fot. M.Borawski/Nasz Dziennik

Sowieckie zsyłki syberyjskie trądem XX wieku       

Świdnica, 11 lutego 2018 r.

Homilia wygłoszona w kościele p.w. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski z okazji 78. rocznicy pierwszych masowych wywózek na Sybir

Wstęp

W dzisiejszej homilii poruszymy trzy wątki: wątek biblijno-liturgiczny, związany z mszalnymi czytaniami dzisiejszej niedzieli; wątek historyczny, związany z wczorajszą 78. rocznicą pierwszych masowych wywózek ludności polskiej z Kresów Wschodnich na Sybir oraz wątek praktyczny, wyrażający się w pytaniu jakie przesłanie płynie dla nas z dzisiejszej Ewangelii i z naszej narodowej martyrologii na Golgocie Wschodu.

1. Chrystus naszym uzdrowicielem

Dzisiejsze pierwsze czytanie wyjęte jest z Księgi Kapłańskiej.  Przypomnę, że Księga Kapłańska  jest trzecią Księgą Pięcioksięgu Mojżesza. Przed nią są: Księga Rodzaju i Księga Wyjścia, a po niej: Księga Liczb i Księga Powtórzonego Prawa.  Ta środkowa Księga Kapłańska zajmuje w Pięcioksięgu miejsce szczególne. O ile w pozostałych księgach dominuje przesłanie o Bożej Opatrzności w dziejach świata, w dziejach patriarchów: Abrahama i jego potomków, o tyle w Księdze Kapłańskiej przeważają rozporządzenia, które dotyczą różnych wymiarów ludzkiego życia, wśród nich także ludzkiego zdrowia. Chodziło o to, by wspólnotę Izraelitów chronić od wszystkiego, co jej szkodzi. Jedną z najgroźniejszych,  zaraźliwych i zarazem nieuleczalnych chorób tamtego czasu był trąd. Prawo nakazywało, aby człowiek dotknięty tą chorą został całkowicie odizolowany od wspólnoty, aby przebywał w ścisłej separacji od rodziny i społeczeństwa. Było to dla chorego dodatkowym bólem i upokorzeniem.

Taki właśnie człowiek – słyszymy w dzisiejszej Ewangelii – zbliżył się do Jezusa. Było to wbrew rozporządzeniom zawartym w Księdze Kapłańskiej. Jezus mógł na odległość oczyścić tego człowieka z trądu, ale  dla Niego ważniejszy był człowiek  niż  przepisy Prawa. Gdy trędowaty upadł przed Nim na kolana i poprosił: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić,. (Jezus) zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego <Chcę, bądź oczyszczony>” (Mk 1,40b-41). Trędowaty został uzdrowiony i przywrócony rodzinie i całej wspólnocie. Jezus tym czynem potwierdził, że dla Boga  nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego nie dziwimy się, że „ludzie zewsząd schodzili się do Niego” (Mk 1,45) – jak głosi ostatnie zdanie dzisiejszej Ewangelii.

Oprócz Ewangelii warto dzisiaj zatrzymać się na pierwszym zdania  dzisiejszego drugiego czytana. Apostoł Paweł napisał do Koryntian a także dziś do nas: „Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor 10,31). Wszystko zatem winniśmy czynić na chwałę Pana Boga. We wszystkim Pan Bóg winien być wielbiony. I tego nie wolno traktować za jakąś przesadę, ale jako normę. Takim znakiem zewnętrznym wskazującym, że spełniamy wszystkie czynności na chwałę Bożą, może być znak krzyża. Niestety przez wielu chrześcijan bywa on dzisiaj niedoceniany. W tych dniach mówiła mi pewna pani przez telefon, która przed kilkoma dniami wróciła z Włoch, że w czasie startu samolotu nich oprócz niej się nie przeżegnał. Z pewnością pasażerowie zaczęli by sie modlić dopiero wtedy, gdyby pojawiło sie jakieś zagrożenie życia.  Wiemy także, że niektórzy, nawet katolicy,  krytykują sportowców, którzy podczas zawodów się żegnają. Drodzy bracia i siostry, nie zapominajmy o Pawłowym napomnieniu:    „Bracia: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor 10,31).

Przejdźmy do wątku drugiego, historycznego.

