fot. Ojciec Benedykt Pączka Kapucyn

Pomóż Afryce

W Republice Środkowoafrykańskiej trwa liczenie strat po ostatniej rebelii. Są one ogromne. Zniszczonych zostało setki domów, kaplice, szkoły. Ludzie, którzy nie mają dokąd wracać, śpią na polach. Potrzebna jest pomoc. Bracia Kapucyni organizują akcję „Wyślij pączka do Afryki”. Jej wielki finał zaplanowano na najbliższy czwartek.

– Mamy już dane strat z niektórych wiosek: Ngaoundaye – 12 domów spalonych, Nzakoun – 25 domów spalonych, Ngouboye – 131 domów spalonych, wioska Gouboye – 131 domów spalonych i Bang – 556 domów spalonych – wylicza o. Benedykt Pączka, który od zeszłego tygodnia odwiedza zniszczone wioski. – Cała lista domów jest już u mnie na biurku! Nasze prośby i telefony, aby wysłać tam wojsko, nic nie wskórały. Do dzisiaj nie ma tam nikogo. Ludzie od 1,5 miesiąca śpią na polach, nie wracają do wioski, nie mają tak naprawdę do czego – dodaje. Na odbudowę domów w Ngaoundaye – miejscowości, która stosunkowo najmniej ucierpiała – potrzeba około czterech tysięcy złotych.

Bracia Kapucyni od kilku tygodni organizują akcję „Wyślij pączka do Afryki”, z której dochód zostanie przeznaczony właśnie dla RŚA. Włączyło się w nią już ponad 450 osób i zebrano kwotę ponad 40 tysięcy. Wielki finał „pączkowania” zaplanowano na najbliższy czwartek. Do akcji przystąpiło kilkanaście kawiarni z całej Polski, szkoły, przedszkola oraz osoby indywidualne. Listę cukierni w Polsce, które dochód ze sprzedaży pączków chcą przekazać do Afryki, można znaleźć na stronie www.tamtamitu.pl. W tegorocznej zbiórce można też wziąć udział przez kupienie e-pączka. – Za pomocą internetowego modułu wpłat na stronie www.tamtamitu.pl każdy może wysłać pączka do Afryki w postaci dobrowolnej darowizny na cel projektu, jakim jest pomoc poszkodowanym w ostatnich wydarzeniach – mówi Diana Bonowicz, dyrektor Fundacji Kapucyni i Misje.

Jak podkreśla Piotr Gajda, koordynator akcji „Wyślij pączka do Afryki”, który jest w stałym kontakcie z misjonarzami z RŚA, sytuacja jest tam tragiczna. – Dzieci pozbawione rodziców, spalone wioski oraz rozkradziony dobytek całego życia grożą katastrofą humanitarną – mówi i dodaje, że nie możemy pozostać obojętni wobec tej sytuacji. – Organizujemy pomoc, która przez ręce misjonarzy trafi bezpośrednio do poszkodowanych – podkreśla.

Małgorzata Pabis

drukuj