fot. PAP/Tomasz Gzell

W Warszawie trwa protest sadowników

Rolnicy nie zgadzają się przede wszystkim na zaniżoną cenę skupu jabłek, domagają się również rekompensat za zbiory zniszczone przez gradobicia.

Protest rozpoczął się przed Belwederem, skąd uczestnicy wyruszyli przed Kancelarię premiera, a następnie resorty: spraw zagranicznych, rozwoju, finansów oraz rolnictwa.

Manifestanci podkreślają, że sytuacja w sadownictwie jest dramatyczna – zdarza się, że obecnie w skupach za kilogram jabłek sadownicy dostają mniej niż 15 groszy.To cena najniższa od czasu wprowadzenia rosyjskiego embarga.

Protest ma nakłonić rządzących do aktywnego działania na rzecz rozwiązania kryzysu.

Stanisław Szurek, sadownik z województwa lubelskiego podkreśla, że państwo biernie przygląda się dramatycznej sytuacji w sadownictwie.

– Kryzys w sadownictwie narasta już trzeci rok, od czasu wprowadzenia embarga rosyjskiego. Rok jest dobry, jeśli chodzi o urodzaj, natomiast nie mamy gdzie sprzedać swoich plonów. Od czasów embarga ponad połowę jabłek konsumpcyjnych wysyłaliśmy na Wschód. Niestety, nie zanosi się na to, żeby nasi politycy dogadali się i uruchomili ten rynek. Nie mamy co z tym pięknym towarem zrobić. Nasze gospodarstwa są na wysokim poziomie, doinwestowane sami sadownicy są wykształceni, niestety wszystko zanosi się na to, że to będzie zmarnowane. Nowe rynki, to są bajki. Umowy, jakie podpisano z Chinami są na 1 proc. naszej produkcji naszych jabłek – zaznacza Stanisław Szurek.

Organizatorem manifestacji jest Związek Sadowników RP.

Zuzanna Dąbrowska/RIRM

drukuj