EWANGELIA

XVI Niedziela Zwykła

Jezus przyszedł do pewnej wsi. Tam niejaka niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». 
A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».

Łk 10, 38-42

***

Aby służyć wszystkim, których ścieżki krzyżują się z naszymi i przekraczają progi naszych drzwi, potrzebujemy spędzać czas z Bogiem. Dobra nowina gościnności zaprasza nas, abyśmy mieli otwarte serca i umysły oraz nasze drzwi dla wszystkich.

Kiedy jednak gościnność nas powstrzymuje od tego, co konieczne, oczywiste jest, że ważniejsze jest oddanie się do dyspozycji Bogu.

Pozwalajmy się Bogu obdarowywać…

Pewien misjonarz katolicki wyjechał na misje w Afryce. W ciągu kilku lat ochrzcił wiele ludzi, wybudował kościół, szkołę i centrum medyczne. Oddając się bez reszty swojej pracy, zachorował i musiał udać się na leczenie do swojego kraju w Europie. Po kilku miesiącach mógł powrócić do swojej afrykańskiej wioski. Ku swojemu zaskoczeniu i rozczarowaniu stwierdził, że cała wioska przeszła do lokalnego kaznodziei ewangelikalnego. Nawet świątynia, którą wybudował otrzymała ewangelicki szyld. „Gdzie popełniłem błąd?” – pytał sam siebie. Jak mogła tak szybko upaść jego kwitnąca misja? Prawda dotarła do niego pewnego dnia, gdy jedna z kobiet powiedziała mu:

Ojcze, zrobiłeś dla nas bardzo dużo: wybudowałeś nam wioskę, wyposażyłeś dzieci w odzież, ale jednej rzeczy nie zrobiłeś. Nie nauczyłeś nas rozpoznać w Jezusie naszego osobistego Pana i Zbawiciela.

Niestety, zaniedbał doprowadzenie wiernych do osobistej relacji z Chrystusem i budowanie relacji tworzących wspólnotę.

1. Dzisiejsza liturgia słowa, a szczególnie Ewangelia posiada niezwykłą doniosłość dla życia osobistego, rodzinnego i dla życia wspólnoty kościelnej.W rozważaniu Ewangelii ostatniej niedzieli zostało jasno wyrażone, że miłość do Boga jest nieodłączna od miłości bliźniego. Powiązanie miłości Boga i bliźniego jest wyraźne w pierwszym czytaniu, gdzie Abraham w ramach swojej gościnności wobec trzech obcych spotyka Boga, oraz w Ewangelii.

Opowiadanie o odwiedzinach Jezusa u Marty i Marii otrzymało wiele interpretacji i objaśnień. Znana jest opinia, że Marta i Maria są typowe dla różnicy między ekstrawersją i introwersją, zwróceniem się na zewnątrz i do wnętrza, różnicy między życiem aktywnym i kontemplatywnym, przy czym Marta zwykle wychodzi na „tę gorszą”. Odłóżmy przeciwieństwo między Marią i Martą na bok i popatrzmy na to, co jest przedmiotem opowiadania.

Jezus, będąc w drodze do Jerozolimy, zatrzymuje się w Betanii w domu przyjaciół. Chce znaleźć oazę spokoju, kogoś, kto Go wysłucha. Marta i Maria były niezamężne lub były wdowami, gdyż niezwyczajna jest rola Marty jako pani domu i Marii przyjmującej rolę uczennicy mistrza. Maria i Marta kochały Jezusa – swojego przyjaciela, oraz Jezusa – ich Pana. Także On je obydwie miłował. I cenił sobie ich przyjaźń, zasłuchanie i posługiwanie. W pewnym sensie to spotkanie między Jezusem oraz Marią i Martą było skandaliczne, gdyż Jezus ignoruje tabu społeczne, wchodząc na posiłek do domu kobiety i pozwalając kobiecie usiąść u stóp podobnie jak uczniowi-mężczyźnie.

Podczas gdy nie ulega wątpliwości, że Marta miłowała Jezusa i chciała Mu jak najlepiej usłużyć, to skupiona na sprawach materialnych nie zauważyła tego, czego Jezus w tej godzinie potrzebował najbardziej, a mianowicie uważności i poświęcenia czasu. Marta jest kobietą, która swojej gościnności chce dowieść przy pomocy swojej sztuki kulinarnej, swojej wielorakiej troski. Pracuje jednak gorączkowo, burzy się wewnętrznie, jej wyobraźnia pracuje, coraz bardziej napędzając sfrustrowanie. Wreszczie, wewnętrznie rozdarta wypada z kuchni i robi scenę: narzeka, nie wprost do siostry, przeciwnie, wyprowadzona z równowagi kieruje swój atak na Jezusa. Słyszymy podwójne „przyłożenie”. Jezus reaguje na jej wyjście z równowagi, jakby odpowiadając na pytanie, skąd u niej te nerwy i niepokój. Jezus odpowiada:

Marto, po co zabiegasz o to mnóstwo rzeczy. Rozchmurz się („Wyluzuj”!). Marto, Marto, dziś wystarczyłoby proste jedzenie. Wolę twoje uważne uszy i serce. Naprawdę, to konieczne ci jest tylko jedno, właśnie to, na co zdecydowała się Maria.

