fot. PAP/Rafał Guz

Wlk. Brytania wyjdzie na prostą. Co z Polską i UE?

Wypowiedź dla redakcji informacyjnej Radia Maryja dr. Mariana Szołuchy, ekonomisty z Forum dla Wolności i Rozwoju.

Jako Polak i jako człowiek świadomy mechanizmów ekonomicznych, nie cieszę się z takiego rezultatu wczorajszego referendum w Wielkiej Brytanii. Nie dziwię się też Brytyjczykom, ponieważ nikt nie lubi – ani każdy z nas osobno, ani narody jako całość – kiedy mu się z butami wchodzi w życie. A taką politykę w ostatnich latach prowadzili bezrefleksyjni euroentuzjaści.

Czara goryczy się przelała i mamy dzisiaj precedens, niebezpieczną sytuację, z której dla Polski nic pozytywnego nie wynika. Po pierwsze ze względów geopolitycznych. Polska jest krajem inaczej położonym niż Wielka Brytania, która jest krajem wyspiarskim, która jest krajem otoczonym przez narody w stosunku do niej przyjaźnie nastawionym. O Polsce tego powiedzieć – przynajmniej na dzień dzisiejszy – nie możemy. Jednak geopolityka to tylko jeden z argumentów.

Wielka Brytania to drugi co do wielkości płatnik do budżetu centralnego Unii Europejskiej, większy nawet od Francji i drugi oczywiście po Niemczech. Jeśli chodzi o Polskę warto wziąć pod uwagę ten uproszczony – ale wiele mówiący – bilans dotyczący przepływów finansowych w obie strony, a więc z Warszawy do Brukseli i z powrotem. Jesteśmy, nie powiedziałbym do końca beneficjentem, ale krajem, który ma pewne korzyści z tytułu funkcjonowania w Unii Europejskiej i z tytułu istnienia budżetu centralnego. Dla analizy skutków Brexitu stosuję uproszczony bilans, z którym być może ktoś się nie zgodzi. Jednak na dzień dzisiejszy saldo przepływów finansowych mamy in plus. Z innymi rzeczami można oczywiście dyskutować.

Z Wielką Brytanią łączą nas też specyficzne stosunki ekonomiczne o charakterze dwustronnym. Wielka Brytania jest drugim co do wielkości, po Niemczech, odbiorcą eksportowanych towarów przez Polskę. Dla nas natomiast  jest dopiero ósmym co do wielkości źródłem tego, co do kraju sprowadzamy. Już z tego krótkiego zestawienia – pozycja druga dla naszego eksportu, ósma dla importu – wynika, że stosunki handlowe łączące nas z Wielką Brytanią są dla Polski bardzo korzystne. Trudno powiedzieć co będzie się z nimi działo po Brexicie, kiedy on się dokona, lecz do tego dość daleko.

Natomiast trudno się spodziewać, że ta sytuacja się poprawi. Dobrze by było gdyby nie uległa zmianie, ale obawiam się, że mogą pojawić się bariery handlowe pomiędzy Polską a Wielką Brytanią, choćby te najprostsze w postaci ceł tzw. barier taryfowych. Handel zostanie utrudniony i polscy eksporterzy będą mieli troszeczkę cięższe życie. Sprawa kolejna bardziej doraźna i taką, którą już możemy obserwować, to negatywne skutki dla polskiego rynku kapitałowego. W chwili, w której rozmawiamy nasz główny indeks giełdowy czyli WIK 20 spada o około 7%, spada również wartość złotego w stosunku do głównych walut. A to oznacza wyższe koszty obsługi naszego długu zagranicznego, którego przypomnę, ponad 1/3 jest w obcych walutach. To oznacza problemy dla frankowiczów, to oznacza większą presję inflacyjną z powodu droższych towarów importowanych w tym surowców naturalnych i jeszcze kilka mniejszych, ale także negatywnych zjawisk.

