fot. youtube.com

„wSieci”: w Moskwie zbezczeszczono szczątki ofiar katastrofy smoleńskiej

Tygodnik „wSieci” ujawnił nieznane fakty dotyczące rosyjskich sekcji zwłok. Dziennikarze dotarli do zdjęć z prosektorium, w którym odbywały się identyfikacje zwłok i zalutowywanie trumien. Rozmawiali także ze świadkami tych czynności. 

Redaktor Marcin Wikło, współautor artykułu „Piekielne Prosektorium”, podkreśla, że w Moskwie nie dochowano nadmiernej staranności, o której mówiła była premier Ewa Kopacz.

– Osoby, które nam to opowiadały, były zszokowane, że to nie były takie worki na zwłoki, jak się czasem zdarza, a normalne, czarne wory na śmieci. Te szczątki były pakowane tam, można tak powiedzieć, hurtowo. Proszę mi wybaczyć ten makabryczny opis, ale mam wrażenie, że trzeba o tym wiedzieć, że trzeba to mówić i trzeba to powtarzać. Po prostu waga miała się zgadzać, mniej więcej 85-90 kg w worku, zalutowujemy to w trumnie i dalej. Tak po prostu wyglądało. Jedyną rzecz, która może rodziny ofiar uspokoić, jest to, że rzeczy, które oni rzeczywiście przekazali, aby włożyć do trumien ich bliskich, zostały tam włożone, bo widzieliśmy takie fotografie, gdzie są włożone różańce, misie – mówi Marcin Wikło. 

Niemożliwe było – wbrew opiniom niektórych polityków – aby rodziny ofiar były w stanie zauważyć nieprawidłowości podczas identyfikacji ciał swoich bliskich – wskazuje publicysta „wSieci”.

– Nie jest też prawdą, że osoby, które były przy zamykaniu tych trumien, mogły coś odkryć, mogły wiedzieć, że coś jest nie tak. Po prostu te szczątki w czarnych workach były składane do tej aluminiowej trumny, na to było położone ubranie i taki jedwabny całun Nie można było się zorientować, co się dzieje pod tym całunem – tłumaczy dziennikarz.

Marcin Wikło zaznacza, że Rosjanie traktowali szczątki ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku w sposób lekceważący. Nie robiło na nich wrażenia to, że mają do czynienia z ciałami ważnych przedstawicieli państwa polskiego – dodaje redaktor.

– Mamy taką relację, że jeden z Rosjan, który wniósł ciężki czarny worek do tego pomieszczenia, gdzie sekcje były przeprowadzane, rzucił go pod ścianę. Ten worek się osunął i takimi ordynarnymi kopniakami próbował go naprostować, przywrócić do pionowej pozycji. Kiedy zwrócono mu uwagę, pokazano przywieszkę z nazwiskiem, czy on zdaje sobie sprawę z tego, kogo kopie, że to jest ważny polski dowódca […] to nie zrobiło nawet na nim wrażenia. Po prostu rzucił ten worek i poszedł po następny – mówi Marcin Wikło.

Gdyby prawda o sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej wyszła na jaw od razu, politycy PO nie mieliby racji bytu na polskiej scenie politycznej – zwraca uwagę publicysta „wSieci”.

– Gdyby ta prawda wyszła na jaw siedem lat temu, to mam wrażenie, że ani Platforma Obywatelska nie wygrałaby wyborów, ani Bronisław Komorowski nie wygrałby wyborów. Ci ludzie zostaliby zmieceni ze sceny politycznej – wskazuje dziennikarz.

Prokuratura poinformowała, że podczas ostatnich ekshumacji wykryto m.in. zamianę ciał ofiar katastrofy. W niektórych trumnach były fragmenty ciał nawet kilku osób.

Śledczy mają przeprowadzić sekcje wszystkich ofiar, których ciała nie zostały spopielone. W katastrofie smoleńskiej zginęło 96 osób.

RIRM

drukuj