2. Zadawanie cierpień drugim – trądem XX wieku

Moi drodzy, dnia 10 lutego 1940 r., w szóstym miesiąca trwania drugiej wojny światowej, zanim Niemcy wybudowali obóz koncentracyjny w Auschwitz i w innych miejscach, Sowieci  w mroźną lutową noc zaczęli masowo deportować z zagarniętych ziem polskich naszych Rodaków na Sybir, w krainę śniegów, mrozu i głodu, jak mówił ks. Zdzisław Peszkowski – na Golgotę Wschodu.   Tego dnia lutowego wywieziono na Sybir – niektórzy mówią – ponad 200 tysięcy Polaków: urzędników państwowych, sędziów, nauczycieli, policjantów, działaczy samorządowych, osadników wojskowych, leśniczych,  gajowych z rodzinami, właścicieli ziemskich. Przypomnijmy, że dwa miesiące później, 13 kwietnia, była następna, wielka masowa  wywózka, a w latem 1940 r. trzecia z kolei, wtedy już nie tylko z Kresów, ale także zabierano tych, którzy uciekali na Wschód przed Niemcami. Dnia 21 czerwca 1941, dzień przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej wywieziono znowu następne dziesiątki tysięcy ludzi. Następną wywózkę, planowaną na 26 czerwca, udaremniła agresja niemiecka.

Sowieckie deportacje Polaków na Sybir nie zakończyły się ani po umowie generała Sikorskiego ze Stalinem ani po zakończeniu  wojny. Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski, z terenów zaanektowanych przez Sowietów ziem polskich deportowano w głąb Związku Sowieckiego co najmniej 200 tysięcy następnych rodaków. Szczególna cecha deportacji było to że „wyroki” na setki tysięcy rodzin wydawały nie sądy, lecz policja polityczna, posługująca się donosami politycznych kolaborantów i innych, przeróżnych  łotrów.  Na obszarze kontrolowanym przez Niemców działało Gestapo, na obszarze kontrolowanym przez Sowietów szalało NKWD.

Drodzy bracia i siostry, przejmującą relację z tej pierwszej deportacji Polaków na Sybir znajdujemy w wydaniu sobotnio-niedzielnym „Naszego Dziennika” (10-11 II 2018).  Jest to relacja s. Marii Teresy Jasionowicz. nazaretanki. Pozwólcie, ze przytoczę fragmenty tej relacji. Najpierw było walenie kolbami do drzwi w nocy 10 lutego po godz. 3,00. Oprawcy dali godzinę czasu na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy. Zaczęli plądrować cały dom i zabierać co chcieli. Mróz sięgał 30. stopni. Nie było ojca w domu, gdyż nie wrócił z wojny. Dwie siostry były też poza domem, u krewnych. Kazali się pakować mamie, córce i synowi. W domu leżał w łóżku sparaliżowany dziadek. Ten musiał zostać. Nie wiadomo, co z nim zrobili. Zostający dziadzio pożegnał płaczących słowami: „Nie płaczcie, ufajcie Bogu, pamiętajcie o modlitwie i kochajcie Ojczyznę. Bóg was nigdy nie opuści”.  Było to nad ranem, w drugi piątek lutego. Dziadek został w łóżku z różańcem w ręku. Podjął z pewnością   modlitwę za swoich, wyrwanych z rodzinnego gniazda. Dwa dni w mrozie czekali na stacji w zimnych bydlęcych wagonach. W niedzielę, po południu pociąg z zesłańcami ruszył  w drogę. Ludzie płakali i głośno się modlili. Zaczęła się straszna podróż, która trwała 20 dni. Zesłańców wysadzono w Kazachstanie. Zaczęło się życie śniegach, .mrozie i głodzie, życie w fatalnych warunkach sanitarnych. Gdy to dzisiaj czytamy, pojawia się w nas pytanie, jak oni to wytrzymali?, ileż się nacierpieli!

