W stylu ubeckiego donosu

Wysłany w środę list Klubu Poselskiego Ruchu Palikota do ambasadora Federacji Rosyjskiej w Polsce jest przykładem tego, jaką rolę w Polsce i w naszej polityce odgrywa ta formacja.

 
Rzeczywiście przed meczem Polska – Rosja doszło do pożałowania godnych wypadków, które wynikają głównie z tego, że państwo polskie – jak to niestety często ostatnio się zdarzało – nie stanęło na wysokości zadania. Gdyby jego instytucje, w tym prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, oraz przedstawiciele organów centralnych: Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz policji, dbały o podstawową rzecz – przestrzeganie naszego prawa, zapewne nie doszłoby do takich zamieszek. Przecież symbole komunistyczne są w Polsce zakazane, podobnie jak picie alkoholu w miejscach publicznych, więc od samego początku trzeba było rosyjskim kibicom przedstawić jasne zasady – co wolno, a co nie, i je egzekwować. W dodatku część mediów podgrzewała atmosferę, tak jakby chciała, aby podczas Euro 2012 w Polsce doszło do incydentów. Możemy w tej sytuacji być zadowoleni, że skończyło się w zasadzie na drobnych potyczkach. W Wielkiej Brytanii, Holandii czy Niemczech przed takimi meczami zdarzają się znacznie silniejsze rozruchy.
Przedstawianie tych wydarzeń jako czegoś niezwykłego wynika z niechęci różnych środowisk na Zachodzie, w tym mediów, do Polski. Natomiast w naszym kraju czymś wyjątkowym – gdy mówimy o stanie demokracji – jest istnienie Ruchu Palikota. To właśnie wyróżnia nas negatywnie. Formacja ta spełnia w gruncie rzeczy funkcję, jaką realizują rosyjscy kibole, czyli prowokatora. Celem Palikota, co widzimy już od lat, jest rozbijanie polskiego społeczeństwa, jego solidarności, i podważanie podstawowych norm, autorytetów, sianie niepokojów, wywoływanie konfliktów i granie na najniższych instynktach. Jest on niestety wspierany w tym przez media prorządowe. Pytanie tylko, gdzie są granice. Po katastrofie smoleńskiej sądziłem, że po wcześniejszych, skandalicznych atakach na prezydenta Lecha Kaczyńskiego Palikot w ogóle zniknie z przestrzeni publicznej. Tymczasem on zniknął tylko na kilka dni. Potem został reaktywowany. Jest temu winna niestety również część naszego społeczeństwa, która poparła go w ostatnich wyborach parlamentarnych. W przesłanym do rosyjskiego ambasadora liście Palikot próbuje ratować nieudaną prowokację. Chodziło bowiem o to, by doprowadzić do spięć na większą skalę, a potem zrzucić winę za nie na środowiska opozycyjne, i następnie sięgnąć po środki represyjne wobec nich. Ponieważ to się nie udało, Palikot wysłał ten list, pisany w stylu ubeckiego donosu, który jest fałszywą denuncjacją na powszechnie szanowane w środowiskach patriotycznych katolickie radio, Stowarzyszenie Solidarni 2010 czy partię opozycyjną, niemające nic wspólnego z zamieszkami, do przedstawiciela obcego państwa.
Jeśli więc za coś powinniśmy się wstydzić, to nie za owe godne ubolewania zamieszki przed meczem – niech się nimi zajmie wymiar sprawiedliwości. Jako Polacy, wyborcy i obywatele powinniśmy się wstydzić za obecność takich ludzi jak Janusz Palikot i jego współpracownicy pośród nas i w Sejmie. Ich miejsce jest gdzie indziej.


Autor jest socjologiem, wykłada na Uniwersytecie w Bremie.

drukuj