fot. facebook.com/LuigiDiMaio/

Włochy/L. Di Maio: KE nie zdecyduje się na procedurę nadmiernego deficytu

Włoski wicepremier Luigi Di Maio wyraził we wtorek opinię, że Komisja Europejska nie zdecyduje się na objęcie jego kraju procedurą nadmiernego deficytu, co zaproponowała kilka dni wcześniej. Zapewnił, że rząd nie chce konfliktu z UE.

W wywiadzie radiowym Luigi Di Maio, odnosząc się do stanowiska KE, stwierdził: „Nie umiem przewidywać przyszłości, ale nie sądzę, że pójdą na całość”.

Podkreślił zarazem, że celem rządu w Rzymie nie jest „występowanie przeciwko Unii Europejskiej, ale obniżenie podatków i poprawa warunków płacowych Włochów”.

„Aby uzyskać ten cel, potrzebny jest dialog z UE, ale także zajęcie zdecydowanego stanowiska” – dodał Luigi Di Maio.

„Musimy być stanowczy w naszych przekonaniach” – oświadczył.

„Jesteśmy krajem założycielskim UE, jesteśmy na równi z Francją i Niemcami w tym momencie historycznym i ekonomicznym” – mówił włoski wicepremier w komercyjnej stacji Rtl.

„Jesteśmy krajem, który może domagać się większego szacunku w Europie, a zatem mamy wszystko, czego trzeba ze strategicznego i politycznego punktu widzenia, by uzyskać prosty cel: ustawa budżetowa pod koniec roku musi zakładać wzrost płac i obniżenie podatków” – stwierdził.

Minister rozwoju gospodarczego i pracy oraz polityki socjalnej powiedział też, że konieczne jest obniżenie kosztów pracy ponoszonych przez firmy.

„Musimy generalnie obniżyć podatki, bo dzisiaj emeryt wydaje 70 procent swej rocznej emerytury na rachunki za wywóz śmieci, energię, wodę” – podkreślił Luigi Di Maio.

Komisja Europejska zaproponowała objęcie Włoch procedurą nadmiernego deficytu z powodu wysokiego długu publicznego.

Wiceprzewodniczący KE Valdis Dombrovskis powiedział w jednym z wywiadów, że rząd Giuseppe Contego musi dokonać poważnej korekty polityki budżetowej i ocenił, że kroki dotąd podjęte „przynoszą szkody gospodarce” kraju. Przyznał również, że negatywne skutki kryzysu włoskiego zadłużenia miałyby większy wpływ na sytuację w strefie euro niż tego w Grecji.

PAP/RIRM

drukuj