fot. youtube.com

W. Gadowski: Mamy tak „silne” państwo, że nie potrafi poradzić sobie z niejaką Kozłowską

Mamy tak „silne” państwo, że nie potrafi poradzić sobie z „dziewicą ze wschodu”, czyli z niejaką Kozłowską. Kozłowska objeżdża teraz w takim obfitym tournée całą Europę, wszędzie wjeżdżając i plując na Polskę. (…) Polskie państwo składa zastrzeżenie, żeby nie wpuszczać „dziewicy ze wschodu” do strefy Schengen, a strefa Schengen ma to serdecznie w nosie, bo można – mówił w swoim „Komentarzu tygodnia” red. Witold Gadowski.

Dziennikarz w początkowej części swojego komentarza odniósł się do tzw. afery taśmowej. Wyjaśnił, co było przyczyną tego, iż Marek Falenta zdecydował się nagrywać rozmowy polityków i biznesmenów m.in. w restauracji „Sowa i przyjaciele”.

– Jako metodą biznesową posługiwał się nielegalnym gromadzeniem nagrań, szantażowaniem, wywieraniem presji za pomocą nagranych rozmów i informacji. W momencie, gdy przyszło mu do głowy, że będzie handlował węglem, zaczął zawierać kontrakty z Rosjanami i sprowadzał z Rosji bardzo dużo węgla, aż popadł w zadłużenie ponad 20 mln złotych za niezapłacony transporty węgla. Jak Państwo wiecie, zadłużenie wobec Rosjan to nie jest zabawa. Zaczął gwałtownie szukać sposobu na zrobienie szybkiego i zyskownego biznesu. Wtedy przyszło mu do głowy, że taki biznes zrobi z panem Kulczykiem. (…) Pan Marek Falenta zorientował się, że pan Kulczyk (…) miał w planie położenie ręki na Ciechu, zakup państwowego przedsiębiorstwa Ciech. Pan Falenta się o tym dowiedział i postarał się w ten biznes wejść. Jak? Nagrywając. (…) Przekupił, a właściwie przekonał dwóch kelnerów wizją przyszłych zysków – tłumaczył Witold Gadowski.

Publicysta opisał także sposób, w jaki powstawały nagrania z „Sowy i przyjaciół”. Kelnerzy działali w najprostszy z możliwych sposobów – podkreślił.

– Przychodzili prominentni ludzie, funkcjonariusze BOR sprawdzali pomieszczenia – podsłuchów nie było. Ale potem zaczynało się ucztowanie, a w miarę ucztowania zaczynało się poluźnianie pasa i przelewanie przez grdykę różnych napojów. W pewnym momencie kelnerzy – czy to w koszu z pieczywem czy też w jakimś innym naczyniu – wnosili sprzęt do nagrywania i nagrywali rozmowy, po czym wynosili to, ale panom BOR-owcom nie przyszło do głowy, żeby sprawdzać kelnerów, którzy wchodzą na salę z potrawami, żeby chociażby sprawdzić wykrywaczem, czy tam nie wnoszą jakiegoś świństwa. I tak to wnosili, a potem wynosili i szybko przekazywali – wyjaśnił autor „Komentarza tygodnia”.

Redaktor zwrócił uwagę, że do tej pory nie ujrzały jeszcze światła dziennego najciekawsze nagrania dokonane przez kelnerów.

– Chodzi m.in. o nagranie rozmowy pana Pawła Grasia z panem Janem Kulczykiem, a także – nazwijmy to – rozmowy pani Dominiki Kulczyk z panem Markiem Wawrzynowiczem. Tych materiałów jeszcze nie ma. Dlaczego nie ma? One są wymienione  w materiałach śledczych. Nie zostały także opisane zbyt szeroko przez media. (…) Wyszły nagrania kompromitujące polityków Platformy Obywatelskiej, SLD. Ostatnio wyszły nagrania niezbyt dobrze pokazujące premiera Mateusza Morawieckiego, ale nie wyszły najważniejsze nagrania – nie wyszły rozmowy biznesowe, jakie były prowadzone przed prywatyzacją Ciechu – zaznaczył dziennikarz.

