Pomagał nam rozumieć świat

Ojciec Święty nie tylko poszerzał wiedzę katolików, lecz także zmuszał
środki masowego przekazu do edukowania społeczeństw. Za ich pośrednictwem z
kolei światowa opinia publiczna była obligowana do zwrócenia uwagi na problemy
nie tylko Kościoła, lecz także narodów państw, do których Papież się udawał.

Prorok to człowiek, który staje przed ludem, aby przemawiać w imieniu Boga, jak
głosi wielka tradycja proroków Starego Testamentu. Jeremiasz, Ezechiel i Izajasz
objawiają nam proroka jako kogoś, kto nazywa wprost sytuację grzechu i nędzy
duchowej, która stała się udziałem ludu. Ostrzega, często zapowiada kary, ale
zawsze wskazuje perspektywę nawrócenia, miłosierdzia i przebaczenia. Prorok
głosi orędzie wolności i nadziei.
Myślę, że kimś takim był Jan Paweł II – świętym świadkiem Boga dla nas i z nami.
Tym, który wskazywał Boga jako przeznaczenie człowieka.

Teolog na pielgrzymim szlaku

Chciałbym w tym kontekście rozwinąć nieco temat, w którym ze względu na pracę,
jaką wykonywałem, czuję się najbardziej kompetentny, a mianowicie temat podróży
papieskich. Od 1982 roku przygotowywałem wszystkie zagraniczne pielgrzymki Ojca
Świętego. Ostatnią organizowaną przeze mnie pielgrzymką, w której także
uczestniczyłem, była podróż Jana Pawła II na Ukrainę. Byłem zaangażowany we
wszystkie aspekty tych przygotowań – do mnie należało prowadzenie rozmów z
biskupami, księżmi, świeckimi, ale także z rządami poszczególnych krajów, które
odwiedzał Ojciec Święty. Ustalałem też szczegóły protokołu, bezpieczeństwa,
transportu naziemnego i lotniczego, a czasem także morskiego. Moim zadaniem było
również znalezienie miejsc zakwaterowania dziennikarzom, którzy podróżowali z
Papieżem. Miałem więc do skoordynowania sporo elementów technicznych. Szczegóły
ustalałem z Ojcem Świętym w rozmowach przy obiedzie czy kolacji. Jana Pawła II
najbardziej interesowały jednak nie tyle sprawy techniczne, ile moje wrażenia
wyniesione ze spotkań z hierarchami kościelnymi bądź członkami rządów
poszczególnych państw. Któregoś dnia, kiedy wyszliśmy z jadalni, aby udać się do
kaplicy, Papież wziął mnie pod ramię i powiedział: "Biedny Ojciec Tucci, jak
daleko od teologii Ojciec skończył!" – Jan Paweł II nawiązywał do tego, że
poznał mnie jako teologa na Soborze Watykańskim II.
Moja praca dawała mi jednak ogromną satysfakcję, przede wszystkim dlatego, że
mogłem służyć Ojcu Świętemu, także w duchu czwartego ślubu składanego przez
jezuitów – posłuszeństwa Papieżowi w wykonaniu każdej misji zleconej przez
niego, jakakolwiek by ona nie była. Mimo że moja posługa często wydawała się
dość "ziemska", czułem, że w pewien sposób "otwieram Ojcu Świętemu drogi" i mogę
przyczynić się do tego, by jego posługa apostolska przyniosła jak najpełniejsze
owoce.

Dlaczego Papież podróżował?

