Fot. PAP

Do domu, na święta…

Maryja porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie (Łk 2,7).

Szukanie schronienia

Św. Łukasz zaledwie w kliku słowach wspomina o tym, że drzwi gospody w Betlejem były zamknięte przed Świętą Rodziną. Mimo to ewangeliczna relacja wywołuje w czytelnikach szeroką gamę uczuć; od współczucia, żalu, zawstydzenia, czułości i tkliwości, aż po rozczarowanie, czy wręcz oburzenie. Emocje te stają się jeszcze bardziej intensywne w okresie Narodzenia Pańskiego, gdy śpiewamy kolędy: „Nie było miejsca dla Ciebie”, czy też „Mizerna, cicha”. Ernest Bryll trafnie zauważył: „My, mieszkający w Polsce, jesteśmy przekonani, że gdyby Jezus urodził się tu u nas, na naszej ziemi, sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej. Gdyby tu było Betlejem, wszyscy gospodarze zaprosiliby Maryję i Józefa do siebie i wszystkie drzwi zostałyby otworzone. To pewne”. Ale przecież to „szukanie schronienia” jest głęboko przeżywane nie tylko w Polsce. W niektórych regionach Europy, zwłaszcza w krajach alpejskich, na kilka dni przed Wigilią obchodzone jest rodzinne, kameralne nabożeństwo (niem. Herbergssuche). Podczas krótkiej inscenizacji ojciec rodziny odgrywa zazwyczaj rolę właściciela gospody. Przed rodzinnym domem odśpiewywany jest dialog, który można przetłumaczyć następująco:

„Kto puka do drzwi?
Ah my, dwoje biednych ludzi.
Czego chcecie więc?
O, dajcie nam schronienie.
Prosimy was, miejcie litość.
O nie, o nie. Idźcie szukać dalej!”.

Józef i Maryja odchodzą więc szukać gdzie indziej dachu nad głową. Po odegraniu scenki, już wewnątrz domu, odmawiane są specjalne modlitwy. Śpiewa się także pieśni, których głównych tematem jest szukanie noclegu przez Świętą Rodzinę. Na honorowym miejscu w domu ustawiany jest także obraz ukazujący Maryję i Józefa podczas dialogu z nielitościwym gospodarzem. Niekiedy także wizerunek Świętej Rodziny peregrynuje pośród zaprzyjaźnionych sąsiadów aż do samej Wigilii.

Poruszająca sytuacja Józefa i Maryi, to znaczy poszukiwanie schronienia przez męża i żonę, która znajdowała się w stanie błogosławionym, ukazuje wyraziście do jakiego, nieczułego świata przychodził Zbawiciel. Ten biblijny obraz może jednocześnie stanowić inspirację do spojrzenia w głąb dramatycznego zjawiska, które w ostatnich czasach coraz bardziej przybiera na sile. Tak wielu ludziom brakuje dzisiaj prawdziwego domu. Nie chodzi tutaj o typową bezdomność, ale o wielkie oszustwo naszych czasów. Na początku więc młodzi ludzie porywani są przez perspektywę niezależności i kariery, później jednak odkrywają, że ten styl życia ma drugie, mroczne oblicze przerażającej samotności. Współczesny świat coraz bardziej przypomina niegościnnego gospodarza, dla którego takie osoby jak Józef i Maryja nie mają znaczenia. Opowieść o braku miejsca w gospodzie pokazuje przede wszystkim zimne, ludzkie serce. Egoizm, który sprawia, że życie w dalszej perspektywie staje się nieznośną pustynią.

Odzyskiwanie domu

Jakiś czas temu usłyszałem historię o kobiecie, która dopiero w wieku 20 lat dowiedziała się od swoich rodziców o tym, że jest adoptowanym dzieckiem, dzieckiem podrzutkiem. Kobieta nie potrafiła poradzić sobie z odkrytą po latach świadomością. Na początku szok, a później żal mieszał się w niej z pretensjami wobec przybranych rodziców. Opuściła więc dom i rozpoczęła samotne życie w wielkim mieście. W chwilach największego smutku przychodziła na lotnisko. Ta nietypowa terapia polegała na tym, że siadała po prostu w poczekalni, patrzyła na ludzi i pozwalała, aby jej wyobraźnia układała różne historie życia. Czas spędzany na lotnisku dawał jej nieco wytchnienia. W głębi serca jednak ból stawał się coraz większy. W końcu nadszedł czas świąt Bożego Narodzenia. Dziewczyna przełamała poczucie krzywdy, który zajmowało w jej sercu tak dużo miejsca i wyruszyła do domu swoich adopcyjnych rodziców. I właśnie wtedy to „coś”, a więc ból, poczucie wyobcowania, pękły w niej. Podczas świąt zrozumiała, że to właśnie tutaj jest jej dom. W blasku choinki, przy betlejemskim żłóbku rozpoczął się powolny proces uzdrawiania.