Witold Gadowski nawiązał też do odkupienia przez Polski Fundusz Rozwoju od Mid Europa Partners 99,77 proc. akcji Polskich Kolei Linowych SA.

– To taki syndrom żony alkoholika. Alkoholikiem obsadzimy w tym krótkim dramacie koalicję PO-PSL, alkoholikiem, który był uzależniony od prywatyzacji, ponieważ miał ciągłą dziurę budżetową i musiał ją zasypywać nagłymi pieniędzmi przychodzącymi z prywatyzacji, choćby niedużymi. W myśl takiego panicznego działania alkoholika, który wynosi z domu srebra rodowe i sprzedaje je po lombardach i gdzie się da, zostały sprzedane Polskie Koleje Linowe, które kosztowały ok. 215 mln złotych. (…) Kura, która znosiła złote jaja, została sprzedana przez alkoholika za drobne pieniądze. Ale przyszły rządy PiS, czyli przyszła żona alkoholika, która chce skupić te wszystkie rozsiane srebra rodowe, żeby z powrotem wróciły do domu. (…) Ta żona alkoholika wyciąga ostatnie grosze, żeby tylko odkupić to, co tanio zostało sprzedane. Polski Fundusz Rozwoju (…) odkupił akcje PKL, ale za sumę prawie 500 mln złotych – mówił publicysta.

Autor „Komentarza tygodnia” skrytykował polskie państwo za brak działań w celu uniemożliwienia przez Ludmiłę Kozłowską, szefową Fundacji Otwarty Dialog, wystąpień w różnych krajach UE, podczas których atakuje ona Polskę.

– Mamy tak „silne” państwo, że nie potrafi poradzić sobie z „dziewicą ze wschodu”, czyli z niejaką Kozłowską. Kozłowska objeżdża teraz w takim obfitym tournée całą Europę, wszędzie wjeżdżając i plując na Polskę. (…) Jak się czują dzisiaj strażnicy cnoty Kozłowskiej, kiedy ona jeździ od Strasburga, przez Brukselę, Berlin, Londyn i pluje na Polskę, ile tylko wlezie. Ale to też pokazuje, jak „silne” jest polskie państwo, skoro nie może zablokować występów jednej „dziewicy wschodniej” w Europie. Polskie państwo składa zastrzeżenie, żeby nie wpuszczać „dziewicy ze wschodu” do strefy Schengen, a strefa Schengen ma to serdecznie w nosie, bo można – zauważył redaktor.

Dziennikarz wskazał również, w jaki sposób można by postąpić wobec krajów, które umożliwiają wjazd na swój teren Ludmile Kozłowskiej.

– Gdybym był polskim premierem, wezwałbym na dywanik np. ambasadora belgijskiego i powiedział tak: słuchajcie no, kolego. Mamy tutaj biznesy belgijskie, flamandzkie, walońskie, które są w Polsce i wyciągacie stąd sporo pieniędzy. Od jutra wdrażamy kontrole – normalne, przewidziane prawem kontrole w waszych przedsiębiorstwach. Prawdopodobnie będzie to was kosztowało setki milionów euro. No chyba, że wiadomość o przyjeździe dziewicy Kozłowskiej do Brukseli jest tylko fake newsem. Taka rozmowa się powinna odbyć. Jak myślicie państwo, czy dziewica Kozłowska warta jest utratę przez belgijskich, niemieckich, brytyjskich czy francuskich przedsiębiorców setek milionów euro? Nikt palcem nie kiwnie dla takiej dziewicy, jeżeli będzie miał stracić pieniądze. Ale to w polskim rządzie, kto z polskich polityków jest w stanie tak postawić sprawę? – pytał Witold Gadowski.

RIRM

drukuj