Siostra dość szczegółowo opisuje dalsze swoje losy i los polskich zesłańców. Po dwóch latach pobytu w Kazachstanie, wielu zesłańców przez Morze Kaspijskie dotarło do Persji, do żołnierzy armii generała Andersa. Tam spędzili 3 lata . Następnie przez Syrię znaleźli sie w Libanie  i po trzech następnych latach wrócili do Europy. Autorka tej relacji wstąpiła do zakonu Sióstr Nazaretanek i tak kończy swoją relację: „Nie żałuję nic z tych przeżyć. Uważam, że Pan Bóg sam mi tę drogę wybrał. Bez Jego wiedzy i Opatrzności nic się nie dzieje. … Tragedia deportacji miała swój głęboki sens, bo wrzuciła nas w ramiona Opatrzności  i pozwoliła przeżyć gehennę beznadziejności mocą wiary otrzymanej na chrzcie św. , a pielęgnowanej i rozwijanej w rodzinnym domu rodzinnym. Wierzę, że te tragiczne doświadczenia rzeźbiły mą duszę na przyjęcie niepojętego daru powołania zakonnego. Niekończące się pielgrzymowanie po bezkresnych przestrzeniach zamieszkałych przez ludzi różnych ras i kultur wzbudziło w mym sercu ogromny szacunek dla każdego człowieka. Wiara i modlitwa wskazywały mi sposób przetrwania tej gehenny….. Często wspominaliśmy prośbę dziadzia, by nie opuszczać codziennej modlitwy. Ona nas ratowała i dodawała nadziei i sytuacjach niejednokrotnie tragicznych i bez wyjścia. Można człowieka wszystkiego pozbawić, ale naszym nienaruszonym i trwałym bogactwem jest wiara umacniana modlitwą. To jest niegasnąca pochodnia mego życia, która gorzała wśród okropnych mrozów, głodu i poniewierki. Dzięki niej wszystkie zewnętrzne odarcia, jakich doświadczyłam w mej tułaczce, nie pozbawiły mnie, a może nawet umocniły we mnie świadomość przynależności do Chrystusa, który ze swego Krzyża nie przestawał wyciągać do mnie swych ramion i na codziennej modlitwie umacniał we mnie nadzieję przetrwania tych bolesnych doświadczeń” (Z Bogiem na zesłaniu. Z siostrą Marią Teresą Jasionowicz, nazaretanką, rozmawiała Karolina Goździewska, „Nasz Dziennik” nr 34*6088 z dnia 10-11 lutego 2018,   s. M8-M10)

Przejdźmy do części trzeciej, pomyślmy jakie przesłanie ma dzisiejsza liturgia a także te bolesne wydarzenia sprzed 78. lat?

3. Przesłanie Liturgii Słowa i wydarzeń z Golgoty Wschodu

a) Dzisiejsze wydarzenie ewangeliczne oznajmia nam, że Chrystus jest naszym najlepszym uzdrowicielem, lekarzem duszy i ciała. Naśladujmy postawę trędowatego i jego słowami klęcząc, mówmy do Chrystusa: „Jezu, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”, możesz mi to dać, o co Cię proszę, możesz mi w tym pomóc, ale mówię na początku <Jeśli chcesz?>. Twoja wola jest tu najważniejsza”.

b) Wszystko czyńmy na chwałę Bożą. Niech Bóg będzie najważniejszy i wielbiony w naszym myśleniu, mówieniu i działaniu.

c) Zaufajmy, zawierzmy Bożej Opatrzności. Niech naszą siłą będzie wiara w Bożą Opatrzność, wyrażająca się w wytrwałej, ufnej modlitwie.

d). Wobec tego, co przeżyły poprzednie pokolenia, zwłaszcza te z czasu ostatniej wojny – nie narzekajmy na błahostki, na drobiazgi  naszego życia. Nasi poprzednicy mieli o wiele trudniejsze życie i o wiele więcej wycierpieli. Miejmy szacunek wobec ich świadectwa.

e). Zadbajmy o to, aby ta martyrologia naszych Rodaków znana była młodemu pokoleniu. To należy do wychowania patriotycznego. Jest też prośba, by te doświadczenia tamtej martyrologii spisywać, by  pozostał po nich „ślad”.

d) Niech nasza dzisiejsza celebra będzie pierwszym dniem dziewięciomiesięcznej Nowenny przygotowującej nas do świętowanie setnej rocznicy naszej niepodległości.

 

Zakończenie

Moi drodzy , módlmy się dzisiaj szczególnie za Sybiraków. Dla zmarłych wypraszajmy pokój wieczny, a dla żyjących spokojną jesień życia. Niech Bóg nam wszystkim błogosławi. Amen.

drukuj