Na to pytanie najlepiej odpowie on sam. Chciałbym w tym miejscu zacytować jego
wypowiedź, która chyba w najbardziej syntetyczny sposób obrazuje myśl Ojca
Świętego i pomaga zrozumieć sens jego pielgrzymowania: "Wszystkie
podróże-pielgrzymki Papieża były wizytowaniem poszczególnych Kościołów lokalnych
i służyły pokazaniu, że każdy z nich ma swoje miejsce w Kościele powszechnym i
podkreśleniu, że poszczególne postawy charakterystyczne dla danej wspólnoty
budują uniwersalny wymiar Kościoła".
Ta deklaracja została przez Jana Pawła II nakreślona w początkach jego
pontyfikatu. Kilka lat później Ojciec Święty dodał: "Udając się w podróże do
wszystkich stron świata, Papież poznaje całe bogactwo chrześcijaństwa w
różnorodności duchowej i kulturowej lokalnych Kościołów. Poprzez swoją obecność,
swoje słowo, swoje gesty nawiązuje kontakt, a czasem nawet wprost dosłownie
dotyka swoich wiernych z najdalszych i najbardziej zapomnianych zakątków świata.
Są oni częścią jednego i tego samego Kościoła powszechnego. Dla Papieża wszyscy
chrześcijanie, wszyscy ludzie, także ci najbiedniejsi i najbardziej opuszczeni,
są tak samo ważni, jak ci najbogatsi i ‚najwięksi’ w oczach tego świata".
Chciałbym zatrzymać się chwilę przy zagadnieniu samego przygotowania podróży
papieskich i kontaktach, jakie miałem przy tej okazji z Ojcem Świętym. Musimy
zdać sobie sprawę z tego, że Papież, kiedy udawał się do jakiegoś kraju, nie
tylko demonstrował związek danego Kościoła lokalnego z Kościołem powszechnym,
wzmacniając go i dodając mu sił, ale także umożliwiał nam wszystkim poznanie
kraju, do którego pielgrzymował. O iluż krajach my, katolicy, nie mielibyśmy
pojęcia, gdyby nie odwiedził ich Ojciec Święty? Kto miałby świadomość, z jakimi
problemami borykają się katolicy np. w Armenii, Kazachstanie, Bułgarii czy
Azerbejdżanie, gdyby Papież nie odwiedził tych krajów i nie zwrócił na nie
naszej uwagi? Ojciec Święty poszerzał wiedzę nie tylko katolików, ale także
zmuszał środki masowego przekazu do edukowania społeczeństw. Można powiedzieć,
że za sprawą Jana Pawła II świat sam siebie lepiej poznał.
Pamiętam np., że w Kanadzie sami biskupi mówili o tym, iż wielu z nich nie znało
dość dobrze swojego kraju i zaczęli go poznawać lepiej dopiero dzięki wizycie
Papieża. Zauważyli np., jak bardzo Kanada jest zróżnicowana w aspekcie etnicznym
i dostrzegli potrzebę poznania – oprócz języka angielskiego i francuskiego –
także języków najliczniej reprezentowanych mniejszości narodowych.

