesłanie poprzez muzykę, która podkreśla podstawową wartość solidarności, braterstwa i pokoju. Wydaje mi się, że przesłanie to będzie cenne także dla rodziny, ponieważ to w rodzinie doświadcza się po raz pierwszy tego, że osoba ludzka nie została stworzona po to, aby żyć zamknięta w sobie samej, lecz w relacji do innych. W rodzinie można zrozumieć, że realizacja samego siebie nie polega na postawieniu siebie w centrum i dając się zdominować przez egoizm, lecz w podarowaniu siebie innym. To w rodzinie zaczyna się rozpalanie w sercu tego światła, które będzie oświecało ten nasz świat. Dziękuję Wam wszystkim za tę chwilę, którą wspólnie przeżyliśmy.

Tłumaczenie: Radio Maryja

drukuj