„Zerwany kłos” – rozmowa z reżyserem Witoldem Ludwigiem

Kultura nie musi być zawłaszczona przez wąskie grono celebrytów – mówi w rozmowie z portalem RadioMaryja.pl Witold Ludwig, reżyser i scenarzysta filmu „Zerwany Kłos” opowiadającego historię bł. Karoliny Kózkówny.

 

Jakie wrażenia po premierze?

Prapremiera jest świętem, które wieńczy dwuletnią pracę tak wielu ludzi.  Cieszyła obecność wielu znamienitych gości oraz Rodziny Radia Maryja, która była mecenasem tego filmu. Ogarnia mnie wzruszenie na myśl o końcu tej filmowej przygody, jednak tak naprawdę premiera jest początkiem nowej drogi. Film trafi do kin 17 lutego i mamy nadzieję, bł. Karolina przez niego przemówi do serca widzów.

Retorycznie: ciężko jest stworzyć film?

Największym wyzwaniem dla człowieka są jego własne słabości. Wymaga to ogromnego poświęcenia wszystkich twórców, bo realizacja pochłania miesiące przygotowań i najwyższą mobilizację sił. Dlatego podziwiam tych, którzy dali się porwać do tego szalonego tańca! Z drugiej strony duchowa strona przedsięwzięcia wymagała ogromnej odpowiedzialności – jak pokazać te dramatyczne wydarzenia, by nie ranić wrażliwości widza, a przy tym, zachować prawdę o tym, co zaszło.  Coś w tym jest, że Pan Bóg powierza nam zadania, które na pozór wykraczają poza horyzont naszych możliwości. Ale odważnie stawiając kroki naprzód przybliżamy się do niego, widząc jeszcze dalsze widnokręgi. Trzeba mieć fantazję i ciągle przesuwać granice.

I udało się…

Wierzę, że przy „Zerwanym kłosie” wyrasta nowa generacja artystów. Nie tylko w sensie zmiany pokoleniowej, ale przemiany jakościowej. Owszem – tak wielu z nas debiutowało – lecz dzięki temu mógł zabrzmieć zupełnie nowy głos. Film narodził się poza polskimi środowiskami filmowymi, dotąd uważanymi za jedyne. Tymczasem kultura nie musi być zawłaszczona przez wąskie grono celebrytów. Mamy tak wielu zdolnych ludzi – aktorów, operatorów, kompozytorów i specjalistów, którzy zasługują na to, aby ukazać światu ich wartościowe talenty.

Jeżeli miałbyś wymienić osoby, powiedzmy dwie, z których pracy jesteś
najbardziej zadowolony, to byliby to…

Samotny człowiek jest słaby i tylko we wspólnocie nabiera siły do „przenoszenia gór”. Bóg obdarzył mnie przyjaciółmi, z którymi – myślę – nawzajem skoczylibyśmy w ogień. Przyznam, że to wszystko się zaczęło w atmosferze uczelni, w akademiku, po nocach, przy imbryku mocnej herbaty, kiedy prowadziliśmy – trochę jak u wieszcza –  „nocne Polaków rozmowy”. Karol Niechciał i Marta Strugała odegrali w tym wszystkim szczególną rolę. Ich zadania wykraczały daleko poza tzw. kierownictwo produkcji i kierownictwo planu. Mają tak odmienne charaktery i predyspozycje, że wspólnie mogliśmy ujarzmić ten narowisty, filmowy rydwan. Podkreślam, to dlatego, że stoją gdzieś w cieniu, z dala od obiektywów. Tak jest z wieloma dziełami, które mają swoich „cichych twórców”.

Dlaczego właśnie taki tytuł?

„Zerwany kłos” jest metaforą przedwcześnie zagasłego życia tej nastoletniej polskiej męczennicy. I podobnie jak kłosy zbóż pochłaniane są przez żniwa, lecz wyrasta z nich życiodajny chleb. Podobnie z żywotem bł. Karoliny, który przez tak bolesne męczeństwo był „narodzinami dla nieba”.

Co Cię skłoniło do stworzenia filmu? To był impuls? Dojrzewałeś do tego?

