W Toruniu manifestowali pracownicy Energi

W Toruniu, pod hasłem: „Brońmy miejsc pracy w Enerdze” odbyła się manifestacja pracowników zakładu i ich rodzin. Protest rozpoczął się w południe przed toruńską siedzibą Energi.

Manifestanci przemaszerowali ulicami miasta na pl. Teatralny, gdzie w Urzędzie Marszałkowskim złożyli petycję. Następnie w Urzędzie Miasta przekazali listę z postulatami związkowymi. Tam też, przed budynkiem, ok. godz. 15 zakończono protest.

Manifestujący stają dziś w obronie pół tysiąca pracowników Energi, którzy już wkrótce mają stracić pracę. Nie zgadzamy się z decyzją zarządu – mówi Józef Adamczewski przewodniczący Solidarności w Enerdze Toruń.

– Pracownicy spółek prac na sieci zostali oszukani i okłamani przez zarząd operatora, który wydzielał ich do tej spółki. Już prawie półtora roku temu obiecano im, że będą mieli miejsca pracy, że spółka będzie istniała, że będą inwestycje, że będą się rozwijali. Teraz im zameldowano, że niestety w Enerdze nie ma pieniędzy na inwestycje i pracownicy muszą być zwolnieni. Próbuje im się dawać programy dobrowolnych odejść. Załoga nie chce odchodzić z pracy, człowiek bez pracy nie może żyć – powiedział Józef Adamczewski.

Związkowcy wyjaśniają, że ze względu na zabezpieczenie energetyków umową społeczną na kilka najbliższych lat, zakład proponuje im wysokie odprawy finansowe. I tak zmniejszając zatrudnienie o 500 osób, Energa ma przeznaczyć 50-100 mln zł. Przypomnijmy, że roczne zyski tego koncernu za ubiegły rok to 400 mln.

Zarząd zakładu tłumaczy decyzję efektywnością ekonomiczną; chce dawać zlecenia firmom zewnętrznym, które wg opinii zarządu wykonują te same prace o kilkadziesiąt proc. taniej. „Doświadczonych energetyków zastępuje się pracownikami niewykwalifikowanymi i najtańszymi na rynku. W efekcie dochodzi do wypadków na sieci energetycznej. Jeden z nich był śmiertelny” – przypomina Józef Adamczewski.

– We wrześniu na sieci energetycznej zginął nasz kolega Paweł. De facto ta śmierć nie powinna się zdarzyć. Nie tylko u nas, ale w Polsce, procedury zabijają ludzi. Paweł zginął właśnie ze względu na stosowane przez zarząd procedury, które mówią tylko o jednym: ekonomia, ekonomia i jeszcze raz ekonomia. Ja rozumiem – prawa rynkowe są jakie są, w Polsce teraz jest gonitwa za pieniędzmi. Pojawia się jednak pytanie: ile w końcu ten pracownik, ten robotnik w Polsce ma zarobić? Nie wiem, czy 2,50? To jest również już za dużo. Chyba jeszcze chcą, żebyśmy byli konkurencyjni nie z pracownikiem chińskim, ale chyba już z wietnamskim – dodał Józef Adamczewski.

Grupa Kapitałowa ENERGA S.A. to jeden z największych w Polsce dystrybutorów energii elektrycznej. Zatrudnia około 10 tys. pracowników. Prąd dostarcza do około 3 mln gospodarstw.

RIRM

drukuj