Zuzanna Lipiec: „Zerwany kłos” to film otwierający serca

Rozmowa z Zuzanną Lipiec, odtwórczynią roli matki Karoliny Kózkówny, w filmie pt. „Zerwany kłos”.

***

Karolina Mrowińska: Przed chwilą odbyła się premiera filmu o bł. Karolinie Kózkównie. Jakie emocje Pani towarzyszą?

Zuzanna Lipiec: Emocje są wielkie. Zapomnijmy na moment o tym, że był to film o błogosławionej. Cały czas jest to powtarzane – błogosławiona Karolina Kózkówna. I wszyscy boją się, że to będzie dokument, jakaś fabularyzowana opowieść.

Proszę Państwa, to jest przepiękna historia. Witold Ludwig stworzył film, który polecam każdemu. Po pierwszej scenie byłam zaczarowana, po drugiej absolutnie porwana w ten świat. To jest naprawdę piękny film. Oprócz tego, że mądry, niosący głębokie przesłanie,  to jeśli ktoś nie pragnie emocji typu thriller czy horror tylko prawdziwych emocji, żeby poczuć współczucie, miłość – zachęcam, zapraszam do obejrzenia „Zerwanego kłosa”.

KM: Czym charakteryzuje się postać, w którą Pani się wcieliła i co szczególnego możemy w niej dostrzec?

ZL: Zagrałam mamę Karoliny Kózkówny. Miała wiele dzieci, ukochaną Karolinę, musiała zajmować się domem, a jednocześnie była bardzo religijna. Niestety, rodzinie przyszło żyć w ciężkich czasach podczas pierwszej wojny światowej, kiedy – jak było powiedziane we wstępie do filmu – wszystkim wydawało się, że ta wojna jest gdzieś daleko, daleko, a potem nagle okazało się, że zapukała do drzwi.

KM: Jakie dostrzega Pani najważniejsze przesłanie tego filmu „Zerwany kłos”?

ZL: Przesłanie tego filmu bardzo wiąże się z akcją ekranizacji, więc nie chcę teraz wszystkim tego zdradzać. Trzeba go zobaczyć, zwłaszcza, że jest to niesamowicie malarski film. To nie tylko emocje, ale i przepiękne obrazy. Myślę, że gdyby Andrzej Wajda dożył premiery „Zerwanego kłosa” to zastanowiłby się, czy Witold (reż. tego filmu) nie jest jego uczniem, ponieważ są to tak piękne ujęcia.

Byłam na planie „Pana Tadeusza” Andrzeja Wajdy. Grałam w tamtym filmie. Wiem, jak marzył Andrzej Wajda, żeby w scenie grzybobrania w lesie przez cały czas unosiła się mgła, żeby był dym, a postaci zbierające grzyby powoli, jak duchy się poruszały. Tej mgły w żaden sposób nie udawało się uzyskać, ponieważ co się nadmuchało tym dymem, to on delikatnie sobie opadał. A Witold przyjechał na plan w wymarzone miejsce i miał piękne zamglone pole. Myślę, że Wajda trochę by pozazdrościł.

KM: Jak układała się współpraca ze studentami na planie?

ZL: Pysznie, wspaniale, ponieważ na planie panowała niesamowicie przyjazna i dobra atmosfera. To nawet ciężko opisać, gdyż przyjeżdżało się tam z wielką przyjemnością (…).

Szanowni Państwo, zobaczcie „Zerwany kłos”. Zobaczcie przepiękny film, nie dlatego, że ja w nim gram, ale dlatego, że jest to film, który otwiera serca i pokazuje piękny świat nawet w złych momentach.

RIRM

drukuj