fot. PAP/EPA

Zamieszki w trakcie szczytu G20

Szczytowi państw G20 w Hamburgu towarzyszyły bandyckie prowokacje skrajnie lewackich bojówkarzy. Minionej nocy starli się oni z policją. Rannych zostało ponad dwustu policjantów.

Rano mieszkańcom Hamburga ukazał się widok miasta, które wyglądało jakby trwała w nim wojna domowa.

– Wojna. To wygląda jak wojna. To nie do pomyślenia. Jestem zła, nie rozumiem tego. Dla mnie to nie ma nic wspólnego z protestami. To jest tylko brutalna siła i zniszczenie – mówiła Natalie, mieszkanka Hamburga.

– To był absurdalny chaos. Nic nie usprawiedliwia tej przemocy- powiedział Werner Merino z Hamburga.

Skrajnie lewackie środowiska próbowały zablokować ulicę w dzielnicy, która uznawana jest za ich przyczółek. Na drogach zamaskowani awanturnicy zbudowali barykady, które następnie podpalili. Blokadę próbowały rozbić siły policyjne. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce zostali jednak ostrzelani z proc oraz obrzuceni kostką brukową i koktajlami mołotowa. Akcja wyglądała na bardzo dobrze zaplanowaną.

– Przemoc wymierzona w policjantów osiągnęła nowy wymiar. Policjanci zostali ostrzelani stalowymi kulami. Z dachów rzucano przygotowane wcześniej kostki brukowe oraz koktajle mołotowa – przekazał Timo Zill, rzecznik policji w Hamburgu.

Funkcjonariusze wspierani przez armatki wodne nie poradzili sobie z bojówkarzami. Do akcji musiały wkroczyć oddziały antyterrorystyczne. W nocy zatrzymano ponad sto osób. W starciach obrażenia odniosło co najmniej 215 policjantów. Nocne zajścia skomentował minister spraw wewnętrznych Niemiec.

– Wczorajsza i dzisiejsza brutalność lewicowych, niepohamowanych bandytów jest nieprawdopodobna i skandaliczna. Grabieże, podpalenia, poważne uszkodzenia ciała i niszczenie mienia nie ma najmniejszego wpływu na politykę. To przestępcy, a nie demonstranci – mówił Thomas De Maiziere.

Lewaccy bojówkarze splądrowali dziesiątki sklepów. Niszczyli bankomaty oraz wybijali okna w pomieszczeniach na parterze. Podpalali także stojące na ulicach samochody.

Wczoraj wieczorem otrzymałem telefon z informacją, że nasz sklep został złupiony. Przyszedłem z moim synem i patrzyłem na ten chaos przez dwie, trzy godziny – mówił Cord Woehkle, właściciel sklepu

Od nocnych zamieszek próbują odciąć się przedstawiciele organizacji lewicowych. Część jednak próbuje je tłumaczyć.

 – Wszelkie próby usprawiedliwienia tych działań, zwłaszcza przez lewą stronę sceny politycznej to są najgorsze kpiny, szczególnie w świetle ponad 200 rannych policjantów – dodał minister spraw wewnętrznych Niemiec Thomas De Maiziere.

Władzę Hamburga od lat akceptują obecność skrajnie lewicowych organizacji i środowisk w mieście. Miejsca, które zajmują są zamknięte dla stróżów prawa. Według przedstawiciela związków zawodowych policjantów w Hamburgu – ze skutkami tej polityki muszą mierzyć się teraz funkcjonariusze. Według nieoficjalnych informacji wielu z nich jest na służbie ponad 30 godzin. Policjanci są na skraju wytrzymałości. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że nadchodząca noc będzie także ciężka. Lewaccy bojówkarze z czarnego bloku chcą sprowokować kolejne zamieszki w trakcie trwającej manifestacji przeciwko przywódcom państw G20.

TV Trwam News/RIRM

drukuj