Ewangelia

Gdy dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?”. Lecz On, odwróciwszy się, zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Jezus mu odpowiedział: „Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł wesprzeć”. Do innego rzekł: „Pójdź za Mną”. Ten zaś odpowiedział: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca”. Odparł mu: „Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże”. Jeszcze inny rzekł: „Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu”. Jezus mu odpowiedział: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”.

Łk 9, 51-62

***

A mury runą…

W każdej kulturze – niezależnie od tego, co twierdzą jej koryfeusze – mamy do czynienia ze stereotypami. Ze stereotypami wielokrotnie musiał się mierzyć Jezus. Jak podaje św. Łukasz, kiedy wędrował do Jerozolimy, Samarytanie nie przyjęli Go, ponieważ był Żydem. To wystarczyło. Inne argumenty były nieważne. Przekazywana z pokolenia na pokolenie niechęć wystarczyła. Nie zabrakło jej i z drugiej strony: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?”. Ile było w tym pytaniu uczniów złośliwej satysfakcji? Ciekawe, że nawet bliskość Chrystusa nie uchroniła przed myśleniem w toksycznych kategoriach.

Świeżość Ewangelii polega na tym, że Chrystus zdecydowanie sprzeciwił się sytuacjom, w których człowiek jest jedynie pionkiem w grze. Kiedy można go skazywać, piętnować w imię stereotypu, uprzedzenia, kalki. Jest w niej zawarta koncepcja życia, oparta nie na tradycji, mitologii, nie na utartych szablonach, lecz na miłości. Ta zaś ze swej istoty nie da się wyrazić przy pomocy skostniałych formułek. Ażeby jej doświadczyć, trzeba przekroczyć siebie, wydać się drugiej osobie. Zaryzykować.

Dlatego stereotypy tak mocno są zakorzenione w życiu, ponieważ stanowią swego rodzaju ucieczkę do strefy, gdzie akceptowalny jest dystans, obojętność, wrogość. Wszystko w imię wyimaginowanej „prawdy”, która każe spuścić zasłonę milczenia tam, gdzie potrzebne jest działanie, usprawiedliwia w pewien sposób pogardę, poniżenie i zniszczenie. Tak naprawdę chodzi o ochronę siebie i ściśle pojęty egoizm. On jest rzecznikiem istnienia stereotypów.

„A mury runą, runą, runą. I pogrzebią stary świat!” – śpiewał swego czasu Jacek Kaczmarski. Kiedy to się stanie? Gdy oręż zwycięży oręż? Siła zostanie zdławiona większą siłą? Nie. Dokona się to wtedy, gdy zwycięży miłość. I to jest sedno Ewangelii.

 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj