Życie na podsłuchu

W mijającym tygodniu, jako pokłosie ostatnich afer, jednym z wiodących tematów debaty publicznej był temat wszechobecnych podsłuchów. Okazuje się, że w Polsce do podsłuchiwania obywateli są uprawnione: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu, Biuro Ochrony Rządu, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Policja (w tym Centralne Biuro Śledcze), Straż Graniczna, Służba Wywiadu Wojskowego, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, Wywiad Skarbowy i Żandarmeria Wojskowa. Nawet premier Donald Tusk, który jest bezpośrednim lub pośrednim przełożonym wszystkich tych służb, przyznał, że „w Polsce zbyt łatwo zakłada się podsłuchy i je upublicznia”.

Służby rywalizują między sobą, koordynacja działań szwankuje, a szczelność kontroli sądowej nad tym operacyjnym sposobem pozyskiwania informacji pozostawia wiele do życzenia. Dzieje się tak dlatego, że sędziowie zatwierdzają wnioski o podsłuch bez możliwości weryfikacji bardzo lakonicznego i ogólnego uzasadnienia. Według cytowanych w mediach ekspertów, służby rocznie wnioskują o założenie ok. 15 tysięcy podsłuchów, ale są to dane niezweryfikowane i dotyczące podsłuchiwania dłuższego niż 5 dni. Do podsłuchiwania krótszego wystarczy bowiem zgoda prokuratora. Poza tym jest bardzo łatwo włączyć każdego do rozpracowywanej sprawy. Wystarczy z numeru, do którego została przypisana zgoda na legalny podsłuch, zatelefonować do kogokolwiek, przepraszając na przykład za pomyłkę, i niejako automatycznie włączyć tę osobę w krąg zainteresowania służb. Istota sprawy polega na tym, że powszechność telefonów komórkowych, które posiada już większość Polaków, pozwala na masową inwigilację całego społeczeństwa.
Usługi telekomunikacyjne, w tym rozmowy, mogą być kontrolowane i rejestrowane nie tylko przez służby państwowe. Również przez operatora, firmy detektywistyczne i wywiadowcze, cyberprzestępców, a nawet ciekawskiego sąsiada. Z technicznego punktu widzenia łatwe jest zdalne włączenie mikrofonu w komórce, a wtedy operatorzy mają niejako automatyczną możliwość uruchomienia podsłuchu. Przy czym mitem jest, że właściciel komórki może się zorientować, iż jego rozmowa jest podsłuchiwana i rejestrowana. Może jedynie pośrednio się tego domyślać po takich objawach, jak nienaturalnie szybkie wyczerpywanie się baterii, co jest efektem transmisji danych i łączenia się z BTS (ang. Base Transceiver Station), czyli ze stacją przekaźnikową.
O podsłuchach mówi się najwięcej. Jednak o wiele bardziej uciążliwe i naruszające naszą prywatność jest inne wykorzystywanie komórki do inwigilacji, które nie jest obwarowane tyloma przepisami, co podsłuch. Jest łatwiejsze, a krąg osób i instytucji mogących wykorzystać takie techniki łatwo może ulegać poszerzeniu. Po pierwsze, billingi, czyli spis wszystkich połączeń wychodzących i przychodzących do danego numeru, łącznie z datą i godziną połączenia oraz czasem jej trwania. Dysponując takimi danymi, nawet nie znając treści rozmów, można bardzo wiele się dowiedzieć o właścicielu komórki. Po drugie, istnieje możliwość lokalizowania z dokładnością do 4 metrów, gdzie w danej chwili znajduje się dysponent komórki, ponieważ telefon ten zawsze, gdy jest zasilany z baterii, „melduje” się do najbliższego BTS. Można więc na przykład bardzo łatwo ustalić, czy ktoś jest na imieninach u cioci, czy wczoraj był w kinie. Po trzecie, bez żadnego problemu można z komórki ściągnąć zapisane w niej kontakty, kalendarz oraz inne dane, jak również kontrolować przychodzące i wychodzące SMS.
Jak zatem bronić się przed tego typu praktykami? Są różne sposoby, ale ich skuteczność nie zawsze jest stuprocentowa. Specjalne oprogramowanie „antyszpiegowskie”, w tym szyfrowanie rozmów, jest instalowane w biznesowych telefonach BlackBerry. W zwykłych komórkach wystarczy wyjąć baterię i wtedy możemy założyć, że na przykład podczas ważnego spotkania nie może być ona wykorzystywana do szpiegowania. Jednak najlepszymi metodami zabezpieczającymi są: nie dawać się sparaliżować poczuciu wszechobecnego zagrożenia oraz żyć moralnie i nie mieć nic do ukrycia. W przeszłości mianem dżentelmena określano kogoś, kto absolutnie nie robił rzeczy, o których nie mógłby opowiadać w salonie. Jest jeszcze inny uniwersalny aspekt totalnej inwigilacji. W niemieckim filmie „Życie na podsłuchu” – przedstawiającym historię systemu kontroli obywateli w NRD we wczesnych latach 80. – ofiarą jest podsłuchujący znanego dramaturga i popularną aktorkę funkcjonariusz STASI, który w trakcie swej pracy, wykonywanej z zaangażowaniem, zaczyna dostrzegać prawdziwe oblicze totalitarnego państwa.


Jan Maria Jackowski
drukuj