fot. TV Trwam News

„Żywe Betlejem” w Głuszycy

Jest rybak, karczmarz, piekarz i wielu innych, którzy z przejęciem wykonują swoją pracę. Są dumni, bo to dla nich zaszczyt zaprezentować swoje umiejętności w jedynym tak dużym, jak do tej pory w Polsce „Żywym Betlejem”, które od 7 lat odbywa się w Głuszycy.

Pomysł żywej szopki powstał już w średniowieczu. Po raz pierwszy zaprezentował ją św. Franciszek z Asyżu 24 grudnia 1223 roku. Tradycja szybko zaczęła się rozprzestrzeniać, zwłaszcza na terenie Włoch i w wielu miejscach przetrwała do dzisiaj. Ksiądz Sławomir Augustynowicz, proboszcz parafii Chrystusa Króla w Głuszycy, zetknął się z nią w Chiano koło Modeny:

– Tradycja tamtego „Żywego Betlejem” w Chiano opierała się na tradycji rodzinnej, a więc każda rodzina z pokolenia na pokolenie przekazywała sobie pewną chałupę, którą potem w pewien sposób zagospodarowywali podczas „Żywego Betlejem.” – tłumaczy ks. Sławomir Augustynowicz.

Żywa szopka w Głuszycy została przyjęta z entuzjazmem.

– Przede wszystkim wyobrażałam sobie, że to będzie mniejsze. Jest to naprawdę bardzo, bardzo duża że tak powiem inwestycja i bardzo jestem pełna podziwu dla tych wszystkich osób, które tu biorą udział, dla tych dzieci, które tutaj rozmawiają, bo próbowałam tutaj z nimi rozmawiać i widzą sens organizowania tego – mówi Iwona Sakowicz.

– Ta atmosfera, bo to tak, jakby to było naprawdę. Ten czas, jesteśmy tak jakby w tamtym czasie, kiedy był Jezus i tutaj wszystko to się tak ładnie działo, takie odczucie jest teraz. Jestem w tej chwili tutaj, jak to się mówi daleko, a blisko z Bogiem  – wyjaśnia Leszek Mera.

W ponad dwudziestu chatkach można zobaczyć, jak wyglądało życie w Betlejem.

– To jest pewnego rodzaju forma ewangelizacji. My poprzez to „Żywe Betlejem” chcemy wyciągnąć ludzi z domu, chcemy im pokazać inne świadectwo. Chcemy, żeby ludzie przychodząc tutaj, oddając pokłon Panu, wrócili inną drogą do domu, za wzorem Trzech Króli – podkreśla jeden z organizatorów Dawid Okarma.

Taka forma to też doskonała lekcja historii.

– Największą zaletą „Żywego Betlejem” jest to, że przychodzą całe rodziny, przychodzą ze swoimi małymi dziećmi. Starsi ludzie pewnie odbierają to troszeczkę inaczej, a młodzi, dzieci, mam nadzieję, że zapamiętają takie nasze „Żywe Betlejem” na długie, długie lata – przekonuje Andrzej Tomante, z zawodu kowal, który wraz z synem odtwarza swoją codzienną pracę.

To także sposób na budowanie lokalnej wspólnoty, nie tylko parafialnej, ale również miejscowej.

– Wszystko razem jest wspólnie przygotowywane. Jedna osoba tego nie da rady zrobić, dlatego też przychodzą dzieci, przychodzi młodzież, dorośli, starsi, każdy kto tylko ma czas i chce, jest zaangażowany w żywą stajenkę – zwraca uwagę Beata Tarasiuk.

„Żywe Betlejem” było dostępne dla zwiedzających w Wigilię, pierwszego i drugiego dnia Świąt. Będzie także dostępne w uroczystość Trzech Króli.

TV Trwam News/RIRM

drukuj