fot. Robert Sobkowicz/Nasz Dziennik

W ubiegłym roku w Polsce powstało prawie 700 tys. nowych miejsc pracy

W ubiegłym roku w Polsce powstało prawie 700 tysięcy nowych miejsc pracy. To rekordowy wynik.  Równocześnie w tym czasie zlikwidowano najmniej etatów. Ekonomiści przekonują, że to efekt dobrej koniunktury gospodarczej w naszym kraju.

Dobra koniunktura gospodarcza skutkuje widocznymi zmianami na rynku pracy.

„W 2017 roku w firmach zatrudniających co najmniej jedną osobę powstało aż ponad 694 tys. nowych miejsc pracy” – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

To rekordowy wzrost w Polsce odkąd badane jest zapotrzebowanie na pracowników. W porównaniu do roku 2016, nowa liczba miejsc pracy wzrosła o 12,2 procent. To skutek dwóch zasadniczych czynników – zauważa ekonomista Conrad Gadomski.

– Otoczenie międzynarodowe, mamy bardzo dobre wieści dotyczące gospodarki płynące z USA oraz z Zachodniej Europy, co w oczywisty sposób odbija się na gospodarce polskiej. Z drugiej strony mamy czynnik wewnętrzny, czyli skłonność przedsiębiorców do inwestowania – wskazuje ekonomista Conrad Gadomski.

Najwięcej nowych miejsc pracy powstało w województwach mazowieckim, śląskim i wielkopolskim. Pracodawcy poszukiwali pracowników przede wszystkim w handlu, przemyśle i budownictwie.

Nowe miejsca pracy powstały między innymi w firmie Tomasza Balcerowskiego, produkującej domy.

– W zeszłym roku zatrudnienie w naszej firmie wzrosło o kilkanaście osób. Pracownicy jak najbardziej są potrzebni, są pożądani przez pracodawców – mówi Tomasz Balcerowski, prezes przedsiębiorstwa produkującego domy.

Jednocześnie w 2017 roku zlikwidowano najmniej miejsc pracy w porównaniu do lat ubiegłych. Nie przełożyło się to na wzrost bezrobocia, gdyż w 2017 roku liczba osób bez pracy systematycznie malała.

Maciej Sałdacz z Powiatowego Urzędu Pracy we Wrocławiu potwierdza, że liczba ofert pracy wciąż rośnie.

– Obecnie łatwiej osobie szukającej pracę znaleźć tę pracę, niż pracodawcy znaleźć pracowników, szczególnie wtedy, gdy poszukuje ich w większej liczbie. Występuje tu pewna dysproporcja. Mówi się o tzw. rynku pracownika – zaznacza Maciej Sałdacz z Powiatowego Urzędu Pracy we Wrocławiu.

Dlatego na rynku pracy poprawiła się sytuacja osób już zatrudnionych – podkreśla ekonomista Conrad Gadomski.

– Poprawiają się warunki pracy, jest większa możliwość negocjacji ze strony pracownika umowy o pracę – taka, jaka będzie należna pracownikowi, jaka mu odpowiada, jaką chciałby sobie wynegocjować. Pracodawcy muszą być wobec tego bardziej elastyczni dla pracownika – mówi ekonomista Conrad Gadomski.

Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska przekonuje, że wraz ze zmianami na rynku pracy, rosną również wynagrodzenia.

– Jesteśmy w innej sytuacji, niż byliśmy jeszcze 10 czy 12 lat temu. Poprawiają się jednak te wynagrodzenia. Oczywiście zawsze możemy mówić, że mogłoby być lepiej – wskazuje minister Elżbieta Rafalska.

Według analiz Narodowego Banku Polskiego, w ubiegłym roku wynagrodzenia wzrosły średnio o 5,3 procent. W ciągu najbliższych trzech lat mają rosnąć w tempie około siedmiu procent. Nie we wszystkich jednak firmach pracownicy mogą liczyć na podwyżki.

Także w wielu urzędach nie ma wzrostu wynagrodzeń. W administracji publicznej pensje nie zmieniały się od 2010 roku. Dopiero w 2016 roku rząd Beaty Szydło przeznaczył na ten cel dwa miliardy złotych, a rok później kolejne 1,4 miliarda złotych.

Dr Jarosław Wąsowicz z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach wskazuje na potrzebę wprowadzenia zmian w zasadach wynagradzania  pracowników administracji publicznej.

– Uzależnienie przyrostu wynagrodzeń oczekiwanych przez pracowników administracji od ich wyników pracy, czyli nie na zasadzie wszystkim po równo, tylko proporcjonalnie do wkładu – mówi dr Jarosław Wąsowicz.

Jak podaje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w drugim kwartale zatrudnienie w Polsce ma jeszcze wzrosnąć. Szacuje się, że przynajmniej o 10 procent.

TV Trwam News/RIRM

drukuj