Państwo bez Boga i moralności ginie

Z JE ks. abp. Józefem Michalikiem, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, ordynariuszem przemyskim, rozmawia Małgorzata Rutkowska

W kampanii wyborczej zupełnie nie istniał temat rodziny – jej kondycji, zagrożeń, polityki prorodzinnej. Główni rywale uznali, że ważniejsze są zabiegi o lewicowy elektorat… 
– Obserwując kolejne wybory prezydenckie, można było zauważyć, że podczas kampanii wyborczych zupełnie nieobecne były sprawy i wizje ważne dla przyszłości Polski. Przecież prezydent to nie jest człowiek partii czy jednego obozu – on musi mieć wizję narodu, państwa, formowania ideałów i oczekiwań, osiągnięcia jakiegoś celu, który nie dotyczy tylko teraźniejszości. Niestety, przykład pominięcia kwestii podstawowych, np. etyki społecznej czy rodziny, pokazuje, że są to tematy niewygodne w kampanii wyborczej. To bolesne, że nadziei na odrodzenie Narodu i umocnienie państwa nie opiera się na stałej hierarchii wartości, tylko na doraźnych sukcesach i oczekiwaniach. Tym większe więc dla nas wyzwanie, byśmy widzieli sens pracy ludzi z wizjami dalekosiężnymi i takich pism, jak: „Nasz Dziennik” „Niedziela”, „Idziemy” czy „Gość Niedzielny”, i brali odpowiedzialność za rzeczywistość, w której żyjemy. Rodziny nie można pomijać w koncepcji przyszłości narodu, państwa. To nie jest tylko sprawa wierności Bożemu przykazaniu, ale to sprawa o znacznie głębszym wymiarze, dotycząca również m.in. sfery ekonomicznej czy w ogóle humanitarnej. Jeśli dehumanizuje się naród, dehumanizuje się świat, a dzieje się to wtedy, kiedy pomija się sprawy związane z obroną życia, moralnością życia publicznego czy rodziną opartą na małżeństwie kobiety i mężczyzny.

Droga od milczenia do prześladowania rodziny nie musi być długa. Mamy z tym do czynienia również w Polsce. Czymże jest bowiem organizowanie demoralizujących imprez, jak ta, która za tydzień odbędzie się w Warszawie?
– To mieszanie ludziom w głowach, typowy przykład, że w mętnej wodzie łatwiej łowić ryby. Ale to nie są prawdziwi wędkarze, to są manipulatorzy, którzy próbują zamącić horyzont myślenia. Bo czym innym jest spojrzenie na człowieka w kontekście jego słabości, grzechu czy upadku po to, by mu pomóc przezwyciężyć jego egoizm, a czym innym promowanie różnych ekstrawagancji godzących w naturę. Przecież każdy może być Człowiekiem przez wielkie „C” – niezależnie od uwarunkowań, każdy grzesznik może stać się świętym, każdy zbrodniarz może się nawrócić. Natomiast jeśli się mówi, że związek partnerski jest małżeństwem, że może być rodziną, to jest to alienacja pojęć i absurd. W dzisiejszym nawale kłamstw wmawia się ludziom, że wszystko jest wieloznaczne, relatywne, niepewne. Tymczasem zagrożenie prawdy o naturze człowieka oznacza jednocześnie zagrożenie prawdy o człowieku, o człowieczeństwie, które rozwija się zawsze przez pracę nad sobą, przez pokonywanie siebie i ofiarę.

Te wszystkie dewiacje forsuje nowa lewica, która uderza przede wszystkim w rodzinę – fundament tradycyjnej struktury społecznej. 
– Sądzę, że nie jest to tylko owoc ideologów lewicy czy program liberalnej doktryny. Badając historię, widzimy, do jakich wynaturzeń etycznych doszło w klasycznej Grecji czy Rzymie, gdzie niepełnosprawnym odmawiano prawa do życia, niektórzy patrycjusze czy cesarze prowadzili bardzo rozwiązłe życie, a kobiety liczyły swój wiek liczbą posiadanych mężów. Dlatego upadło cesarstwo rzymskie, bo państwa bez Boga i bez fundamentu moralności giną. Dzisiaj niekiedy wracamy do pogaństwa, do barbarzyństwa, do koncepcji człowieka zaślepionego egoizmem, odchodzimy od praw natury. Trzeba mówić, że odejście od zasad to nie jest postęp, ale cofanie się także w kulturze. Nie wszyscy w starożytności, np. Homer, pochwalali te praktyki; myślę, że i dzisiaj są ludzie, którzy widzą ten problem. Trzeba mówić, że nowoczesność to zwalczanie egoizmu i promocja dobra, które Bóg wpisał w naturę ludzką.

W tej sytuacji głos katolików jest odpowiednio mocny? W Hiszpanii odpowiedzią na libertyńskie pomysły rządu są milionowe manifestacje katolików. A w Polsce cisza…
– Sytuacja Hiszpanii jest dramatyczna, ale problemu nie rozwiąże się tylko przez manifestacje. Działania muszą podjąć różne stowarzyszenia, grupy; to jest zadanie dla Akcji Katolickiej, dla ruchów duchowości, dla grup nacisku, by w swój program wpisały obronę rodziny. Zbliżają się wybory parlamentarne, trzeba pamiętać, że zawsze w takich sytuacjach czynimy krok do przodu lub do tyłu. To nieprawda, że w morzu bezprawia prawodawczego nie można znaleźć ludzi, by uchwalić takie rozwiązania legislacyjne, które nie tylko mają za cel powstrzymać zło, ale i wychowywać Naród do właściwych wyborów.

Taką rolę spełnia Radio Maryja, które sprawy rodziny postawiło w centrum swej posługi ewangelizacyjnej. Niezmiennie broni życia, nie idąc na żaden kompromis.
– Bardzo dobrze, że Radio Maryja jest, że działa, że broni rodziny, zasad, prawdy o Panu Bogu i człowieku w planach Bożych. Jeden ze sprawdzianów wartości Radia stanowi fakt, że jest ono zwalczane, tak samo zresztą jak „Nasz Dziennik”. Przez kogo? Przez tzw. światłe środowiska różnych gazet, chociaż głównie przez jedną, rzekomo elitarną, a w rzeczywistości antyklerykalną gazetę, która promuje rozkład Narodu, społeczeństwa, atakując rodzinę. Dlatego dobrze, że jest Radio Maryja, które ma odwagę bronić życia i rodziny. To Radio atakowane przez ideologów libertynizmu powinno być wspierane nie tylko przez ludzi dobrej woli, którym należy się wdzięczność i zachęta, ale także przez państwo. Władze powinny sobie cenić krytyczne uwagi, które głosi poważne środowisko zaniepokojone sytuacją w Polsce. Tego rodzaju środowiska są potrzebne Polsce i powinny być wspierane, a nie atakowane. Myślę, że Radio Maryja ma wielką satysfakcję, że uzyskało koncesję i od lat twórczo funkcjonuje, pokonując różne trudności; ma też prawo do satysfakcji, bo wychodzi z nich obronną ręką, doskonali się, unika błędów i niepotrzebnych zadrażnień, gdyż stoi na fundamencie wartości chrześcijańskich.

