Zamach z wątkiem romansowym

Szanowni Państwo!

   No, wreszcie mamy sensację i to na miarę europejską! Brunon K. przy pomocy saletry amonowej chciał wysadzić w powietrze budynek Sejmu i to w momencie, gdy w gmachu przebywałby pan prezydent Komorowski, pan premier Tusk, Umiłowani Przywódcy oraz wszystkie stany. Wyznał to jak na spowiedzi funkcjonariuszom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy przez ponad rok prowadzili z nim niezwykle subtelną grę operacyjną, podstawiając mu kolejnych pomocników, którzy sekretnie współpracowali z dzielnymi kabewiakami. Czy sam Brunon K. też był tajnym współpracownikiem ABW? Tego jeszcze wstydzą się nam powiedzieć, ale pytać warto, bo takie rzeczy już się zdarzały – oczywiście nie u nas, skadże by znowu  – ale w innych krajach. W takich na przykład Niemczech chciano kiedyś zdelegalizować partię neonazistowską. Przed niezawisłym sądem okazało się jednak, że to nie takie proste, ponieważ członkowie najwyższych władz tej partii są funkcjonariuszami albo konfidentami Urzędu Ochrony Konstytucji, czyli niemieckiej bezpieki. Jakże ich delegalizować?

Audio MP3
Pobierz

   Jeśli już wspominam o tamtym, pożałowania godnym incydencie, obnażającym mechanizmy współczesnej demokracji, to nie dlatego, by podważać wiarę w autentyczność demokracji i demokratycznych procedur.  Wiary w tę autentyczność nikomu przecież zabronić nie można. Zatem jeśli o tym wspominam, to po to, by wykazać wyższość naszych kabewiaków nad kabewiakami nazistowskimi. Oto na początku 1933 roku nazistowscy kabewiacy podpalili w Berlinie Reichstag, a następnie o to podpalenie oskarżyli komunistów, żeby Adolf Hitler mógł wydać dekret „O ochronie narodu i państwa”, za pomocą którego zrobił w Niemczech porządek. Tymczasem nasi kabewiacy żadnego pożaru w Sejmie nie zrobili. Nic się nie spaliło, nikomu nic się nie stało, a jeśli razwiedka każe panu prezydentowi wystąpić z inicjatywą ochrony narodu i państwa, to chyba nie mamy wątpliwości, że zapanuje u nas porządek i dyscyplina, niczym za Józefa Stalina? Widać zatem jak na dloni, że kabewiacy idą z postępem. Wszystko rozgrywa się w przestrzeni wirtualnej, w imaginacji, podczas gdy kabewiacy nazistowscy jednak musieli Reichstag podpalić naprawdę. No – ale wtedy w Niemczech nie było telewizji, podczas gdy u nas jest, dzięki czemu kabewiacy telewizyjni potrafią tak podkręcić atmosferę, wykreować sensację z samego dymu, że gromady mikrocefali będą na kolanach błagały Umiłowanych Przywódców, by zrobili wreszcie porządek.

   Warto zwrócić również uwagę na staranność, z jaką kabewiacy zrekonstruowali motywy Brunona K. Jak można było się domyślić, zbrodnię swoją planował on z pobudek ekstremistycznych, ksenofobicznych i antysemickich. Niby jest wszystko, co trzeba, ale wydaje mi się, że współczesna publiczność może mimo wszystko odczuwać pewien niedosyt. Chodzi oczywiście o wątek romansowy, w którym można by nawiązać również do homofobii Brun ona K. – bo jest on chyba również homofobem, nieprawdaż? Jak oskarżać – to na całego, tym bardziej, że dzięki wątkowi romansowemu łatwiej będzie wytłumaczyć zniechęcenie Brunona K. do naszej młodej demokracji i parlamentaryzmu, które podsunęło mu pomysł zgromadzenia podobno aż czterech ton saletry amonowej. Zwróćmy uwagę, że kabewiacy taktownie wykluczyli trotyl, żeby już nic nikomu nie kojarzyło się z zamachem niesłusznym.

   Wróćmy jednak do wątku romansowego. Wydaje się, że warto pójść tropem zawodu, jakiego Brunon K. mógł doznać na widok Anny Grodzkiej, która została parlamentarzystką dzieki – jak twierdzi – operacji chirurgicznej. To jeszcze nic – ale kiedy okazało się, że posłankę Annę Grodzką obtańcowuje sam poseł Janusz Palikot, a na koniec całuje jej dłonie – to właśnie mogła być ta kropla, co przelała czarę. „Któż widok ten opisać zdoła – pyta poeta i dodaje: – Ach, któż w ogóle go wytrzyma?!” Zatem warto rozbudować również ten wątek, bo słychać, że na temat sukcesu i wyższości naszych, demokratycznych kabewiaków nad kabewiakami nazistowskimi, powstają już ballady dziadowskie, a wiadomo, że nic tak nie inspiruje literatury, jak pikantne wątki romansowe.

   Skoro tedy bezpieka zadała sobie tyle trudu, by w rezultacie gry operacyjnej dostarczyć sobie alibi do wzięcia nas wszystkich za mordę, to niech przynajmniej zadba o jakąś oprawę literacką tej operacji.

Mówił Stanisław Michalkiewicz 

drukuj