Ewangelia

V Niedziela Zwykła

Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret, że zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu, rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. 
Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów». A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, przez całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.
 
Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Łk 5, 1-11

***

Zdarza się niekiedy, że człowiek w poczuciu swojej ludzkiej słabości, świadomy stojących przed nim bardzo wzniosłych zadań i obowiązków, stwierdza: „Ja się do tego nie nadaję”. „To mnie przerasta”.

Dzisiejsza liturgia słowa zawiera trzy osobiste świadectwa ludzi wezwanych przez Boga, którzy odkrywają swoją nieadekwatność, ludzką słabość. Trzech bohaterów: Izajasza, Pawła i Piotra łączy poczucie słabości, świadomość grzeszności, które każdy z nich wyraża w nieco inny sposób.

Zdarza się niekiedy, że człowiek w poczuciu swojej ludzkiej słabości, świadomy stojących przed nim bardzo wzniosłych zadań i obowiązków, stwierdza: „Ja się do tego nie nadaję”. „To mnie przerasta”. Dzisiejsza liturgia słowa zawiera trzy osobiste świadectwa ludzi wezwanych przez Boga, którzy odkrywają swoją nieadekwatność, ludzką słabość. Trzech bohaterów: Izajasza, Pawła i Piotra łączy poczucie słabości, świadomość grzeszności, które każdy z nich wyraża w nieco inny sposób.

Izajasz mówi o sobie: „Jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach”.

Paweł stwierdza: „Jestem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży”.

Piotr po dokonaniu obfitego połowu mówi wprost: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”.

Czyżby Bóg o tym nie wiedział? Czyżby nie znał ich przeszłości i ludzkich ograniczeń? Każdy z nich został wezwany do zadań, które przekraczały ich naturalne zdolności i siły. Ale właśnie to poczucie bezsilności, własnych ograniczeń, ludzkiej nieadekwatności, stało się miejscem ukazania się Bożej wszechmocy. W Bożej ekonomii ludzka słabość jest okazją do objawiania się Boskiej mocy. Paweł stwierdza to bardzo wyraźnie: „Za łaską Boga jestem tym, kim jestem”. Jakże wielka to lekcja dla tych wszystkich, którym wydaje się, że sukces ich pracy zależy jedynie od ich talentów, pracowitości czy zapobiegliwości. Człowiek nie powinien liczyć tylko na swoje siły. Jeśli zaufa Bogu, rzeczy niemożliwe stają się możliwe, tak jak w wypadku beznadziejnej po ludzku sytuacji nieudanego połowu. Jezusowe polecenie mogło się wydawać nierozumne: przecież nikt nie łowi na głębi i nie o tej porze. Tymczasem dla Jezusa nie ma rzeczy niemożliwych. Piotr przekonał się o tym osobiście. Nieważne jest to, kim jestem, kim byłem, ani moje ograniczenia i słabości, jeśli zaufam Bogu, który wszystko może. To On posługuje się nami, a nie odwrotnie.

Trzy wspomniane świadectwa są równocześnie opisami trzech powołań. Każdy z wymienionych dzisiaj w słowie Bożym bohaterów doświadczył przemieniającego spotkania z Bogiem i Jego nadzwyczajnych interwencji, które odmieniły jego życie. Izajasz doświadcza nadzwyczajnej wizji, którą opisuje; Paweł doświadcza spotkania ze Zmartwychwstałym pod Damaszkiem; Piotr jest świadkiem cudu obfitego połowu. Zawsze jednak w każdym z tych zdarzeń inicjatywa jest po stronie Boga. To On wybiera, kogo i kiedy zechce. „Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem” – powie Jezus do swoich Apostołów. U początku drogi jest zawsze Boża inicjatywa i osobowe spotkanie z Tym, który wybiera i posyła. Do każdego z powołanych Bóg mówi jak do Piotra: „Nie lękaj się!”, bo jeśli Ja jestem z Tobą, nieważne są Twoje słabości i ograniczenia. Człowiek powołany przez Boga nie musi i nie może liczyć tylko na siebie samego. Odpowiedź z jego strony musi się wyrażać zaufaniem i to nie jednorazowym, ale towarzyszącym mu zawsze jako wewnętrzna postawa.

Zwykliśmy kojarzyć temat powołania tylko z niektórymi, szczególnymi zadaniami podejmowanymi w życiu: mówi się o nauczycielach, lekarzach czy kapłanach „z powołania”, mając na myśli ich wyjątkowe uzdolnienia, poświęcenie albo wybranie. Niekiedy automatycznie reagujemy na słowo „powołanie”, odnosząc jego znaczenie tylko do sfery kościelnej, myśląc o osobach duchownych i konsekrowanych jako o powołanych. Tymczasem w szerokim znaczeniu tego słowa odnosi się ono do wszystkich bez wyjątku, bo każdy człowiek jest przez Boga wezwany do świętości, do misji, do udziału w Jego Boskim życiu. Człowiek powołany do istnienia ma przed sobą określony cel, jaki wyznaczył mu Pan Bóg. Stąd nie jest bez znaczenia, w jaki sposób traktuje swoje życie. Czy widzi w nim dar dany przez Boga i czy odpowiedzialnie stara się uczynić ze swego życia odpowiedź na Boże zaproszenie. Powołanie zakłada relację osobową – jestem powołany przez Kogoś. Temu Komuś na mnie zależy i oczekuje ode mnie odpowiedzi obejmującej wszystkie wymiary życia.

Znajomo zabrzmiały dzisiaj słowa, które bardzo mocno wyakcentował w swoim nauczaniu na przełomie tysiącleci Święty Jan Paweł II: „Duc in altum” – „Wypłyń na głębię”. Słowa te uczynił ojciec święty mottem programowego listu apostolskiego na początku nowego tysiąclecia „Novo Millennio Ineunte”, zachęcając cały Kościół do „wypłynięcia na głębię”, czyli do wzmożonego wysiłku na rzecz nowej ewangelizacji. To zaproszenie nie straciło swojej aktualności. W encyklice „Redemptoris missio” papież napisał, że „działalność misyjna Kościoła jest dopiero u początku”. Cieszymy się wzrastającą liczbą chrześcijan, ale liczba ludzi nieznających Chrystusa stale wzrasta, a od czasów soboru podwoiła się. Jako chrześcijanie wszyscy jesteśmy powołani do misji, do dawania świadectwa o Chrystusie. Być może należałoby się dzisiaj zapytać samego siebie, czy zrobiłem wszystko, aby inni poznali Chrystusa poprzez moją postawę, słowa, modlitwę i czytelne świadectwo.

Autor: o. Piotr Andrukiewicz CSsR

Źródło: slowo.redemptor.pl

drukuj