fot. PAP

Większość Polaków pracuje za grosze

Coraz więcej Polaków pracuje za głodowe pensje. Wypłacanie pracownikom przez pracodawców minimalnego wynagrodzenia dochodzi do patologicznych rozmiarów – alarmują eksperci.

Jedna z gazet powołując się na dane GUS, napisała, że „ ponad milion Polaków pracuje za grosze”, wylicza, że co ósmy zatrudniony na etacie dostaje płacę minimalną.

W 2012 r. 1,3 mln Polaków dostawało nie więcej niż 1500 zł brutto. Tych osób jest aż dwa razy więcej, niż do tej pory szacowali eksperci. Dotychczas podawano, że minimalną pensję otrzymuje ok. 358,1 tys. pracowników firm zatrudniających ponad 9 osób.

Z analizy GUS, na którą powołuje się gazeta wynika, że w mikroprzedsiębiorstwach płacą minimalną musiało się zadowolić, aż trzy czwarte zatrudnionych na podstawie umowy o pracę . W ub. r. sytuacja nie uległa poprawie, pracodawcy są restrykcyjni względem płac dla pracowników.

Stan płacy minimalnej to konsekwencja całego systemu podatkowego oraz systemu ubezpieczeń społecznych, który został wprowadzony na przestrzeni ostatnich 15 lat – stwierdziła prof. Grażyna Ancyparowicz. Państwo tworzy prawo sprzyjające głównie pracodawcom, a społeczeństwo, pracownicy ubożeją co szkodzi całej gospodarce – dodaje ekonomista.

– Interes mikroekonomiczny przeważył nad interesem makroekonomicznym: dobro indywidualne nad dobrem wspólnym. Proszę mi wierzyć, to nie jest prawda – bo zwykle pracodawcy tak mówią, wyłączamy tę grupę biedoty pracującej, maleńkich zakładzików – że jeżeli my podniesiemy tutaj płace, to będzie gorzej. Nieprawda – kraj jest biedny wtedy, gdy ludzie zarabiają mało, bo tworzą niski popyt i trudno jest cokolwiek sprzedać. W tej sytuacji nie można rozwijać ani gospodarki, ani rynku. Kraj jest biedny, bo jego mieszkańcy są biedni – tłumaczy prof. Grażyna Ancyparowicz.

Tymczasem, premier Donald Tusk uznał za przywilej to, że Polacy mogą masowo wyjeżdżać za granicę do pracy. Polska traci potencjał, ale dla premiera oznacza to ucieczka od wzrastającego, zwłaszcza wśród młodych, problemu bezrobocia w Polsce – dodaje profesor.

– Pan premier Tusk osobiście powiedział ludziom, że przecież w tej chwili nie musi polski rząd tworzyć miejsc pracy, ani dbać o miejsca pracy w Polsce. Przecież mamy otwarte granice, przepływ siły roboczej i niech się troszczą o Polaków zwłaszcza tych młodych, dla których już teraz brakuje ponad 2 mln miejsc pracy, a naprawdę brakuje 10 mln miejsc pracy, tylko większa część tych ludzi jest jakoś tam rozlokowana: albo funkcjonuje w systemie emerytalnym, albo kosztem rodzin. 2,8 mln ludzi jest na cudzym utrzymaniu i to są osoby w wieku 25 – 60 lat kobiety i 65 lat mężczyźni. Rząd się absolutnie tym nie martwi. Powiedział: macie otwarte granice, wyjeżdżajcie, niech się każdy ratuje jak może – mówi ekonomista.

 

RIRM 

drukuj