Zmiany w rządzie najwcześniej w styczniu

„PO  tak obrosła patologicznymi interesami i sieciami uzależnień, że nie ma pola manewru w zakresie programowym, może jedynie wymienić jedną buzię na drugą” – powiedział prof. Andrzej Zybertowicz.

W ten sposób naukowiec odniósł się do nagłaśnianej przez prorządowe media wielkiej jesiennej rekonstrukcji rządu, która miała się odbyć już kilka miesięcy temu. A do niej zmuszają premiera chociażby koalicjanci, którzy dzielą się w sprawie kluczowego głosowania nad wnioskiem o referendum dotyczące sześciolatków.

Wczoraj zostało także odwołane spotkanie premiera Donalda Tuska i wicepremiera Janusza Piechocińskiego, który zapowiedział z kolei, że do zmian w rządzie dojdzie najwcześniej w styczniu przyszłego roku.

Nagłą i głęboką potrzebę zmian zauważył również minister Rostowski. Ma to być nowy impuls. Jednak wg ekspertów impulsem politycznym byłaby decyzja premiera Donalda Tuska – o rozpisaniu przedterminowych wyborów.

„Za późno na zapowiedzi i słowne ratowanie skompromitowanego rządu – mówi prof.  Andrzej Zybertowicz.

– Zmiany przeprowadzone przez niepoważnych ludzi nie mogą być poważne. Niektórzy komentatorzy śmieją się z ekipy Donalda Tuska i z dziennikarzy, którzy w kółko powtarzają o zmianach, o projektach. Przypomina się opowieść premiera Tuska o tym, jak zrobi jesienną ofensywę sejmową, przeprowadzi się do Sejmu i będzie ofensywa legislacyjna. Dlaczego zmiany nie mogą być poważne? Ponieważ PO tak obrosła patologicznymi interesami, sieciami uzależnień, że nie ma pola manewru w zakresie programowym. PO stać co najwyżej na wymianę buzi jednej, na buzię drugą, ale nie będzie miało to pozytywnego wpływu na losy Polaków – powiedział socjolog.

RIRM

drukuj