Myślę, że należy to przypisać ciągłemu odczytywaniu łaski w życiu. I podgrzewaniu w sercu wiary, że prowadzi nas Opatrzność. Rzeczywiście da się czasami odczuć w sercu taki stan, który przepełnia człowieka, rozpiera go od środka. Takie pragnienie podążania. Jest to jednak także  coś w rodzaju wewnętrznego zmagania, takiego huraganu, który się przetacza w umyśle człowieka. Coś, co mój przewodnik duchowy nazwał: „bólem wzrastania”. Tak wykuwa się idea, która przy zachowaniu woli może przerodzić się w czyn.

Co takiego, czego nie mają inne filmy, ma ten obraz?

Myślę, że prawdziwie przemawia do serca i dodaje nadziei. Owszem, opowiada historię, którą napisało samo życie.  Jednak ukazuje także ogólnoludzką prawdę o człowieku i jego doniosłych przeżyciach: heroiczności Karoliny, a zarazem bezsilności jej ojca. Wielką tajemnicą jest także serce jej oprawcy. Jednak pomimo niezwykle bolesnych losów jej bohaterów, wlewa nadzieję i – w co głęboko wierzę – uskrzydla widza.

Jak pracowało się z Dariuszem Kowalskim? Wysoka poprzeczka?

Pan Dariusz to rzeczywiście wielki aktor o talencie dramatycznym. Myślę, że jako młody zespół filmowy bardzo wiele się od niego nauczyliśmy. Ale widziałem także jego wielkie zaufanie i otwartość. Nasza wspólna praca była czasem wielu poszukiwań i wielkich odkryć.

Na tym polega obcowanie uczniów z mistrzami. Owszem jest wymagającym partnerem w pracy, ale w pierwszej kolejności wymaga wiele od samego siebie. Tylko w trudzie mogą się rodzić rzeczy wartościowe. Bardzo ciekawe było to „oswajanie się”. Z każdym dniem zdjęciowym poznawaliśmy swój temperament i styl pracy. Imponowała mi jego koncentracja i przekazywanie autentycznych emocji. Wspólna praca była czymś w rodzaju wspólnego alpinizmu – wdzieranie się na szczyt, gdzie wszyscy biorą za siebie odpowiedzialność.

Widzowie kojarzą pana Kowalskiego najmocniej z rolą Janusza Tracza z serialu „Plebania”. Nie bałeś się etykietki?

Pan Dariusz rzeczywiście pasuje do ról „czarnych charakterów”. Jednak „Zerwany kłos” pokazuje, że nie tylko. Takie odkrycia są jednak dla widza najciekawsze. Świadczą też o wszechstronności aktora. Dziękuję Panu Bogu za dar rozeznania i szczęśliwość tego wyboru. Wzruszyło mnie także wyznanie pana Dariusza, kiedy opowiadał, że będąc w Zabawie i Radłowie nigdy nie przypuszczał, że wcieli się w rolę ojca bł. Karoliny.  Jednak ona „upomniała” się o niego.

Gdzie i kiedy będzie można zobaczyć „Zerwany Kłos”?

Zerwany kłos trafi do kin już 17 lutego. Na początku w około stu kinach jedno-ekranowych. Małe kina i ich właściciele są bardziej otwarte na współpracę. Trwają także starania o wejście do dużych wielo-salowych sieci kinowych. System, w jakim to funkcjonuje niestety pozostawia wiele do życzenia. Komercyjne sieci mają – nazwijmy to – „ograniczone zaufanie” i da się niestety wyczuć coś w rodzaju oporu środowiskowego. My ewangelizacji nie rozpoczynamy od biznesplanu. Dołożymy starań, aby film można było zobaczyć w całej Polsce. Nie tracę wiary, że sprawy się dobrze potoczą. Ten film i jego widzowie udowodnią, że bł. Karolina jest godna „wielkiego ekranu”.

Są już kolejne plany?

(Uśmiech) Człowiek planuje. Bóg zdecyduje.

Rozmawiał Mateusz Wójtowicz

* * *

Premiera filmu „Zerwany Kłos” odbyła się 14 listopada w kinie Kinoteka w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Producentem obrazu jest  Fundacja Lux Veritatis. [czytaj więcej]

RIRM

drukuj