Pielgrzymki w porę i nie w porę

Pragnę podkreślić także inny, ważny aspekt związany z papieskimi podróżami: jego
odwagę apostolską w konfrontacji z trudnymi sytuacjami. Przykładem tej odwagi
była pierwsza pielgrzymka papieska do Meksyku, w którą Ojciec Święty udał się
wkrótce po swoim wyborze. Meksyk był w tym czasie państwem laickim, a nawet
antyklerykalnym, przynajmniej w sferze rządowej. Noszenie sutanny było tam
zakazane – także mnie radzono, abym nie oddalał się od orszaku papieskiego,
ponieważ jeśli zostałbym "przyłapany" na noszeniu sutanny, musiałbym zapłacić
grzywnę. Nawet jeśli rząd przyjął do wiadomości wizytę Papieża, potrzeba było
odwagi, aby zmierzyć się z tak trudną sytuacją. Nie zostało przewidziane żadne
oficjalne spotkanie z prezydentem Meksyku. Udał on, że na lotnisku w momencie
przylotu Jana Pawła II pojawił się przypadkowo. Powitanie Papieża ograniczył do
podania mu ręki.
Jan Paweł II wykazał się odwagą także wtedy, kiedy pojechał do Polski opanowanej
przez reżim komunistyczny, oraz wtedy, kiedy udał się do Nikaragui rządzonej
przez sandinistów. Ja sam po odbyciu dwóch wizyt w Nikaragui byłem przekonany,
że będzie to bardzo ryzykowna podróż. Kościół był tam podzielony – sandiniści
wspierali Kościół ludowy, przeciwstawiając go Kościołowi hierarchicznemu. Papież
znał tę trudną sytuację i wiedział, że rząd opiera się na "Iglesia popular" –
Kościele ludowym. Powiedział mi jednak: "Musimy tam jechać. Nawet jeśli ta
pielgrzymka nie okaże się wielkim sukcesem, nawet jeśli napotkamy wiele
trudności, muszę tam jechać, bo ten Kościół potrzebuje wzmocnienia teraz, kiedy
przeżywa moment krytyczny. Mam nadzieję, że później nadejdą lepsze czasy i
Papież będzie tam przyjmowany serdeczniej, ale muszę tam jechać już teraz".
Kiedy z kolei Papież przygotowywał się do podróży do krajów hiszpańskojęzycznych
Ameryki Łacińskiej, odbył spotkanie z kilkoma biskupami z Departamentu
Sprawiedliwości i Solidarności Rady Episkopatów Ameryki Łacińskiej. Odradzali mu
oni odwiedzenie grobu ks. bp. Oscara Romero w San Salvador. Był on w niektórych
kręgach postrzegany jako postać zbyt "kontrowersyjna politycznie". Rzadko
widziałem Papieża reagującego z tak wyraźnym sprzeciwem, jak wtedy, kiedy
odpowiedział południowoamerykańskim biskupom: "Nie, Papież musi odwiedzić ten
grób, to jest grób biskupa zabitego w czasie odprawiania Mszy Świętej, w sercu
jego pasterskiej posługi".
Następca biskupa Romero, biskup Rivera Damas, kiedy przybyliśmy na miejsce,
przed katedrę, gdzie znajduje się grób, powiedział nam, że rząd zabronił
Papieżowi tej wizyty – i w istocie, drzwi katedry były zamknięte. Ojciec Święty
jednak okazał się nieustępliwy – poprosił, aby poszukano klucza, żeby móc
otworzyć drzwi. Czekaliśmy jakiś czas, na placu nie było żywej duszy, został on
wyczyszczony przez policję, aby uniemożliwić ludziom powitanie Jana Pawła II. W
końcu jednak drzwi otwarto, Papież wszedł do katedry i długo modlił się przy
grobie biskupa Romero. Powiedział potem kilka bardzo pięknych słów o tym
człowieku, który zginął śmiercią męczeńską, zabity w samym sercu swej posługi, w
czasie Mszy Świętej.
Wielokrotnie Ojciec Święty, na przestrzeni całego swojego pontyfikatu, zwracał
się także do chorych, aby powiedzieć im, jak bardzo liczy na ofiarę ich
cierpienia. Także własne cierpienie, jak nieraz dał nam do zrozumienia,
przyjmował jako uczestnictwo w cierpieniach naszego Pana przynoszących obfite
owoce.
Konkludując, chciałbym zacytować słowa ks. kard. Franciszka Macharskiego,
przyjaciela Ojca Świętego: "To, co zawsze uderzało mnie w postaci Jana Pawła II,
to harmonia między jego życiem wewnętrznym a jego gestami. Papież stale żył w
wymiarze transcendencji i zarazem cały czas był pośród ludzi, był człowiekiem
takim jak my i prawdziwym świadkiem Emanuela, Boga-z-nami".
 

Ks. kard. Roberto Tucci SJ

oprac. i tłum. Agnieszka Żurek

Ks. kard. Roberto Tucci SJ jest filozofem, ekspertem Soboru Watykańskiego II,
doktorem honoris causa Uniwersytetu Notre Dame, kawalerem Legii Honorowej,
dziennikarzem i organizatorem pielgrzymek papieskich.

drukuj