Słowa Jezusa do Marty mogą być odczytywane bardziej jako zaproszenie niż jako nagana. Kto się dobrze wsłucha, zauważy nutę czułości. Jedyną rzeczą, której Marta potrzebuje, jest przyjęcie miłosiernej obecności Jezusa, aby słuchać Jego słów, by poznać, że jej wartość nie bierze się z tego, co robi albo jak/ile robi, lecz z tego, że jest Bożym dzieckiem.

Tym, który mówi „Maria wybrała najlepszą część – której nie zostanie pozbawiona”, jest Jezus Chrystus, Syn Boży, a więc sam żywy Bóg. I wsłuchiwanie się w Niego, uczęszczanie do Jego szkoły jest w rzeczywistości tą najlepszą cząstką, tym jedynie koniecznym, bez którego wszelka aktywność zewnętrzna rozpada się niczym budowla na piasku. To jedynie konieczne znajduje się w postaci Marii i jej sposobie bycia przy Panu. Dopiero z tego pochodzi sens, dobro, doniosłość.

Dla Ewangelisty Łukasza słuchanie słowa Bożego i rozważanie go w sercu jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu chrześcijanina. Jest jeszcze jeden aspekt tej historii, może najważniejszy, gdyż w żydowskim obyczaju kobiety nie mogły na równi z mężczyznami „usiąść u stóp mistrza”.W synagodze kobiety siedziały w galeriach oddzielonych od mężczyzn. Jedno z powiedzeń rabinackich głosiło, że „lepiej jest Torę spalić niż uczyć jej kobietę”. Maria stawia tutaj siebie w kręgu uczniów. Przyznaje sobie prawo wstąpienia do szkoły Jezusa. I tutaj leży istota opowiadania. Dla Jezusa nie ma już żadnej różnicy, jeśli chodzi o dobrą nowinę Królestwa. Wszyscy są powołani, by być uczniami Jezusa. Jezus mówi, że dla kobiety jest coś ważniejszego i piękniejszego niż przygotowanie dla niego pożywienia, a więc to, co robi Maria, siedząc u Jego stóp, wsłuchując się i rozważając słowo Boże. Wiara w Jezusa Chrystusa zawiera uniwersalne wyzwanie i ma absolutne pierwszeństwo w stosunku do wszystkiego innego, a naśladowanie Chrystusa jest ostateczną normą i najwyższym prawem każdego chrześcijanina (Sobór Watytański II).

Problemem Marty nie jest jej czynna służba, lecz raczej to, że jest zaniepokojona i rozrywana na dwie strony. Boi się opuścić pracę po to, aby uprzejmie poświęcić uwagę gościowi. W rzeczywistości łamie zasady gościnności przez próbę zawstydzenia siostry przed gościem, i prośbę, aby interweniował w rodzinnej sprawie. Posuwa się w tym, aż do oskarżenia Jezusa o obojętność względem niej. Oburzenie Marty jest rodzajem wołania o pomoc, prośbą do Jezusa, aby jej pomógł w znalezieniu nośnego centrum życia. Jej niepokój uniemożliwia jej rzeczywiste bycie z Jezusem, i powoduje wbijanie klina między siebie i siostrę, oraz między siebie i Jezusa. Nie uświadomiła sobie, że nie ma większej gościnności niż słuchanie swojego gościa. A zwłaszcza, jeśli tym gościem jest Jezus.

Maria, siadając u stóp Jezusa i przysłuchując się słowom Jezusa, nie robi tego z lenistwa. Siedzieć u stóp mistrza oznacza uczyć się od niego i wstępować w Jego ślady. Tego Jezus oczekuje od nas wszystkich. Z pewnością nie odrzuca troski okazywanej Jemu i Jego uczniom, ale wszystko ma swój czas. Kiedy Jezus naucza, najważniejsze jest wsłuchwanie się, a wszystko inne może poczekać. Jezus wyraźnie akcentuje, że wszystkie nasze starania są daremne, jeśli zaniedbamy słuchanie słowa Bożego. Ostatecznie przecież pracę i utrzymanie winniśmy widzieć jako dar Boga, i mieć czas na okazanie wdzięczności. Maria i Marta są siostrami, a nie rywalkami. Przynależą do siebie, tak jak nasza codzienność i modlitwa. Kontemplacyjne momenty nadają kierunek naszej codzienności i scalają ją.

