Proces Chrystusa – Jezus przed Sanhedrynem

Trzecie kazanie pasyjne wygłoszone w katedrze świdnickiej w czasie nabożeństwa Gorzkich Żali.

Wstęp



W naszej medytacji pasyjnej, prowadzonej w czasie tegorocznych Gorzkich Żali, rozstaliśmy się w ubiegłą niedzielę z Jezusem w Ogrodzie Oliwnym. Zgodnie z relacją wszystkich czterech Ewangelii nocną modlitwę Jezusa w Getsemani zakończyło nadejście przyprowadzonego przez Judasza i podlegającego władzom świątynnym uzbrojonego oddziału, który pojmał Mistrza, a uczniów pozostawił w spokoju.

W drodze prowadzącej do wydania prawomocnego wyroku śmierci Ewangelie pozwalają wyodrębnić trzy etapy: zebranie Rady w domu Kajfasza, przesłuchanie Jezusa przez Sanhedryn oraz proces Jezusa przed Piłatem. Dzisiaj bądźmy przy Jezusie na przesłuchaniu przed Sanhedrynem, a za tydzień staniemy z Nim przed Piłatem.

1. Jezus przed Wysoką Radą



Ojciec Święty Benedykt XVI, w ostatnio wydanym drugim tomie książki „Jezus z Nazaretu”, pisze, że początkowo publiczne wystąpienia Jezusa nie budziły wśród władz świątynnych, większego zainteresowania. Sytuacja zmieniła się dopiero po cudzie wskrzeszenia Łazarza i po wjeździe Jezusa do Jerozolimy, gdy Ten został owacyjnie powitany przez przybyłych na święto Paschy, gdy potem wyrzucił przekupniów ze świątyni i wygłaszał mowy, podważające dotychczasowe obyczaje religijne, mowy, które zdaniem wielu Żydów, zagrażały monoteizmowi izraelskiemu. Rada Żydowska – Sanhedryn musiała zareagować na te wydarzenia, by wyrobić sobie opinię o Jezusie i podjąć odpowiednie decyzje (por. J. Ratzinger, Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, część II. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania, Kielce 2011, s. 182). Wstępne obrady Sanhedrynu w tej sprawie opisuje tylko św. Jan Ewangelista. Pisze o tym następująco: „Arcykapłani więc i faryzeusze zwołali Sanhedryn i rzekli: . Wówczas jeden z nich Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: . Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno>. Tego więc dnia postanowili Go zabić” (J 11,47-53).

Wypowiedź Kajfasza Jan nazwał proroctwem. Kajfasz z pewnością rozumiał ją politycznie, przestrzegając, by Jezusa nie zostawiać przy życiu, gdyż przyjdą Rzymianie i zniszczą cały naród. Jest zatem lepiej, by jeden człowiek umarł za lud, niż miałby zginąć cały naród. Ewangelista Jan komentując tę wypowiedź nadał jej charakter uniwersalny, zbawczy pisząc, że „Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno”.

Mamy więc wyjaśnione, że Jezus umarł za wszystkie rozproszone dzieci Boże, a więc za wszystkich ludzi. Nie ma innego zbawiciela świata. Jest nim tylko Jezus z Nazaretu, jedyny i powszechny Zbawca ludzi, Ten, który żyje w Kościele, który jest dziś z nami, który żyje w naszych sercach, gdy wierzymy w Niego i gdy Go kochamy. O Nim to dyskutowała Wysoka Rada – Sanhedryn.

Przypomniane przed chwilą prorocze słowa Kajfasza były w rzeczywistości równoznaczne z wyrokiem śmierci na Jezusa. Musiano jednak przeprowadzić oficjalne przesłuchanie – ich zdaniem, przestępcy. Dlatego też w nocy z czwartku na piątek, po pojmowaniu Jezusa w Ogrodzie Getsemani, zaprowadzono Go do pałacu arcykapłana, gdzie Najwyższa Rada – Sanhedryn rozpoczęła oficjalny proces Jezusa.

Św. Mateusz tak napisał o tym w swojej Ewangelii: „Ci zaś, którzy pochwycili Jezusa, zaprowadzili Go do najwyższego kapłana Kajfasza, gdzie zebrali się uczeni w Piśmie i starsi. A Piotr szedł za Nim z daleka, aż do pałacu najwyższego kapłana. Wszedł tam na dziedziniec i usiadł między służbą, aby widzieć, jaki będzie wynik. Tymczasem arcykapłani i cały Sanhedryn szukali fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić,. Lecz nie znaleźli, chociaż występowało wielu fałszywych świadków. W końcu stanęło dwóch, mówiąc: : . Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Niego: . Lecz Jezus milczał. A najwyższy kapłan rzekł do Niego: . Jezus mu odpowiedział: . Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: Oni odpowiedzieli: . Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go i szydzili: „. (Mt 26,57-68).

