PAP/EPA

W Wielkiej Brytanii i Holandii odbyły się wybory do Parlamentu Europejskiego

Rozpoczęły się wybory do Parlamentu Europejskiego. Jako pierwsi do urn ruszyli mieszkańcy Wielkiej Brytanii i Holandii. W większości krajów, w tym w Polsce, wybory zostaną przeprowadzone w niedzielę 26 maja.

W tym tygodniu mieszkańcy krajów zrzeszonych w UE wybierają 751 posłów do Parlamentu Europejskiego, którzy będą ich reprezentować do 2024 r. Jako pierwsi o przyszłości, jakiej pragną dla Unii Europejskiej, zdecydowali Anglicy i Holendrzy.

Brytyjczycy są podzieleni – część jest sfrustrowanych przedłużającym się zamieszaniem wokół Brexitu.

– Jeśli w końcu wyjdziemy z Unii, to organizacja wyborów jest najbardziej bezsensownym marnotrawstwem pieniędzy – powiedział brytyjski wyborca.

Do urn ruszyli także Holendrzy.

– Jest bardzo ciekawa sytuacja w państwach germańskich Europy. Najpierw u naszych zachodnich sąsiadów wygenerowała się Alternatywa dla Niemiec, która jest partią antysystemową, teraz w Holandii Forum Demokratyczne zyskuje na popularności. W obu przypadkach jest to popularność kilkunastoprocentowa. Mamy nowe ruchy polityczne, które już nie są izolowane, tylko działają na płaszczyźnie demokratycznej jako realna siła polityczna – mówił dr Aleksander Kozicki.

We Włoszech prawdopodobnie górę weźmie prawicowa partia Salviniego. We Francji Emmanuel Macron stanie przed pierwszym testem wyborczym, odkąd został prezydentem, a słabe wyniki socjaldemokratów w Niemczech mogą oznaczać koniec dla koalicji zbudowanej przez Angelę Merkel. Ostatnio wzrosły też nastroje eurosceptyczne.

– Skrajnie prawicowe partie, które są bardzo krytyczne wobec integracji europejskiej, stają się coraz większą siłą polityczną w Europie i nie tylko ograniczają się do pojedynczych krajów. Te partie mogą stać się trzecią siłą w Parlamencie Europejskim, co może skutkować zablokowaniem niektórych decyzji w Europie – wskazał prof. David Crekemans, politolog z Antwerpii.

Wydaje się, że mamy do czynienia z pewnym przebudzeniem – zaznaczył dr Aleksander Kozicki.

– Ludzie, nie mogąc swojej przyszłości opierać o ruchy postępowe, procesy laicyzacyjne, procesy przekierowania Europy na tory lewicowe, widzą nonsens tego typu działań. Ci ludzie próbują wracać do korzeni, próbują określać się w kontekście swoich przodków i swoich przeszłości. Trudno w tej chwili powiedzieć, jaki będzie skutek tego typu myślenia, ponieważ wartościowania mają to do siebie, że często trwają długo, a mentalność człowieka zmienia się bardzo stopniowo – mówił politolog.

Wybory do Parlamentu Europejskiego potrwają cztery dni. Wyniki z państw, które jako pierwsze zorganizowały głosowanie, nie będą publikowane. Zostaną ogłoszone dopiero w niedzielę po godz. 23.00, czyli po zakończeniu wyborów we wszystkich unijnych krajach.

TV Trwam News/RIRM

drukuj