Kazanie pasyjne („Pojmanie” i „Zdrada”) wygłoszone podczas Gorzkich Żali w Bazylice św. Krzyża w Warszawie

„Pana świętości uczeń zły całuje,

Żołnierz okrutny powrózmi krępuje,

Jezus tym więzom dla nas się poddaje,

Na śmierć wydaje”

– tak śpiewaliśmy w Gorzkich żalach o pojmaniu Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, które dokładnie opisali nam Ewangeliści. Przyprowadzonych przez Judasza do Getsemani żołnierzy rzymskich wraz ze strażnikami żydowskimi, niektórzy Ewangeliści nazywają wprost „Zgrają uzbrojoną w miecze i kije” (por. Mt 26, 47).

I rzecz znamienna – jak czytamy w Ewangelii wg. św. Jana – „Jezus wiedząc dobrze o wszystkim, co Go czekało, wyszedł im naprzeciw” (J 18, 4). Takie zachowanie Pana Jezusa wobec swoich prześladowców jest wyrazem w pełni świadomego i dobrowolnego podjęcia przez Niego Męki i Śmierci krzyżowej dla naszego zbawienia.

Nauczanie Pana Jezusa zapisane na kartach Ewangelii obejmuje aż trzykrotne zapowiedzi Jego Męki. Coraz wyraźniej mówi Pan Jezus Apostołom o czekającym Go cierpieniu, odrzuceniu, wyszydzeniu, ubiczowaniu i ukrzyżowaniu, ale zawsze też zapowiada, że trzeciego dnia zmartwychwstanie (por. Mt 20, 19).

Trudno było Apostołom zrozumieć taką dziwą drogę oczekiwanego Mesjasza, bo marzyły im się dobre miejsca we wspaniałym, ziemskim królestwie, które – jak mniemali – przywróci Jezus. A Pan Jezus chcąc ich wyprowadzić z takiego błędnego pojmowania swojej misji, musiał nawet surowo zganić Apostoła Piotra, który chciał powstrzymać swojego Mistrza od pójścia drogą krzyża. Teraz przyszła na Apostołów, po przedziwnym spotkaniu z Jezusem w Wieczerniku i po Jego niezwykłej modlitwie w Ogrodzie Oliwnym, godzina ostatecznej próby. Ale niestety „wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli” (Mt 26, 56). A Jezus – Wcielony Syn Boży – Dobry pasterz przyszedł przecież na ziemię „po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10) i sam od siebie oddaje swoje życie za owce (por. J 10, 15. 17). W kontekście pojmania Pana Jezus w Ogrójcu, które jest u progu dramatu Męki Zbawiciela, Ewangelista Łukasz pisze o ujawniającym się w tych wydarzeniach Męki Pana „panowaniu ciemności” (Łk 22, 53), ale jest to jednocześnie największe objawienie miłości Bożej, która w ostateczności okaże się zwycięska!

Pan Jezus stając naprzeciw tych, którzy przyszli Go pojmać pyta ich: „Kogo szukacie?” Gdy w odpowiedzi usłyszeli pełne boskiej godności „Ja jestem” – jak zaznacza Ewangelista św. Jan – „cofnęli się i upadli na ziemię” (J 18, 4-6). To wyraźny, cudowny znak, gdy majestat Chrystusa powala Jego prześladowców. Ten majestat Zbawiciela, w tajemnicy Jego Męki, jest zakryty wyniszczeniem i uniżeniem, ale zajaśnieje potem w Zmartwychwstaniu Pana.

Tym, który w pojmaniu Pana Jezusa odgrywa znaczącą rolę jest Apostoł Judasz – postać tragiczna, od zawsze intrygująca. Ewangeliści mówiąc o nim, co jest uderzające, zawsze określają go jako „jednego z Dwunastu” (por. Mt 26, 47; także Mk, Łk), bo do grona Dwunastu Apostołów był przecież powołany, spośród wielu uczniów, przez samego Pana Jezusa (por. Łk 6, 12 nn.). I oto ten szczególnie wybrany „stał się zdrajcą” (Łk. 6, 16) i tak też potem jest nazywany. Tajemnica osoby Apostoła Judasza – zdrajcy w jakiś niepojęty dla nas sposób wchodziła w zakres planów Bożych, ale nie oznacza to, że Judasz był bezwolnym narzędziem w ich realizacji. Dlatego też wcześniej, w czasie Ostatniej Wieczerzy, Pan Jezus przepowiadając zdradę dokonaną przez jednego z Apostołów powiedział: „Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane; lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził” (Mt 26, 24).

Może te słowa Chrystusa miały być da Judasza ostatecznym ostrzeżeniem? Z opisów ewangelicznych wynika, że Judasz z własnej woli idzie do wrogów Pana Jezusa, którzy czyhają na Niego i szukają dogodnej okazji, aby Go zgładzić. Z całą premedytacją Judasz układa się z arcykapłanami, zgadzając się na obiecaną przez nich sumę – trzydzieści srebrników. Te judaszowe pertraktacje z prześladowcami Pana Jezusa kończą się tym, że – jak pisze Ewangelista Łukasz – a brzmi to przerażająco – Judasz „dał im słowo”. Odtąd „szukał już tylko sposobności, żeby Go wydać” (Łk 22, 6). I oto teraz spełnia Judasz swoje niecne zamiary: przyprowadzając zgraję do Ogrodu Oliwnego, pocałunkiem wskazuje im na Jezusa, którego mają pochwycić. Pan Jezus wobec zdradzieckiego pocałunku Judasza, zwraca się do niego w zadziwiających słowach: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” (Mt 26, 50). „Judaszu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego?” (Łk 22, 48).

Te zdumiewając nas słowa Jezusa, bo wypowiedziane w chwili, gdy staje wobec zdrajcy, nie są w żadnym wypadku ironią, ale świadczą o Jezusowej miłości wobec wybranego przez Niego Apostoła, który okazał się zdrajcą. Ta Jezusowa miłość jest nieodwołalna i to przyjacielu wypowiedziane przez Pana Jezusa w tak dramatycznym momencie, jest tożsame z tym, co musiał Judasz, tak jak i pozostali Apostołowie usłyszeć wcześniej: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem…” (J 15, 14 nn). Może Pan Jezus przypominając Judaszowi miniony, dobry czas, chciał go jeszcze, w tym ostatnim momencie powstrzymać, przed zdradzieckim krokiem, chciał go ratować, ocalić? Boże to i ludzkie tajemnice, ale ponieważ człowiek jest rozumny i wolny, to też odpowiedzialny za swoje czyny, za swoje postępowanie.

Autor czwartej Ewangelii znamiennie wspomina o Judaszu wcześniej, opisując ucztę w Betanii, którą na sześć dni przed Paschą urządzono tam dla Jezusa. W czasie tej uczty Maria, siostra Marty i Łazarza, namaściła Jezusowi nogi drogocennym olejkiem nardowym. Oburzył się na to obecny też tam i Judasz wskazując, że powinno się uzyskane ze sprzedaży tego olejku pieniądze, rozdać ubogim. Ewangelista przytaczając słowa Jezusa tłumaczące czyn Marii, że namaściła Go już na dzień Jego pogrzebu, wyraźnie negatywnie odnosi się też do reakcji Judasza: „Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano” (por. J 12, 1-8). Być może, że Judasza zgubiła chęć posiadania dóbr materialnych za wszelką cenę; może miał swoje błędne – bo ludzkie rachuby co do swojego funkcjonowania w Królestwie Bożym, którego nadejście głosił Pan Jezus? Jeśli snuje się niekiedy różne przypuszczenia co do powodów jego zdrady – tego, który był przecież jednym z Dwunastu, to czynimy to ku własnej przestrodze, by zachować wierność Bogu i dobrym ludzkim zobowiązaniom. W jakimś momencie z Judaszem stało się coś najstraszniejszego, co może dokonać się w człowieku. Otóż św. Łukasz Ewangelista wyraźnie zaznacza, że „szatan wszedł w Judasza” (Łk 22, 3). To zły duch popchnął Judasza do zdrady i potem do najgorszego kroku – samobójczej śmierci z rozpaczy. Gdy Jezusa skazano na śmierć krzyżową – jak mówi nam opis ewangeliczny – Judasz „poczuł żal”, „opamiętał się”, że „zgrzeszył wydając krew niewinną”. „Rzuciwszy srebrniki do przybytku oddalił się, potem poszedł i powiesił się” (Mt 27, 3 nn). Ta tragiczna śmierć Apostoła – zdrajcy musiała być bolesnym wspomnieniem, i pewnie też zarazem przestrogą, dla pierwotnej Gminy Jerozolimskiej, bo o okolicznościach śmierci Judasza wspomina potem natchniony Autor Dziejów Apostolskich, w związku z uzupełnieniem grona Dwunastu (por. Dz 1, 16 nn).


My, obecnie, w nabożeństwie Gorzkich żalów, w części zwanej Lamentem duszy nad cierpiącym Jezusem tak śpiewamy: „Jezu całowaniem zdradliwym / Od niegodnego Judasza wydany, / Jezu mój kochany!” Chcemy współ-czuć ze Zbawicielem cierpiącym z powodu zdrady jednego z grona Apostołów, ale nie powinno to usypiać naszej czujności, gdy chodzi o naszą pełną i rzeczywistą wierność Chrystusowi. Bo, niestety w naszym życiu mają miejsce takie sytuacje, które są zdradą Boga, zdradą szlachetnych i wzniosłych ideałów, którym zobowiązaliśmy się, niekiedy nawet w bardzo uroczystej formie służyć; zdradzamy też ludzi, którzy nam zaufali, a którym ślubowaliśmy wierność. Przyszedł dzisiaj taki czas, i to jest jeden z przejawów działania mocy ciemności, że wielu zdradę, niewierność traktuje bardzo lekkomyślnie, że dla tego zła próbuje się szukać wygodnych usprawiedliwień. A niewierność, zdrada Boga, ludzi, Ojczyzny jest zawsze czymś bardzo bolesnym. Bardzo często też wiąże się z cierpieniem, krzywdą innych i niesie zgorszenie – co m.in. oznacza, że to dokonane zło, ośmiela innych do czynienia podobnego. Taki gorzki smak będą zawsze miały zdrady małżeńskie. Czymś bardzo smutnym zawsze też będzie niewierność zobowiązaniom wynikającym z przyjętego sakramentu kapłaństwa, czy ślubów zakonnych. Bolesna jest zdrada przyjaciela, któremu się zaufało. Tragiczne konsekwencje ma sprzeniewierzenie się przysiędze lekarskiej, gdy lekarz zamiast ratować życie ludzkie, dokonuje aborcji, czyli dzieciobójstwa lub eutanazji. Ze smutkiem, w ostatnich latach dowiadujemy się, że niektórzy ludzie cieszący się pewnym uznaniem w Kościele i w społeczeństwie, okazali się zdrajcami współpracującymi z wrogami Kościoła i Ojczyzny. Sługa Boży Jan Paweł II, w którego Osobę, na nowo, wpatrujemy się w związku ze zbliżającą się Jego beatyfikacją, pozostawił nam piękny przykład wierności swojemu posłannictwie. Żadne naciski zewnętrze, żadne przeciwności i cierpienia nie odwiodły go od wiernego wypełniania do końca jego misji, danej mu przez Chrystusa. Niezmienne było też jego nauczanie, przestrzegające przed niewiernością Bogu. „Grzech – mówił Jan Paweł II (Elbląg, 6.06.1999r.) – przeciwstawia się miłości Boga do nas i odwraca od Niego nasze serca… Grzech jest wielkim złem w całym swoim wielorakim wymiarze”. „Nie dajcie się zastraszyć tym, którzy proponują grzech, jako drogę prowadzącą do szczęścia” (Sopot, 5.06.1999r.) Grzech, który jest odwróceniem się od Boga, zdradą Boga, w ostateczności wiedzie do śmierci, jeśli człowiek nie skieruje się na drogę nawrócenia, jeśli z ufnością nie zwróci się ku miłosiernemu Zbawicielowi. W ewangelicznym opisie tragicznego końca Judasza – zdrajcy jest powiedziane, że widząc do czego doprowadziła jego zdrada „Rzuciwszy srebrniki do przybytku, oddalił się, potem poszedł i powiesił się” (Mt 27,5). To słowo oddalił się możemy, w sensie duchowym, przyjąć jako pewnego rodzaju klucz do zrozumienia tragicznego końca tego Apostoła – zdrajcy.

