fot. facebook.com

W Żaganiu odbyła się recertyfikacja Polskiej Ciężkiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej

Na terenie Ośrodka Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych w Żaganiu miało miejsce odświeżenie certyfikatu Polskiej Ciężkiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej.

USAR Poland to grupa poszukiwawczo-ratownicza przeznaczona do niesienia pomocy poza granicami kraju. 10 lat temu grupa otrzymała certyfikat INSARAG, czyli Międzynarodowej Grupy Doradczej ds. Poszukiwania i Ratownictwa ONZ.

– Ratownicy pochodzą z siedmiu różnych specjalistycznych grup poszukiwawczo – ratowniczych z terenu Polski – wyjaśnia dowódca USAR Poland st. kpt. Grzegorz Borowiec.

Grupa to nie tylko strażacy. To także specjalistyczny sprzęt oraz odpowiednio wyszkolone psy.

– Posiadamy sprzęt ratowniczy w dwóch bazach. Jest to baza w Małopolsce i w Warszawie oraz baza sprzętu sztabowego w komendzie głównej. W grupie mamy osiem psów ratowniczych, które przeznaczone są do lokalizacji osób poszkodowanych w pierwszej fazie działań, czyli wstępnego zlokalizowania, rozpoznania czy mamy osoby żywe – podkreśla st. kpt. Grzegorz Borowiec.

By utrzymać wysoki poziom szkolenia i wyposażenia grupy, potrzebne jest odświeżenie certyfikatu, czyli tzw. recertyfikacja. Ta odbywa się co pięć lat.

– Bycie członkiem ONZ zrzeszających grupy poszukiwawczo-ratownicze wymaga od nas spełnienia międzynarodowych standardów. Te standardy spełniliśmy i otrzymaliśmy certyfikat w 2009 roku. Jednym z wymogów ONZ jest również utrzymanie poziomu grupy – zarówno pod kątem wyposażenia, jak i doświadczenia grupy na wysokim standardzie określonym procedurami – podkreśla bryg. Marcin Kędra.

Na poligon w Żaganiu przyjechali eksperci i ratownicy z różnych stron świata.

– Musimy mieć pewność, że cały zespół ma takie same zasady, mówi tym samym technicznym językiem, musimy mieć pewność, że wszystko jest kompatybilne – taka nam przyświeca idea. Musimy czuć w pełni, że są wypracowane standardy, aby mieć pewność, że cały zespół z całego świata jest zdolny do wspólnej pracy – podkreśla lider medycznego zespołu klasyfikującego Milton Scheeder z Niemiec.

Dewey Perks z USA w czasie ćwiczeń obserwował, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Wyłapywał też pojawiające się problemy.

– Podejmując te działania, możemy – po tym, gdy jakiś kraj zostanie dotknięty jakimś nieszczęściem – udowodnić, że jesteśmy profesjonalną ratowniczą drużyną – wskazuje.

Takie ćwiczenia to z jednej strony standaryzacja działań ratowniczych, ale też wzajemna wymian doświadczeń – podkreśla Joseph Kaleda z USA.

– Korzyści płynące z tych ćwiczeń dla poszczególnych krajów to wzajemne uczenie się od siebie technik, najlepszych praktyk. To jest międzynarodowa platforma, ale najważniejsze jest to, że czego nauczymy się tutaj, zabieramy też do domu i wcielamy w narodowy system – zauważa.

Polacy mają bardzo cenne doświadczenia w niesieniu pomocy w różnych zakątkach świata – wskazuje lider zespołu klasyfikującego Katsube Tsukasa z Japonii.

– Czerpanie z polskich doświadczeń to jest bardzo dobra okazja dla zespołu klasyfikacyjnego, ponieważ Polacy angażowali się wielokrotnie w pomoc, między innymi w Haiti, w Nepalu. Mają naprawdę bardzo dobre doświadczenia – podkreśla.

Strażacy byli poddawani wielu próbom, które obejmowały między innymi działania poszukiwawcze z wykorzystaniem psów i sprzętu technicznego, wykorzystanie technik linowych i udzielania pierwszej pomocy przedlekarskiej.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj