Ewangelia

Piłat powiedział do Jezusa: „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?”.
Jezus odpowiedział: „Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?”.
Piłat odparł: „Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił?”.
Odpowiedział Jezus: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd”.
Piłat zatem powiedział do Niego: „A więc jesteś Królem?”.
Odpowiedział Jezus: „Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”.
Oto słowo Pańskie.

J 18,33b-37

* * *

 

Nie jesteśmy stąd

Nasz Dziennik

Z królowaniem Chrystusa jest pewien kłopot. Każda próba jego opisania rozbija się o ludzkie wyobrażenia władzy, panowania, dominacji. Dają temu wyraz nawet autorzy biblijni. Współczesne monarchie, nawet jeśli jeszcze gdzieś w świecie ocalały, zasadniczo zostały sprowadzone do roli ornamentu bądź symbolu, ewentualnie kojarzą się z despotyzmem, dyktaturą, okrucieństwem różnej maści kacyków, którzy za nic mają prawo i ludzkie życie. Nałożenie któregokolwiek z tych wzorów na prawdę o Chrystusie Królu Wszechświata zawsze zakończy się porażką. Sprawę rozstrzyga precyzyjnie sam Jezus, który mówi do Piłata: „Królestwo moje nie jest z tego świata”. Określa także cel swojego królowania: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. Nie ma tu triumfalizmu, jest pokora.

Każdy z nas miał i ma swoją wizję Boga. Piłat i Kajfasz, Piotr i Judasz, setnik pod krzyżem i Longinus, który przebił bok Chrystusa. Inaczej postrzegał Go Szaweł – zmieniło się to, gdy doświadczył mocy Zmartwychwstałego pod Damaszkiem. Inaczej widzieli Go apostołowie przed Pięćdziesiątnicą i po niej. Wszyscy mieli kłopot z jednym: nie mogli pojąć, jak Bóg stanął pomiędzy ludźmi jako maluczki – aż do tego stopnia, że pozwolił się ukrzyżować. I jak to możliwe, że mając za sobą potęgę hufców anielskich, można się wyzbyć wszelkich atrybutów władzy? To jest paradoks, który od dwudziestu wieków nie daje nam spokoju. Dlatego uroczystość ta jest tak naprawdę dniem bardzo niewygodnym.

Co zatem oznacza uczynić Jezusa Chrystusa Panem i Królem swojego życia? To znaczy przyjmować tak jak On najmniejszych, potrzebujących, odrzuconych, prześladowanych. Wchodzić w Jego historię bycia maluczkim, pokornym sługą. Nie bać się tracić swojego życia dla innych, kochać i przebaczać tak, jak On to czynił. Gromadzić w jedno to, co grzech rozproszył. Trudne? Bardzo. Ale z Chrystusem nie ma rzeczy niemożliwych.

 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj