Bez Jana Pawła II nie byłoby Radia Maryja

W przeddzień wyboru ks. kard. Karola Wojtyły na Papieża byłem w Krakowie
na uroczystościach 75-lecia pobytu Ojców Redemptorystów w kościele na Podgórzu.
Zgodnie z wcześniejszymi planami miał im przewodniczyć metropolita krakowski,
ale z powodu wyjazdu na konklawe do Rzymu nie mógł przybyć. Obecny był więc ks.
bp Jan Pietraszko. Po Mszy św., podczas obiadu rozmawiano m.in. na temat tego,
kto zostanie papieżem. Ojciec Stanisław Kwiatkowski, mój ówczesny przełożony w
Szczecinku, z którym przyjechałem na uroczystości, powiedział, że oczywiście
wiadomo kto – Polak. Ksiądz biskup w odpowiedzi stwierdził, że ze względu na
wiek chyba nie ks. kard. Stefan Wyszyński. "Nie, kardynał Wojtyła" – odparł o.
Kwiatkowski. Na to ks. bp Pietraszko: "Chyba ojciec żartuje". "Nie, niech ksiądz
biskup weźmie poprawkę na Ducha Świętego" – tak zakończył się ten dialog.

To była niedziela. Następnego dnia razem z o. Kwiatkowskim wróciliśmy samolotem
do Koszalina. Wychodzimy z maszyny, a wtem ktoś mówi: "Kardynał Karol Wojtyła
wybrany na Papieża". To było niesamowite przeżycie, ogromna radość. Był tylko
jeden zgrzyt. Poszliśmy na przystanek autobusowy, żeby dojechać do Szczecinka,
rozmawialiśmy, cieszyliśmy się. W pewnej chwili jedna ze sprzątających kobiet
powiedziała: "Tak, znowu będzie pewnie błogosławił armaty niemieckie tak jak
Pius XII". Zapytałem: "Skąd pani ma takie wiadomości? Pani się też poddała
propagandzie komunistycznej, a teraz jest tylko powód do radości, że Polak
został Papieżem". Wszyscy szaleli z radości, tylko ta jedna kobieta pod wpływem
propagandy nie umiała się cieszyć. Skutki tej propagandy ciągle widzieliśmy w
późniejszych latach. Na przykład podczas inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II
byłem w Szczecinku, obok znajdowało się Borne-Sulinowo, rosyjskie miasteczko
wojskowe, mówiono, że mieszka tam nawet 30 tys. Rosjan z rodzinami. W tym dniu
zabronili im gdziekolwiek wychodzić, słyszeliśmy, że pozabierali im też
telewizory, by nie oglądali transmisji z placu św. Piotra. Później odbierali
autobusy zamówione po to, by jechać na spotkanie z Ojcem Świętym, m.in. robili
propagandę, by ludzie nie pojechali do miejsc, gdzie miał być Jan Paweł II.
Analogiczną propagandę robiono po śmierci Ojca Świętego, by zniechęcić Polaków
do wyjazdów do Rzymu, i taką samą sprytną propagandę uprawiało się teraz, przed
beatyfikacją, żeby jak najmniej Polaków pojechało na tę uroczystość do Rzymu.
W czasie pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego do Ojczyzny byłem w Gnieźnie, w
Krakowie, w Nowym Targu. Jakie rzucano nam kłody pod nogi! Na przykład nie
chcieli nam dać autokaru, który już był zamówiony, a mieliśmy śpiewać razem z
młodzieżą na spotkaniu z Ojcem Świętym w Gnieźnie. Powiedziałem wtedy: jeżeli
nie dacie, to powiem o tym dziennikarzom, również zagranicznym. Udało się nam
dojechać, bo nie poddawaliśmy się wszechobecnej propagandzie. Władza
komunistyczna posuwała się nawet do tego, że wożono trumny po to, by
przestraszyć ludzi, że w tłumie będą się deptać. Szyto sutanny dla służb
specjalnych. Robiło się i robi wiele, by zatrzymać ludzi na Janie Pawle II –
nawet jako supergwieździe – ale odwrócić uwagę od nauczania Ojca Świętego.