2. Zastosowanie

a. Błąd Marty często zdarza się w praktyce naszej gościnności. Pewnie niektórzy z nas uczestniczyli w przyjęciu, gdzie gospodarz/e byli tak zajęci detalami, że goście opuszczali je w poczuciu, że było miło, ale chcieliby, aby gospodarze mieli dla nich więcej czasu. Często ci, którzy nas odwiedzają, bardziej pragną naszych uszu i serca niż wyrafinowanego deseru, który wymaga więcej czasu przygotowania w kuchni niż jego zjedzenie. Bycie gościnnym oznacza zatrzymanie swoich spraw, aby stać się dostępnym dla innych, aby podzielać z nimi to, co mają w swoim sercu i umyśle. Gościnność, to nie mniej doniosły kontakt osobowy, budowane relacje miłości w rodzinie, w sąsiedztwie, parafii, w przyjaźni. Czy nie dlatego właśnie uczta jest ulubioną metaforą w mowach Jezusa na temat królestwa niebieskiego?

Aby służyć wszystkim, których ścieżki krzyżują się z naszymi i przekraczają progi naszych drzwi, potrzebujemy spędzać czas z Bogiem. Dobra nowina gościnności zaprasza nas, abyśmy mieli otwarte serca i umysły oraz nasze drzwi dla wszystkich. Kiedy jednak gościnność nas powstrzymuje od tego, co konieczne, oczywiste jest, że ważniejsze jest oddanie się do dyspozycji Bogu.

b. Jezus jednak nie należy do zwyczajnych gości. W Ewangelii Łukasza Jezus jest ciągle w drodze do swej śmierci i zmartwychwstania, jest Panem (Kyrios). Stąd wybór Jezusa i kontemplacja Jego słowa, tajemnicy Jego osoby, staje się sprawą najważniejszą. Maria usiadła „u stóp Jezusa”. Życie chrześcijanina to właśnie proces „poznawania” (rozwoju miłości) Chrystusa i upodabniania się do Niego. Postawa „u stóp” Jezusa jest do tego konieczna. W jednym z muzeów w Danii znajduje się statua Chrystusa, której repliki można spotkać w różnych częściach świata. Patrzący na nią z przodu stoją zdziwieni, nie widząc twarzy Chrystusa. Ci, którzy chcą zobaczyć Jego twarz, muszą uklęknąć u Jego stóp!

Z równowagi modlitwy i pracy, ale przede wszystkim z dania Bogu naczelnego miejsca w życiu i pracy płynie harmonia, sens.

Niezwykłej wagi jest codzienny wybór Chrystusa, zwłaszcza u początku dnia; krótka prośba do Ducha Świętego, by otworzył nam serce na słowo Boże, krótki fragment Pisma Świetego w charakterze zapytania o wolę Pana, refleksja nad tym, czym chce mnie dziś obdarować, a przeze mnie innych, i powierzenie wszystkiego i wyszystkich na czele z sobą w Jego ręce. To rozpoznanie Jezusa przy sobie daje światło, radość, zdrowie, pewność poradzenia sobie z tym, co nas czeka. Pewna matka, słuchająca przy łóżku modlitwy swojej córeczki, usłyszala listę próśb o błogosławieństwo, jak zwykle: dla mamy, taty, babci, dziadzia itd. Była zaskoczona, kiedy dziecko kończyło swoją modlitwę słowami: „Teraz, Jezusie, co chciałbyś, abym dla Ciebie zrobiła?” Niczym Maria, która zrobiła, to czego chciał dla niej Jezus.

Czy może być ważniejsza rzecz nad przyjęcie Jezusa w niedzielę do siebie, do swojego domu, rodziny? W Eucharystii jest On bardziej zapraszającym niż zapraszanym! Obdarowującym! Tak więc nawet „wymówka” od Eucharystii, potrzebą zajęcia się gośćmi, rodziną jest „gorszym wyborem” i nagannym. Czy dzieci, które doświadczają u rodziców pierwszeństwa Chrystusa w życiu, nie podążą tą samą drogą? Eucharystia nie jest dodatkowym  spotkaniem albo uciążliwym obowiązkiem, lecz ośrodkiem niedzieli, centrum, które wyraźnie wskazuje, gdzie znajduje się sens i czym niedziela obdarowuje człowieka. Msza święta w niedzielę pomaga nam nie sprowadzać życia do jednego tylko wymiaru, lecz prowadzić do jego rozwoju w nowym wymiarze spotkania z żywym Bogiem, z Jezusem Chrystusem, naszym Zbawicielem.