Rzeczywiście, w okresie Narodzenia Pańskiego zdarzają się te niezwykłe przebłyski, kiedy biedni „wędrowcy” zaczynają rozumieć co jest prawdziwym szczęściem. Te wewnętrzne, duchowe wydarzenia można nazwać niekiedy „odzyskiwaniem domu”. Co ciekawe, wielką siłą świąt Bożego Narodzenia jest ich powtarzalność, przeżywanie jakby znowu „tego samego”, kiedy stwarzana jest przestrzeń, aby powracały najpiękniejsze wspomnienia. Co roku przeżywamy podobne obrzędy, kultywujemy podobne tradycje, a nawet wysiłek wielu osób skoncentrowany jest na tym, żeby było tak pięknie jak zawsze. Ta pozorna monotonia pomaga w odzyskiwaniu „poczucia bezpieczeństwa”. Święta są jakby stałym punktem, od którego można zacząć wszystko na nowo. I nigdy nie są takie same, bo zawarta jest w nich tajemnica życia. Święta Narodzenia Pańskiego zawierają także w sobie wyraźny wymiar paschalny. Tak jak śmierć Pana Jezusa na krzyżu stała się źródłem życia, podobnie i narodziny Pana Jezusa w ubogim żłobie, w czasie podróży stały się okazją do obchodzenia najbardziej rodzinnych świąt. Stały się okazją do odzyskiwania poczucia bezpieczeństwa, przebaczenia, odkrywania w sobie tego, co piękne. W końcu świętowanie Bożego Narodzenia jest najpiękniejszym uczeniem się budowania własnego domu, własnej przystani. Nic nie jest tak piękne jak święta przeżywane w gronie najbliższych. Niezwykle wymowne są w tej perspektywie słowa zmarłej w tym roku Marianny Popiełuszko, mamy bł. ks. Jerzego, która mówiła po prostu: „Choćby było głodno i chłodno, to wśród swoich i na swojej ziemi”. Jeszcze inaczej podobne refleksje wyraża w pięknej piosence „Driving home for christmas” angielski twórca Chris Rea: „Jadę do domu na święta. Oh, nie mogę się już doczekać, kiedy ujrzę te twarze. (…) Jadę do domu na święta z tysiącami wspomnień”. Jeszcze inne uczucia i refleksje niosą ze sobą święta przeżywane na obczyźnie, albo w szpitalu, gdy człowiek z wielką wyrazistością odkrywa, że prawdziwe schronienie, że niegasnącą miłość może odkryć tylko w Chrystusie.

Charyzmat spotkania

            Wspólne przeżywanie Uroczystości Narodzenia Pańskiego ma charakter sakralny, święty. Zastawiony suto na Wigilię stół, odświętne stroje podkreślają obecność Boga we wspólnocie rodziny. Ta podniosła atmosfera pojawia się jakby sama, a to przecież Aniołowie śpiewają nad naszymi domami jak na betlejemską stajenką.. Niebo otwiera się na te dni nad całym światem, aby ludzie mogli na nowo odkrywać charyzmat spotkania, aby mogli celebrować rozmowy, aby mogli być razem. Boże Narodzenie zawsze wiąże się z jakąś wewnętrzną tajemnicą, wspomnieniem, myślą, nadzieją. Cudownie jest, kiedy w święta budzi się w nas ze zdwojoną mocą tęsknota za bliskością Boga, tęsknota, która powinna prowadzić chrześcijan przez całe życie. W tym duchu modlił się także pewien poeta: „Moja tęsknota czeka na Ciebie, o Panie. Chcę milczeć, aby móc Cię spotkać”.

Ks. Grzegorz Bartko 

drukuj