Marzenie się spełnia
Marzyłem w swoim życiu o centrum ewangelizacji, o miejscu, gdzie świeccy
pogłębialiby swoją wiedzę teologiczną, umacniali życie duchowe, aby byli coraz
bardziej uczniami Chrystusa – Jego apostołami. Wiele myślałem o multiplikacji
posługi, którą sprawowałem jako kapłan, misjonarz. A więc druk, media. Zaraz po
święceniach kapłańskich, na początku lat 70., szukałem filmów, przezroczy,
gdzieś zdobyłem mały powielacz – nazywał się ORMIK, bardzo prosty, prymitywny.
To było wtedy nielegalne. Odbijałem dzieciom różne pomoce katechetyczne. Potem
przyszły kamery, magnetowidy. Wreszcie Radio Maryja. Wcześniej, pamiętam, to był
rok 1984 r., mogłem być dzięki ks. Stanisławowi Dziwiszowi, osobistemu
sekretarzowi Ojca Świętego, pierwszy raz z grupą ludzi z Krakowa (30 osób) na
Mszy Świętej w prywatnej kaplicy Papieża. Przedstawiłem wszystkich Janowi
Pawłowi II. Ojciec Święty zobaczył, że jestem redemptorystą z Krakowa, i
powiedział: "Wasz kościół w Krakowie jest moim kościołem. Każdego dnia, gdy
szedłem w czasie wojny do pracy czy z pracy, wstępowałem u was do Matki Bożej".
Ta rozmowa była jeszcze dłuższa. Ojciec Święty zapytał mnie: Co ojciec chce
robić? Powiedziałem więc o moim marzeniu, o centrum ewangelizacji i poprosiłem o
błogosławieństwo. Ojciec Święty długo na mnie patrzył… W duchu mówiłem: "Boże,
On czyta moje wnętrze, co tam widzi?". Wydawało mi się, że patrzy bardzo długo.
Potem Ojciec Święty pobłogosławił mnie i dał mi różaniec.
Od tego momentu zaczęło się straszne cierpienie, wiem, że bez łaski Bożej bym
tego nie wytrzymał. To było przygotowanie do tego, co jest teraz: do tych
wszystkich trudnych spraw, przeróżnych pomówień, oszczerstw, ataków medialnych i
nie tylko medialnych. Bez tamtego przeżycia nie wytrzymałbym tych trudnych
doświadczeń od chwili rozpoczęcia przygody z Radiem Maryja i innymi dziełami
ewangelizacyjnymi.
Gdy już zaczęło się Radio Maryja, zadzwoniłem w 1992 r. do Watykanu i poprosiłem
o połączenie mnie z ks. prałatem Stanisławem Dziwiszem. Zapytałem, czy
moglibyśmy poprosić o audiencję u Ojca Świętego. Ksiądz prałat zapytał: kiedy?
Zastanowiłem się i wypadło, że będzie to 4 listopada. Ponieważ nie chcieliśmy
przeszkadzać w dniu imienin Ojca Świętego, zaproponowałem inną datę, ale ks.
prałat Dziwisz powiedział: "Przyjeżdżajcie 4 listopada". Przyjechaliśmy razem z
ojcem prowincjałem i ojcami – najbliższymi współpracownikami. Oczywiście byliśmy
na Mszy Świętej w prywatnej kaplicy papieskiej, tam gdzie był obraz Matki Bożej
Częstochowskiej, który teraz znajduje się u nas. Potem była rozmowa w prywatnej
bibliotece Ojca Świętego, rozmowa o Radiu Maryja, o mediach. Ofiarowując Janowi
Pawłowi II zestaw do odbioru Radia Maryja, myślałem, że może chociaż siostry
zakonne będą nas słuchać i będzie już bezpośredni przekaz Radia, a nie opinie o
nim.

"Śmiało"!
Potem nastąpiło więcej spotkań, pielgrzymki… Pierwsza odbyła się 24 marca 1994
roku. Wiązała się z dużymi trudnościami, już wszystko było przygotowane i nagle
ktoś mówi w Rzymie, że Ojciec Święty nas nie przyjmie. Boże, jak to? Przyjechało
kilka tysięcy ludzi… Ojciec Konrad Hejmo powiedział, żebyśmy poszli do
Bazyliki św. Piotra. Idziemy, wpuszczają nas, każą iść do przodu, gdzie było
przygotowanych kilka miejsc przy konfesji św. Piotra. Zbliża się Ojciec Święty,
podchodzi do mnie, pokazuje na mnie i mówi: "To jest ten ojciec Rydzyk, którego
się wielu w Polsce boi. Ale śmiało, tak dalej, śmiało". Mówię: "Naprawdę, Ojcze
Święty, "tak dalej""? "Tak jest, tak dalej". "To proszę o błogosławieństwo na to
"tak dalej"". I klęknąłem. Ojciec Święty położył rękę na mojej głowie,
pobłogosławił…
Był to Rok Rodziny, daliśmy Ojcu Świętemu różaniec z obrączek małżeńskich i
pierścionków ofiarowanych przez słuchaczy Radia Maryja. Na łączeniu grawer na
naszą prośbę w ostatnim dniu przed wyjazdem do Rzymu umieścił okolicznościowy
napis: "Jesteśmy z Tobą, Ojcze Święty, Radio Maryja, 1994 r.". Ojciec Święty
pobłogosławił ten różaniec. A w 1997 r. ofiarował go Jasnej Górze. Wtedy Ojciec
Święty przyjechał do Polski i ani razu nie powiedział o Radiu Maryja. Dlaczego
tak się stało? Podobno po wylądowaniu samolotu z Ojcem Świętym z Rzymu we
Wrocławiu ktoś powiedział, że tego wymaga polska racja stanu i dobro Kościoła.
Informację tę przekazał mi śp. ks. Mirosław Drozdek, któremu miał powiedzieć o
tym ktoś z ochrony Ojca Świętego, kto się wtedy nawrócił pod wpływem Jana Pawła
II. I rzeczywiście Ojciec Święty nie zwrócił się wtedy ani razu do Rodziny Radia
Maryja. Były tysiące ludzi z transparentami, flagami, szczególnie w Zakopanem –
stali w deszczu, w błocie, smutni, że Ojciec Święty nic do nich nie powiedział.
Płakali. Mówiłem wtedy: "Oddajcie to Panu Bogu, Matce Najświętszej, niech będzie
to nasza ofiara. Pan Bóg to wszystko wynagrodzi". A potem okazało się, że
właśnie w czasie tej pielgrzymki Ojciec Święty "przemówił" do Rodziny Radia
Maryja. Pewnego dnia byliśmy na Jasnej Górze z o. Waldemarem Gonczarukiem i o.
Grzegorzem Mojem – modlimy się w kaplicy Cudownego Obrazu, w pewnej chwili ks.
abp Stanisław Nowak i ojcowie paulini wynoszą na Apel Jasnogórski oryginał listu
apostolskiego "Rosarium Virginis Mariae", który Ojciec Święty ofiarował Jasnej
Górze. Ojciec przeor Marian Lubelski mówi, że tu w 1997 r. Jan Paweł II zostawił
Matce Bożej różaniec od Rodziny Radia Maryja i jest on umieszczony na złotej
róży przekazanej Matce Bożej Częstochowskiej w 1979 roku. W ten sposób Ojciec
Święty wszystko powiedział – wymowa tego daru może była ważniejsza niż słowa.
Każdego roku mogłem być przynajmniej parę razy u Jana Pawła II na tzw. baciamano
[ucałowaniu pierścienia], zawsze tam było kilka słów, były pytania o Radio
Maryja i błogosławieństwo dla ludzi i dzieł. Najdłuższe spotkanie trwało ok. 2
godzin. Ojciec Święty wypytywał o wszystko, m.in. kto i jak przeszkadza Radiu
Maryja. Wspierał nas, pytał, kiedy będzie telewizja. Zawsze prosiłem tylko o
błogosławieństwo. "Tylko się nie daj, pamiętaj, najważniejsze, to się nie dać" –
mówił m.in. Ojciec Święty. Jestem bardzo wdzięczny ks. kard. Stanisławowi
Dziwiszowi, bo bez niego nie byłoby tego dojścia do Ojca Świętego, i o.
Konradowi Hejmie. I tak było do końca.
Jan Paweł II tysiące razy zwracał się do mediów, do dziennikarzy, ale także
zwracał się do Rodziny Radia Maryja; mamy sześć przemówień Ojca Świętego
skierowanych tylko do nas. Jan Paweł II bardzo nas wspierał duchowo i bronił.
Bez Niego nie byłoby tego Radia, jestem tego pewien. Pewne siły nie zgadzają się
na takie media, tu jest modlitwa, jest Różaniec, Eucharystia, katecheza. Cały
czas uczymy się, komunikujemy, żeby dojść do poznania prawdy – prawda nas
wyzwoli – do jedności w miłości, a szatan tego nienawidzi.

O. dr Tadeusz Rydzyk CSsR
 

drukuj