Judasz uczyniwszy do straszne zło zdrady Mistrza, niestety, nie zwrócił się ku Chrystusowi, prosząc Go o przebaczenie. Pogrążył się w rozpaczy, bo zobaczył siebie jako człowieka przegranego. Pascal w swoich Myślach (por. Myśli, 75) pisze, że poznanie przez człowieka swej własnej nędzy rodzi rozpacz. Dopiero poznanie Chrystusa wyzwala od rozpaczy, bo w Nim poznajemy nie tylko naszą nędzę, ale i naszą wielkość (por. Myśli, 620, 729, 730). Nieszczęsny Judasz zamykając się w rozpaczy, ogarnięty beznadziejnością oddalił się od szansy ocalenia siebie, której mógłby doświadczyć, gdyby zwrócił się ku miłosiernemu Zbawicielowi z żalem i skruchą. To uratowało innego Apostoła – Piotra, który jak wiemy z przebiegu dalszych wydarzeń, zaparł się swojego Mistrza. Św. Jan Chryzostom, jeden z wielkich ojców chrześcijańskiego Wschodu wskazuje, że „to nie tyle grzech prowadzi do potępienia duszy, ale raczej brak nadziei”. A nadzieję Bóg daje każdemu z nas i mając na uwadze Bożą wszechmoc i Boże miłosierdzie nikogo nie można ostatecznie przekreślić. Bóg daje każdemu człowiekowi szansę! Obyśmy ją wykorzystali dla naszego zbawienia, wracając do Boga wtedy, gdy oddalimy się od Niego. A gdy powracamy do Boga z naszych rozmaitych manowców judaszowych zdrad i bezdroży grzechów, możemy mieć nadzieję przyjęcia nas przez Tego, który jest „bogaty w miłosierdzie” (Ef. 2, 4).

Wielu dzisiaj doświadcza rezygnacji, zniechęcenia, depresji, popada w rozpacz z beznadziejności, czuje się przygniecionych grzechem własnym, czy zranionych przez zdrady innych. I dlatego też trzeba z naciskiem zaznaczyć, że rozpacz jest zawsze złym doradcą. Dante Alighieri w swojej poetyckiej wizji piekła umieścił nad nim taki napis: „Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie” (Dante, Boska komedia).

Nasza droga na Chrystusem, który jest naszą nadzieją (por. Kol 1, 27), ma nas w ostateczności doprowadzić do radości nieba. I ta nadzieja – jak pouczał nas Sługa Boży Jan Paweł II, który był człowiekiem wielkiej nadziei – może wydać w nas owoc wierności Bogu we wszelkiej próbie (por. Warszawa, 13.06.1999r.).

Panie Jezu, cierpiący dla naszego zbawienia, także z powodu zdrady jednego z Dwunastu i opuszczenia przez swoich uczniów.

Ty, który powiedziałeś, że jesteś Drogą, Prawdą, Życiem: prosimy Cię, byśmy nigdy nie odstąpili od Ciebie, bo Ty jesteś Drogą. Byśmy nigdy nie przestali ufać Twym obietnicom, bo Ty jesteś Prawdą. By żadna sprawa nie przysłoniła nam Ciebie, bo Ty jesteś Życiem. Ty bowiem nauczyłeś nas w co mamy wierzyć, co mamy czynić i gdzie możemy znaleźć ukojenie.

 

Ks. Piotr Rutkowski CM

drukuj