Wreszcie dochodzimy do sprawy, o której w kontekście Brexitu było u nas najgłośniej, to znaczy do sytuacji Polaków z Wielkiej Brytanii. Nie będę się starał przewidywać w tym zakresie przyszłości. Powiem tylko, że ta sytuacja staje się coraz bardziej niepewna. Jest to coś niebezpiecznego dla tych przynajmniej kilkuset tysięcy osób, które w Wielkiej Brytanii żyją i pracują. Mówię oczywiście o naszych rodakach.

Jeśli chodzi o całą Unię Europejską to myślę, że wynik tego referendum wzmocni tendencję eurosceptyczne i takich referendów będą domagali się obywatele coraz większej ilości państw. Uważam, że ostatni dzwonek już wybrzmiał, aby poszli po rozum do głowy decydenci z Brukseli, Strasburga czy Luksemburga. Są to miejsca gdzie znajdują się centralne instytucje Unii Europejskiej i by tej szalonej ścieżki federalistycznej; ścieżki, którą wyznaczają ideologie kosmopolityczne i lewicowe oraz którą wyznacza prymat polityki, światopoglądu nad gospodarką, aby z tej drogi zeszli.

Jeśli chodzi o skutki dla Wielkiej Brytanii uważam, że zwłaszcza po krótko – co najwyżej średnio trwałym szoku dla tamtejszych rynków finansowych, ale też poniekąd dla realnej gospodarki – Wielka Brytania wyjdzie na prostą. Ośmielam się nawet twierdzić, że ma szansę umocnić swoją pozycję na arenie międzynarodowej stosunków gospodarczych w ślad za tym politycznych. Ma szansę, aby zmienić właśnie swoją specjalizację z rynku finansowego przestawiając się na gospodarkę realną. Myślę, że to słuszny kierunek, ponieważ rynki finansowe do kondycji z przed wielkiego kryzysu, z przed roku 2008-2009, nie wrócą. Brytyjczycy rozumieją to i dlatego w ostatnich miesiącach, nawet latach usilnie starali się nawiązywać i zacieśniać kontakty handlowe z takimi krajami jak Chiny czy Indie i była Kolonia. Myślę, że jeśli ten kierunek będzie kontynuowany, a tego bym się spodziewał, to Brytyjczycy będą w stanie poradzić sobie w pojedynkę i w odróżnieniu od Polski dla nich skutki będą w dłuższym terminie raczej pozytywne.

Martwi mnie oczywiście, że dla Europy nie ma w Komisji Europejskiej planu B, o czym mówił wprost kilka tygodni temu, Pierre Moscovici – Komisarz do spraw ekonomiczno-finansowych. Mam nadzieję, że był to blef. Zmartwień jak widzimy jest więcej niż przysłowiowych świateł w tunelu. (…) Co do kwestii technicznej, to czekają nas przede wszystkim wieloletnie negocjacje podzielone na dwie rundy. Pierwsza, prawdopodobnie dwuletnia, to będą negocjacje samych warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Następnie przyjdzie czas na ustalanie standardów dalszej współpracy z dwudziestoma siedmioma krajami członkowskimi a Wielką Brytanią.

Być może ta moja wizja, którą krótko nakreśliłem jest kasandryczna, ale chciałbym, żeby do świadomości decydentów w krajach członkowskich Unii w tym w Polsce, dotarło że trzeba zdecydować się wreszcie na reformy, które będą polegały na wzroście szacunku dla suwerenności poszczególnych państw. Na uwolnieniu, wyregulowaniu gospodarek. Na tym byśmy mogli jako niepodległe kraje na zdrowych – jak mówię rynkowych zasadach – ze sobą współpracować.

Dla polskich polityków jest to dowód na to, że poza Unią Europejską inne narody widzą, że mogą funkcjonować, natomiast sama unia i członkostwo w niej nie jest nam dane raz na zawsze. W związku z tym nie przyzwyczajajmy się nadmiernie do tego co mamy na dzień dzisiejszy. Myślmy o przyszłości, nakreślajmy różne scenariusze, bo jak widzimy rzeczywistość potrafi przynosić zupełnie nieoczekiwane i naprawdę brzemienne w skutkach rozwiązania i procesy.

Wypowiedź dr. Mariana Szołuchy

RIRM

drukuj