Drodzy bracia i siostry, oto widzimy jak zachowuje się Jezus a jak ci, którzy Go przesłuchują?. Po świadectwie dwóch świadków, Jezus milczy. Tak będzie reagował na wiele następnych bluźnierczych pytań i czynów. Na pytanie Kajfasza jednak odpowiada. Nie wypiera się, że jest Mesjaszem, Synem Bożym. Gdyby się wyparł, byłby z pewnością zwolniony i uniknął by śmierci. Nie zaprzeczył prawdzie, rzeczywistości. Wiedział, że za to otrzyma wyrok śmierci.

A jak się zachowali sądzący, oskarżyciele? Najpierw postawili wielu fałszywych świadków. Obrali drogę fałszu i agresji. Kajfasz przyjął prawdziwe oświadczenie Jezusa za bluźnierstwo. Rozdarł szaty. Ruszyły pięści. Były policzkowania i szyderstwa: „Prorokuj nam Mesjaszu, kto cię uderzył?”. Na Jezusa spadła lawina brutalnych szyderstw ze strony tych, którzy poczuli się silniejsi i dali Mu odczuć swą władzę i całą swoją wzgardę. Ten, przed którym jeszcze w poprzednich dniach odczuwali lęk, znalazł się w ich rękach. Tchórzliwy konformizm słabych dusz poczuł się silny w atakowaniu tego, który zdawał się odtąd być tylko bezsilny (por. J. Ratzinger, Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, cz. II, jw., s. 196).

Czy nas dzisiaj nie ma na sali wśród członków Sanhedrynu? Może nie chcesz, żeby Jezus był w twoim życiu, żeby cię upominał, żeby cię nakłaniał do zgody, do przebaczenia, do pojednania, do bezinteresownej miłości? Może, gdy żył Jan Paweł II, wołałeś razem z nim „Hosanna” na cześć Jezusa, a dziś stał ci się On obojętny, albo nawet – jak u niektórych polityków – niepotrzebny. Nie przyłączaj się do tych, którzy dziś plują Mu w twarz, policzkują, szydzą z Niego, nie chcąc przestrzegać w życiu społecznym Jego standardów, czy nawet dążąc do usunięcia Go z życia publicznego. On nikomu nie zawinił, nikogo nie skrzywdził. On za ciebie poszedł na śmierć.

Bracia i siostry, poparzmy jeszcze na Apostoła Piotra, który był w pobliżu, gdy Jezusa przesłuchiwano u Kajfasza.

2. Zaparcie się Piotra



W Ewangelii św. Mateusza znajdujemy słowa: „Piotr zaś siedział zewnątrz na dziedzińcu. Podeszła do niego jedna służąca i rzekła: . Lecz on zaprzeczył temu wobec wszystkich i rzekł: . A gdy poszedł ku bramie, zauważyła go inna i rzekła do tych, co tam byli: . I znowu zaprzeczył pod przysięgą: . Po chwili ci, którzy tam stali, podeszli i rzekli do Piotra: . Wtedy począł się zaklinać i przysięgać: „Nie znam tego człowieka> A natychmiast zapiał kogut. Wspomniał Piotr na słowa Jezusa, które powiedział: . Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” (Mt 26,69-75).

Pianie koguta – pisze Ojciec Święty Benedykt XVI – uważano za znak ustępującej już nocy; zwiastowało ono nadejście dnia. Po zapianiu koguta także dla Piotra kończy się noc duszy, w której był pogrążony. Słysząc pianie, Piotr przypomina sobie słowa Jezusa o jego zaparciu. Ewangelista Łukasz dodaje tu jeszcze informację, że w tym momencie przeprowadzano właśnie związanego i skazanego Jezusa, żeby Go stawić przed sądem Piłata. Jezus i Piotr spotykają się. Spojrzenie Jezusa na wskroś przenika oczy i duszę niewiernego ucznia. Jezus idzie na śmierć za prawdę. Uczeń ratuje się z opresji zaparciem się prawdy.

Czy nie jesteś podobny do Piotra?. Tyle razy zapewniałeś Chrystusa, że Go nie zdradzisz, że dotrzymasz słowa, że wytrwasz w postanowieniu, że nie wrócisz do dawnych grzechów. Albo może było inaczej. Przypomnij sobie, gdy cię kiedyś o coś pytano, czy zawsze mówiłeś tak jak było, zwłaszcza wtedy, gdy prawda była dla ciebie niekorzystna, gdy za prawdę można było coś stracić, otrzymać mniejsze pieniądze, może nawet stracić pracę, posadę? Pamiętaj, jeżeli zapierasz się prawdy, nie mówisz tak jak było, jak jest, to zapierasz się samego Jezusa. Za przyznanie się do prawdy, za wierność złożonym przyrzeczeniom trzeba niekiedy wiele zapłacić. Łatwiej byłoby wtedy skłamać, jak Piotr na dziedzińcu arcykapłana, by uniknąć cierpienia, czy jakiejś kary, ale wtedy wpisuje się w twoje życie zdrada, niewierność. Jeśli coś takiego się wydarzyło w twoim życiu – pamiętaj – nie jesteś jeszcze przegrany. Popatrz na Piotra, który po zapianiu koguta „wyszedłszy na zewnątrz gorzko zapłakał” (Łk 22,62). Trzeba przed Bogiem gorzko zapłakać i przyjść po przebaczenie. Nie wolno obierać drogi Judasza, drogi rozpaczy, drogi utraty wiary w Boże miłosierdzie. Nie wystarczy wrócić srebrniki i wyznać przed ludźmi winę, jak to uczynił Judasz, mówiąc: „Zgrzeszyłem, wydając krew niewinną” (Mt 27,4a). Trzeba ze swoją winą, ze swoim grzechem i żalem, stanąć przed Bogiem. Tak często przypominał nam o tym Sługa Boży Jan Paweł II.