Radio Maryja jako jedno z pierwszych mediów ostrzegało, że sytuacja demograficzna Polski jest katastrofalna, jednak kolejne rządy lekceważyły te ostrzeżenia. 
– Polska wymiera od wielu lat nie tylko na skutek emigracji, ale przez fakt, że więcej ludzi umiera niż się rodzi, a z tych, którzy się rodzą, dużo wyjeżdża, bo tu nie widzi dla siebie perspektyw. Demografowie zwracają uwagę, że żaden system ubezpieczeń społecznych nie udźwignie ciężaru, jeżeli jeden pracujący będzie musiał utrzymywać 6 osób. To jest aspekt ekonomiczny, dla nas drugorzędny. Dla chrześcijan ważny jest aspekt prawdy, wierności Panu Bogu, powołaniu człowieka, prawu natury. Rządzący nie widzą tego problemu. Na szczęście nie wszyscy; dzisiaj też są w parlamencie ludzie, którzy mówią na ten temat, trzeba ich uważniej słuchać i wspierać. Warto podjąć i kontynuować solidną refleksję i zastanowić się, co możemy zrobić. Niepokój budzi uchwalona i podpisana ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. To jest karygodne, żeby tego rodzaju nieprzemyślane, nieprzedyskutowane prawa wchodziły w życie. Owszem, nikt nie będzie bronił wynaturzonego ojca czy matki, którzy krzywdzą dziecko, ale oddanie władzy nad dzieckiem urzędnikowi bez konsultacji z sądem to absurd. Jest w tej ustawie też inne ukryte niebezpieczeństwo tzw. donosicielstwa na rodziców, którego prawzorem jest Pawka, bohater radzieckiej powieści; skutki takich działań znamy aż nadto dobrze.

Skoro głos rodziców w tej sprawie został nonszalancko zlekceważony, może powinniśmy się bardziej organizować?
– Indywidualnie niewiele zrobimy, trzeba promować aktywność organizacji prorodzinnych. Istnieją Kręgi Rodzin, jest Stowarzyszenie Rodzin Katolickich – to praca dla nich. Ich głos powinien być słyszany. Mamy „Nasz Dziennik”, „Niedzielę”, „Gościa Niedzielnego” – te media mówią o tym i dobrze, ale trzeba, żeby więcej osób włączało się w obronę zdrowej rodziny. Trzeba widzieć, cenić i promować grupę obrońców życia z dr. Mariuszem Dzierżawskim na czele, która, choć niewielka, działa niezwykle owocnie. Przygotowana przez nich wystawa pokazująca prawdę o aborcji ma ogromny wpływ formacyjny, bo trafia do współczesnej mentalności. Zapaść demograficzna oznacza dziś zapaść miłości do dziecka i formowanie negatywnego wzorca rodziny. Tymczasem koniecznie trzeba pokazywać, że najbezpieczniejsza i najpiękniejsza droga do szczęścia człowieka to miłość czysta i ofiarna, to małżeństwo i rodzina wierna sobie, otwarta na życie.

W tym zakresie nie do przecenienia jest wielka praca formacyjna nad rodziną, jaką prowadzi Radio Maryja.
– Trzeba to widzieć i doceniać, dziękować Panu Bogu i ludziom. Ale tych aktywnych grup nacisku, stowarzyszeń musi być znacznie więcej, by prawda o rodzinie docierała do coraz szerszych kręgów, by całe społeczeństwo się tym przejmowało. Gdy w 1956 r. uchwalono ustawę o aborcji, wielu księży więziono za głoszenie prawdy, czym jest „przerywanie ciąży”, ludzi świeckich zwalniano z pracy, np. dr Włodzimierz Fijałkowski nie mógł uzyskać zatwierdzenia habilitacji. Ale ks. kard. Karol Wojtyła nie ustępował; zgromadzona przez niego mała grupa ludzi budziła sumienia i ten płomień powoli stawał się coraz większy. Pamiętam, że na początku mojego kapłaństwa w województwie białostockim był tylko jeden lekarz, który po latach walki uzyskał zgodę Izby Lekarskiej na to, że nie będzie zmuszany do dokonywania aborcji. Inni robili, bo jak mówili – „musieli”. Po latach, w 1993 r. parlament polski ograniczył wprawdzie – ale jeszcze nie w pełni – prawo do samowolnego przerwania życia. Mam nadzieję, że dzisiaj nie znajdzie się lekarz w Polsce – oprócz sztandarowej publicystki ateistycznej – który by zaprzeczał, że człowiekiem jest się od poczęcia. Widać, że trud nie poszedł na marne, dokonuje się przemiana mentalności i to jest ta pozytywna praca, która wydaje owoce.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj