Homilia księdza biskupa Józefa Szamockiego podczas XII Pielgrzymki Młodych Słuchaczy Radia Maryja na Jasną Górę

Kochana Młodzieży

Drodzy Bracia Kapłani

Wasi Pasterze, którzy przywędrowali tutaj na Jasną Górę aby jak każdego roku – już po raz XII jak słyszeliśmy – szukać właściwych dróg i właściwych nauczycieli w swoim życiu. A wszystko po to aby o swojej drodze świadczyć czynami miłości i ukazywać ją także innym. Zwłaszcza wtedy kiedy dorośniecie. Moi drodzy, także dzisiaj Pan Jezus, tutaj w Szkole Matki Bożej, chce być naszym nauczycielem. Zawierzamy Mu więc siebie, swoją przyszłość, a tym samym przyszłość naszej Ojczyzny i świata, ale także i przyszłość Kościoła. Dlatego ta chwila podczas której celebrujemy Eucharystię jest najważniejsza. Czujemy to sami. Tutaj nasze spotkanie z Chrystusem, do którego już się przygotowywaliśmy, którego pragnęliśmy, ma największy swój finał, bo On nam się przedstawia jako ten, który przyszedł aby dać życie. I zaprosić byśmy nie lękali się pójść do końca za Nim.

Moi drodzy, pozwólmy więc Panu Jezusowi mówić, a mówi do nas podczas Liturgii Słowa poprzez trzy czytania i poprzez radosny psalm responsoryjny, którym wyśpiewaliśmy wielkie zaufanie. Najpierw prorok Zachariasz, potem List św. Pawła do Galatów i wreszcie sam Chrystus w spotkaniu z Apostołami. Po tym jak Pan Jezus sam sprowokował uczniów do refleksji nad tym, kim On jest dla ludzi i dla swoich najbliższych, dla uczniów – padły nieoczekiwanie słowa pierwszej zapowiedzi Męki i Zmartwychwstania. A więc Pan Jezus postawił od samego początku sprawę bardzo jasno; On będzie odrzucony, zostanie zabity, będą się więc wpatrywać w tego, którego przebodli, jednak zmartwychwstanie. I tym samym Pan Jezus pozbawia złudzeń, iż jako Mesjasz rozgromi ziemskich nieprzyjaciół Izraela i wyjaśnia w jaki sposób objawia swoją boską godność. Nie siłą i środkami ludzkimi. Objawi to mówiąc o miłości Pana Boga do człowieka, która będzie potężniejsza od grzechu i śmierci, a więc pokona największego nieprzyjaciela każdego z nas, pokona miłością. Tak więc Jezus nie tylko wyjaśnia, ale zaprasza. Powołuje aby pójść za Nim. I to nie jest jeden akt, to jest decyzja, którą trzeba nieustannie potwierdzać, codziennie, różnymi czynnościami i różnymi wyborami, która wymaga nieustannej kontynuacji i Pan Jezus to podpowiedział nam w tym cudownym obrazie podjęcia krzyża. Bowiem życie rozwija się, moi drodzy, i więc z konieczności musimy rozwijać się i my i nasza relacja także do Jezusa, o ile ma być tylko prawdziwa i życiodajna. W daniu odpowiedzi, żeby się zdecydować i pójść za Chrystusem właśnie w tej tajemnicy do końca aż na krzyż albo pod krzyż, pomaga nam dzisiaj prorok Zachariasz. Usłyszany krótki fragment z jego przepowiedni dotyczy zwycięstwa, ocalenia Jerozolimy i jej ludu. Siłę, którą naród w sobie odkryje prorok porównuje do ognia. To będzie związane także z wylaniem ducha nawrócenia i to będzie największe zwycięstwo każdego członka Narodu Wybranego, a wyrażać się ono będzie przemianą serca, postawą współczucia, ale także i błagania, zawierzenia Bogu samemu. A będzie to miało związek, jak słyszeliśmy z opłakiwaniem grzesznej przeszłości. A pomocą w odzyskaniu tej wolności, tej łaski nawrócenia i ponownego zawierzenia Bogu, a zarazem znakiem ocalenia, będzie tajemnicza postać tego, którego przebodli, Posłańca Bożego. Śmierć Jego, jak słyszeliśmy, stała się osobistą tragedią każdego Judejczyka – tak to widzi prorok Zachariasz. A tradycja biblijna w postaci tej dostrzega Jezusa, bowiem do tego fragmentu odwoła się w refleksji swojej św. Jan, kiedy będzie opisywał scenę ukrzyżowania po tym jak setnik przebił bok Syna Bożego, odrzuconego przez naród Mesjasza. Napisał wprost św. Jan: „Będą patrzeć na Tego, którego przebodli”. Moi drodzy, obraz ten dotyczy dzisiaj każdej i każdego chrześcijanina, który stawia sobie pytanie kim jest dla niego Jezus. Człowiek, zwłaszcza chrześcijanin, dając odpowiedź nie może nie zauważyć dramatu śmierci krzyżowej, ale też nie może nie zauważyć także i tej chwili radosnej, po której Jezus ukazywał się jako Zmartwychwstały. Jakie to ma wielkie znaczenie dla jego życia, ale też dla życia tych, którzy uwierzą i pójdą za Chrystusem tym śladem. Aby znowuż to zrozumieć jak wielkie to ma znaczenie pomaga nam św. Paweł. On wyjaśnia. W tajemnicy spojrzenia na Jezusa przez krzyż, możemy o sobie mówić, że jesteśmy dziećmi samego Boga; więcej – dziedzicami. To spojrzenie na krzyż, ale w perspektywie już zmartwychwstania, mówi także i o naszej godności otrzymanej na chrzcie i o zjednoczeniu z Chrystusem, a to pozwala budować nową jakość relacji braterstwa z innymi ludźmi. Właśnie to, ta przyjaźń z Nim i w tej tajemnicy, bowiem z jezusowej perspektywy spojrzenia na człowieka drugorzędne staje się pochodzenie, wykształcenie, stan majątkowy. Liczy się wyznanie wiary w Jezusa jako Zbawiciela człowieka, a więc ważne jest to kim jest się przed Bogiem, a o tym decyduje nasz stosunek osobisty do Jezusa, to spojrzenie na „Tego, którego przebodli”. Wiemy, że taki sposób patrzenia dla wielu jest niezrozumiały i nie do przyjęcia. Podobnie jak za czasów Chrystusa była to chwila niezrozumiała dla wielu Żydów, dla większości. Oni czuli się zdecydowanie innymi od ludzi z innych kultur, narodowości, stanów, i logika ich myślenia o sobie, o swoim narodzie nie pozwalała aby stanąć przed Bogiem jako równy z każdym człowiekiem. Dlatego św. Paweł tak mocno naciskał na to aby chrześcijanie zrozumieli, że chociaż żyją tutaj na ziemi, to tak prawdę powiedziawszy, przed Bogiem nie ma niewolnika i wolnego, nie ma nawet mężczyzny i kobiety. Bardzo silna istnieje w mentalności świata i daje o sobie znać przeciwna temu chrystusowemu nauczaniu logika. Wbrew temu co nam mówią o równości, sprawiedliwości, braterstwie i tolerancji, my wiemy, za św. Pawłem, że przed Chrystusem w Chrystusie, w tej tajemnicy spojrzenia na Jego krzyż i na Zmartwychwstanie, naprawdę jesteśmy równi. Naprawdę jesteśmy tak samo dziećmi Pana Boga. Dlatego św. Paweł powołując się na Ewangelię na swoje własne nawrócenie kwestionuje taki sposób myślenia, iż można po grzechu, bez krzyża Chrystusa budować jedność ludzi na świecie. Dla niego staje się oczywiste, że jedynie człowiek posiadający prawdziwą więź z Chrystusem, taki który się w Niego jakby przyobleka – taki człowiek może dać początek nowego życia, bo on się dogłębnie przemienia. A zjednoczenie z Chrystusem, nie lękajmy się, nie oddziela. Nie oddziela nawet od Abrahama wszystkich wierzących w Boga jak się nieraz obawiali ci, którzy słuchali Chrystusa. Przeciwnie – dopiero łączność ze Zbawicielem świata czyni każdego człowieka prawdziwym potomkiem i dziedzicem obietnicy danej Abrahamowi.