I na koniec – autentyczna historia z życia. W książce pt: „Polska walcząca” jest opisane takie zdarzenie. „Nadchodziło Boże Narodzenie 1942 roku. Komendant więzienia w Lidzie, Austriak i – podobno – praktykujący katolik, pakował walizki, ciesząc się perspektywą świątecznego urlopu spędzonego z rodziną. Po przekazaniu swemu zastępcy poleceń i instrukcji stwierdził, że została jeszcze jedna sprawa, którą załatwić musi osobiście. Myślał o niej od dawna, długo nie dawała mu spokoju, teraz postanowił ją zakończyć. Wezwał strażnika i kazał przyprowadzić jednego z osadzonych w więzieniu kapłanów, proboszcza lidzkiej parafii Niepokalanego Poczęcia NMP, ks. Wincentego Łabana.

Rozmawiali w cztery oczy. W efekcie tej rozmowy dziesięciu więzionych duchownych otrzymało przepustki uprawniające do spędzenia świąt na wolności. Każdy z księży dał komendantowi kapłańskie słowo, że wróci w określonym terminie. Jeszcze tego samego dnia opuścili więzienie. Gdy głęboko wdychając czyste, mroźne powietrze, szli zaśnieżoną ulicą w kierunku plebanii, komendant rozpoczynał daleką podróż do Austrii.

Okres świąteczny księża spędzili w kilku gościnnych polskich domach w Lidzie. W ciągu tych dni odwiedziło ich mnóstwo ludzi. Z radością witali oni uwolnionych, oferowali im schronienie i pomoc. Lecz dla księży wcale nie było oczywiste, że wolno im z tej pomocy skorzystać. Przeciwnie: uważając, że słowa kapłańskiego nie wolno im złamać, solidarnie uznali, iż w wyznaczonym terminie wrócą do więzienia.

Jak twierdzi zamieszkały obecnie w Zgierzu p. Mieczysław Pujdak, świadek najbardziej kompetentny, gdyż w latach 1941-1942 był zatrudniony w charakterze zakrystiana w kościele w Lidzie na Słobódce i znał osobiście większość uwolnionych na święta kapłanów, decyzję o powrocie podjęli oni bezpośrednio po opuszczeniu więzienia.

Osadzeni w nim w końcu czerwca 1942 roku, w okresie, gdy przez tę część archidiecezji wileńskiej przepłynęła fala masowych aresztowań, przede wszystkim wśród polskiej inteligencji. A więc i duchowieństwa. Niektórzy księża zdołali się ukryć; później wstąpili jako kapelani do oddziałów partyzanckich AK. Wielu uwięziono, kilku zdążyli Niemcy stracić. Kapłani z Lidy wiedzieli, że im to grozi. Mieli szansę uniknięcia śmierci. Ale wiązało ich kapłańskie słowo, którego łamać nie wolno. Nawet, jeśli dało się je wrogowi. Gdy więc komendant po udanym urlopie powrócił – zameldowano mu, że duchowni zgłosili się w więzieniu przed upływem wyznaczonego terminu. Bardzo był zaskoczony.

W Środę Popielcową, która w 1943 r. przypadła 10 marca, gestapowcy wywieźli księży na miejsce straceń za koszarami 77pp i tam rozstrzelali” . Zginęło ich wtedy dziewięciu na czele z ks. Wincentym Łabanem, proboszczem parafii p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP w Lidzie na Słobódce. Dziesiąty z kapłanów, którzy, powrócili do więzienia, salezjanin Józef Bujar z Kurhanu, na kilka dni przed egzekucją tamtych zmarł w celi więziennej.

Co sądzić o tym zdarzeniu?; czy księża dobrze postąpili? Oceńmy to sami. Jedno jest pewne, że za wierność zobowiązaniu, za wierność danemu słowu, zapłacili śmiercią. Z pewnością przyznał się do nich Pan, który ich powołał i prowadził w życiu drogą prawdy i uczciwości. Gdyby wówczas nie wrócili do więzienia i wybrali wolność, nikt by ich z pewnością dziś nie wspominał, a tak zostali w pamięci potomnych jako bohaterowie wierni złożonej obietnicy.



Zakończenie



Wracamy do Jezusa i powtórzymy – na koniec – słowa: „Jezu, przez ulice sromotnie przed sąd Kajfasza za włosy targany… Jezu, od fałszywych dwóch świadków z a zwodziciela niesłusznie podany… Jezu, pod przysięga od Piotra, po trzykroć z wielkiej bojaźni zaprzany. Jezu mój kochany. Zmiłuj się nad nami”. Amen.



Bp Ignacy Dec

 

drukuj