Istotą opowiadania u Łukasza nie jest jednak zmuszenie nas do wyboru między posługą a liturgią, wewnętrzną duchowością a zewnętrzną pracą. Nie jest przeciwko społecznej aktywności lub budowaniu kościoła. Zwraca uwagę także na to, że kościół często wychowuje bez łączności ze słowem Bożym i do służby bez żywej modlitwy. Wzrost wspólnoty wynika z czasu spędzonego z Bogiem, z Jego słowem, z Jego ludem.

3. Zakończenie

Problem (pseudo): „To u mnie niemożliwe”, „Nie mam czasu”! Czy naprawdę? „Gdzie bowiem jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6, 21). To jest dla człowieka „bogiem”, co stawia on na pierwszym miejscu, dla czego (kogo) odsuwa inne sprawy.

Pewien ekspert nauczający studentów wykorzystania czasu, użył ilustracji, której prawdopodobnie nigdy nie zapomną. Kończąc ostatnie zajęcia, stanął przed grupą pełnych energii i żądnych sukcesu młodych ludzi i powiedział: „Teraz czas na zagadkę”. Następnie wyciągnął kilkulitrowy słój z szerokim otworem i postawił na stole przed sobą. Wtedy ostrożnie, jeden po drugim, umieścił w nim tuzin kamieni o wielkości pięści. Kiedy słój zapełnił się do samej góry, zapytał: „Czy słój jest już pełny?” Wszyscy odpowiedzieli: „Tak!” Wtedy spytał: „Rzeczywiście?” Sięgnął pod stół i wyciągnął kubeł ze żwirem. Wsypywał żwir i potrząsał słojem tak, że kawałki tłuczonego kamienia przesypywały się w dół w wolne miejsca. Uśmiechnął się i jeszcze raz zapytał grupę, czy słój jest pełny.

W międzyczasie grupa stracila pewność siebie, więc ktoś odpowiedział: „Prawdopodobnie nie!” „Dobrze.” − powiedział, sięgnął pod stół i wyciągnął kubeł z piaskiem. Zaczął wsypywać powoli piasek, który wchodził w pozostałe przestrzenie między kamieniami i żwirem. Jeszcze raz zapytał: „Czy słój jest pełny?” Klasa odkrzyknęła: „Nie!” „Dobrze” − powiedział jeszcze raz; wziął dzban z wodą i zaczął wlewać wodę, aż słój napełnił się po brzegi. Wtedy spojrzał na klasę i zapytał: „Co jest istotą tej ilustracji?” Jeden student odważnie podniósł rękę i powiedział: „Istotą ilustracji jest to, że w rzeczywistości nie jest ważne, jak usilnie się starasz, bowiem zawsze możesz zrobić jeszcze coś więcej!” „Nie − odpowiedział mówca − nie o to chodzi. Ta ilustracja uczy was następującej prawdy: Jeśli nie włożysz najpierw dużych kamieni, to nie włożysz ich w ogóle” (D.E. Leininger).

Jeśli dokonamy właściwego wyboru, „startu” w każdą niedzielę, u początku każdego dnia, wówczas cała reszta trafi na swoje miejsce, co więcej będzie dokonywana „w Panu”, czyli również w „mocy Pana”. Także wykonywanie pracy dla Pana przez różne posługi duszpasterskie i charytatywne są wielką rzeczą, lecz pierwszeństwo należy się kontemplowaniu Pana tego dzieła i więzi z Nim.

„Gość w dom – Bóg w dom”, rzeczywistość ujęta w tym powiedzeniu w dzisiejszej liturgii ujawnia się nam pośrednio (przyjęcie Gości przez Abrahama i obdarowanie go) i bezpośrednio w Jezusie Chrystusie; w „sakramencie” słowa Bożego i sakramencie Eucharystii. Jest przypomnieniem i zaproszeniem, abyśmy nie zapominali o Najważniejszym, a wówczas „wszytko inne zostanie nam dodane” (Mt 6, 33). Niech spotkania Światowych Dni Modzieży będą okazją do miłowaniania Jezusa uważnym sercem Marii oraz służenia Mu troskliwymi rękami Marty. Jeśli Chrystus jest w nas na pierwszym miejscu, wówczas wszystko znajdzie się na właściwym miejscu. Amen.

Autor: o. Władysław Chaim CSsR 

Źródło: slowo.redemptor.pl

drukuj