fot. arch.

Wigilijny cud na froncie – Ypres rok 1914

I Wojna Światowa to jedna z najciemniejszych kart w historii świata. W ciągu czterech lat jej trwania zginęło ok. 8 mln ludzi, a ponad 20 mln zostało rannych. Jednak nawet w tak czarnej rzeczywistości zdarzały się momenty, które – wydawać by się mogło – nie miały prawa mieć miejsca w czasie wojny. Jednym z nich na pewno jest nieoficjalny rozejm bożonarodzeniowy zawarty na froncie zachodnim pomiędzy żołnierzami Niemiec a Francji i Wielkiej Brytanii.

Wojna na froncie zachodnim, którą rozpoczęli Niemcy, miała trwać nie więcej niż 6 tygodni. Takie założenia zakładał plan Alfreda von Schlieffena – Blitzkrieg. Zgodnie z tymi założeniami, sierpniowa agresja zjednoczonych Niemiec na Francję i Belgię miała się zakończyć maksymalnie do października 1914 r., po czym oddziały miały zostać przetransportowane na front wschodni – do walki z carską Rosją. Taktyka wojny błyskawicznej początkowo przynosiła pożądane rezultaty. Jednak tylko do 15 września 1914 r. W I bitwie nad Marną wojska Francji i Wielkiej Brytanii skutecznie stawiły opór niemieckiej ofensywie. Wycofujące się oddziały niemieckie zaczęły robić okopy i w ten sposób, zamiast szybkiego najazdu na wroga, rozpoczęła się powolna wojna pozycyjna.

Po trzech miesiącach wyczerpujących walk w okopach nastała zima. Jeszcze 7 grudnia 1914 r. ówczesny papież Benedykt XV apelował o zawieszenie działań wojennych na frontach w czasie Świąt, jednak nie został wysłuchany. Widmo spędzenia Świąt Bożego Narodzenia z dala od domu wydawało się więc nieuniknione – mówi prof. Wiesław Wysocki.

Setki tysięcy młodych ludzi tkwiło w okopach. Byli pozbawieni bliskich, od których dostawali raz na jakiś czas paczki czy życzenia. Mimo to nastrój bożonarodzeniowy się udzielił i to przede wszystkim Niemcom. Źródła wskazują, że to oni zaczęli pierwsi dekorować światełkami i choinkami swoje okopy – zaznacza prof. Wiesław Wysocki.

Brytyjczycy początkowo uznali zachowanie wroga jako prowokacje i sygnał do ataku. Jednak żadnej agresji po stronie niemieckiej nie było. Zamiast dźwięku karabinów i artylerii usłyszeli kolędę „Stille Nacht” (z niem. Cicha noc). Dla Brytyjczyków słowa kolędy śpiewanej przez wroga nic nie mówiły, ale melodia już tak – gdyż jest ona odpowiednikiem angielskiej kolędy „Silent night” (z ang. Cicha noc). Po odśpiewaniu kolęd, zmęczeni wojną żołnierze zaczęli wychodzić z okopów i bratać się z wrogiem na terenie między okopowym – tzw. „ziemi niczyjej”. Tak rozpoczął się czas, który dziś zwany jest rozejmem bożonarodzeniowym.

Dochodziło do rozmów, a ci, którzy nie znali języka niemieckiego, angielskiego czy francuskiego pomagali sobie gestami. Grano na instrumentach, śpiewano i tańczono. Niektóre źródła podają nawet, że został rozegrany mecz piłki nożnej Niemcy – Anglia, który Niemcy wygrali 3-2, a zakończył się po tym, jak piłka przebiła się o drut kolczasty. Żołnierze wymieniali się nawet prezentami – opisuje prof. Wiesław Wysocki.

Przede wszystkim żołnierze między sobą wymieniali się papierosami i alkoholem. Doszło nawet do tego, że Niemcy przekazali Brytyjczykom beczkę piwa, na co wojska brytyjskie odwzajemnili się puddingiem śliwkowym. Źródła nawet podają, że jeden z żołnierzy zaoferował strzyżenie swoim przeciwnikom, gdyż był fryzjerem. Takie wspomnienia możemy przeczytać z zapisków żołnierzy walczących pod Ypres – mówi prof. Wiesław Wysocki.

W czasie trwania rozejmu postanowiono wykorzystać czas zawieszenia broni i pochowano żołnierzy poległych na ziemi niczyjej. Utworzono nawet mogiły, w których były chowane zwłoki żołnierzy walczących po obu stronach.

Taki świąteczny nastrój trwał w Ypres do drugiego dnia Świąt. Choć – jak podają źródła – w kilku rejonach nawet do końca roku, lecz tam nie było takiego pojednania jak właśnie we wspominanej miejscowości. Świadkiem opisywanych wydarzeń był niemiecki żołnierz Adolf Hitler – późniejszy Fuhrer III Rzeszy. Według relacji żołnierzy sprzeciwiał się on brataniu z wrogiem.

Ta sytuacja nie podobała się również dowództwu. Ich zdaniem tego typu akcje na froncie demobilizowały żołnierzy zamiast zagrzewać ich do walki. W niektórych przypadkach żołnierze niemieccy odmówili po Nowym Roku wznowienia działań wojennych i oddziały zbuntowane musiały zostać zastąpione nowymi. Odnotowano przypadki, w których próby ponownego bratania się z wrogiem były karane egzekucjami.

85 lat po rozejmie bożonarodzeniowym – w 1999 r. w pobliżu Ypres, stanął drewniany krzyż, który ma symbolizować i upamiętnić niezwykłe wigilijne pojednanie żołnierzy walczących w I wojnie światowej.

Wydarzenie, które zostało nazwane rozejmem bożonarodzeniowym pokazuje, że nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy mogą się zjednoczyć w imię wyższej wartości. Wspólne korzenie chrześcijańskie i pielęgnacja tradycji sprawiły, że żołnierze, którzy każdego dnia oglądali śmierć, mogli chociaż przez okres świąt Bożego Narodzenia poczuć atmosferę jedności. Dziś, mimo że na ulicach naszych miast nie ma wojny, często jednak nie potrafimy pogodzić się nawet z najbliższymi. Niech przykład żołnierzy wrogich sobie armii z Ypres, będzie dla nas wskazówką do tego, jak dążyć do pojednania.

RIRM

drukuj