A więc pytanie, kochani, oto kim jest dla mnie Jezus, jest bardzo ważne a odpowiedź nie tyle zmierza do tego aby czynić z Jezusa postać na własny użytek, lecz by poznać kim tak naprawdę ja jestem. Kim są ludzie dający odpowiedź na to pytanie chrystusowe: „kim ja jestem dla was?”. Nie wystarczy bowiem darzyć Jezusa zwykłą ludzką sympatią. Nie wystarczy widzieć w nim godnego zauważenia mieszkańca ziemi, którego życie i poglądy stały się ważne i godne uwzględniania z punktu widzenia historii, teologii, socjologii, literatury czy sztuki. Pytanie i odpowiedź pozwalają nie tyle na poznanie Chrystusa, moi drodzy, co właśnie na poznanie ludzi, którym Jezus zadawał te pytanie i które zadaje i dzisiaj nam. Jakże często się zdarza, że w posłyszanych wypowiedziach postać Jezusa przysłonią niewiedza, błędne rozumienie, a jakże często pycha, a nawet i pouczania Jezusa, za którymi najczęściej kryją się najczęściej nasze niewierności. Iluż takich ludzi możemy spotkać także i my, w naszym dzisiaj życiu. A więc dając odpowiedź Panu Jezusowi na to pytanie „kim ja jestem dla ciebie?”, dajemy właściwie poznać siebie lepiej. Pytanie „kim jest dla mnie Jezus Chrystus?” daje odpowiedź na pytanie „kim jest ten, kto jaką daje odpowiedź”.

Tak było, moi drodzy, w spotkaniu Jezusa z bogatym młodzieńcem. Młody człowiek nie był zdolny do całkowitego zawierzenia Jezusowi siebie. To kim był, co posiadał. Nie umiał on zawierzyć Jezusowi całej swojej przyszłości, swojego życia, swojego jutra. Nie był zdolny pójść. Odszedł, zasmucony. Zauważcie paradoks Ewangelii, o którym uczy dziś Jezus św. Piotra i nas. Ten młody człowiek wtenczas unikając krzyża właściwie zrezygnował z radości życia z Jezusem, z radości życia w Jego ramionach, wsłuchiwanie się w bicie miłości Jego serca. Serca później przebitego na krzyżu, to prawda. Ale zrezygnował z radości nowego życia, które ofiaruje Jezus, dla którego trzeba umieć oddać co ziemskie.

Moi kochani, pielgrzymka młodzieży na Jasną Górę wpisuje się w rozwój duchowy polskiej młodzieży. W was, kochani. Każdego roku przyjeżdżacie aby wobec Matki Bożej wyznać żywą wiarę w bóstwo Chrystusa i z miłością spojrzeć „na tego, którego przebodli”. I tym samym pełniej odpowiadacie sobie na to pytanie kim jesteście, kim ja jestem. Patrząc na Ciebie Panie Jezu „na tego, którego przebodli”, jakim jestem przyjacielem, na ile to co mi serce teraz podpowiada, na ile to jest prawdziwe. Czy nie ulegam wpływom świata? Czy czasami nie mam pokusy by pójść za Jezusem, by wybrać Jezusa, ale bez krzyża. Wiem, moi drodzy, że jesteście tutaj ze sobą razem, aby we wspólnocie powiedzieć, także i tym, którzy na nas teraz patrzą, podpatrują nas przez przekaz telewizyjny, podsłuchują przez radio, powiedzieć jak bardzo pragniecie miłości Chrystusa, by o niej świadczyć, by pełnić wolę Ojca, jak bardzo nie lękacie się zawierzyć swojej przyszłości właśnie Jemu, poszukujecie tej drogi razem, w rodzinie która nazywa się Rodziną Radia Maryja, słuchając i tworząc bardzo często audycje młodzieżowe i to nie tylko w piątki. Wy kochani, młodzi Polacy, jesteście słyszani i widziani, tworzycie klimat modlitwy i poszukiwania prawdy, którą jest sam Jezus. Wiem, że chcecie Jezusa, który nie tylko jak Jan Chrzciciel będzie pomagał mi nawracać innych, zmieniać świat, lecz chcecie żyć sami osobistym nawróceniem, dlatego tu jesteście. Dlatego tworzycie tę rodzinę młodzieży zgromadzonej w szkole Maryi, w medium jakim jest Radio Maryja. Chcecie Jezusa, który nie tylko jak prorok Eliasz będzie zapowiadał nadzieje na lepszą przyszłość, ale chcecie Jezusa, który w tajemnicy wiary, w moc łaski sakramentów świętych już ją uobecnia. Bo wy żyjecie sakramentami. Wolno mi tak mówić, bo spotykałem się z młodymi podczas pieszych pielgrzymek na Jasną Górę, albo podczas udzielania sakramentu bierzmowania. I moi drodzy, teraz patrząc na was dostrzegam także i w was owo pragnienie radykalizmu pójścia za Chrystusem. Świadczy tutaj obecność, a kiedy osoby młode proszą o sakrament bierzmowania świadczą o tym także bardzo często wybierane imiona patronów. Bywa, że pytam, „a którą to Joannę sobie wybrałaś?”, i słyszę odpowiedź – Berettę Molę. „A którą Teresę?”. „A proszę księdza biskupa, tę z Kalkuty”. Podobnie i chłopcy wpatrują się w Ojca Pio, bł. Stefana Frelichowskiego kapłana, męczennika z Dachau, czy św. Maksymiliana, bo jak mówią, jak iść Jezusem to na „maksa”. To już jest wasz język, którego się nauczyłem wędrując razem z wami.

A więc patrzymy dzisiaj na was i modlimy się razem z wami i za was. Tu i przy radioodbiornikach i przy telewizorach, na całym świecie. I prosimy Pana Boga byście dając Chrystusowi odpowiedź na pytanie „Kim jest On dla mnie?”, byście pięknie odpowiedzieli światu, waszym rówieśnikom, współczesnym Polakom tym młodszym i starszym, kim wy jesteście. Że jesteście odważnymi młodymi ludźmi, którzy często idą pod prąd, czyli pod górę, za krzyżem Chrystusa, ale do zmartwychwstania. Kim jesteście wy dzisiaj młodzi. Jesteście radością i nadzieją naszą. Dlatego razem z kapłanami, z waszymi bliskimi, rodzicami, nauczycielami, katechetami, prosimy za wami.

Maryjo Matko Jezusa, pomóż tym młodym ludziom, dziewczętom i chłopcom, którzy tak pięknie odkrywają współczesnych świętych, którzy tak pięknie odkrywają tajemnicę Maryi i Jezusa we współczesnym świecie, pozwól im przyjąć Jezusa do końca, aż po krzyż, aby idąc za Nim na całego, na maksa, mogli się cieszyć pełnią radości Nieba.
Amen.

drukuj