fot. youtube.pl

W. Gadowski: Dziennikarstwo w TVP jest antyrzemiosłem

Napisał do mnie młody człowiek, który napadł mnie pod warszawskim IPN-em, krzycząc: „Kiedy przeprosi pan pana Bortkiewicza?” Ten młody człowiek, tknięty jakimś wyrzutem sumienia, napisał do mnie list. Ten list mnie poraził. Opowiada o obyczajach, jakie panują teraz w Telewizji Publicznej – powiedział w „Komentarzu Tygodnia” publicysta Witold Gadowski.

Georgette Mosbacher wystosowała list do premiera Polski Mateusza Morawieckiego w sprawie reportażu „Superwizjera” TVN o neonazistach, którzy obchodzili w lesie urodziny Adolfa Hitlera. Pojawiły się bowiem oskarżenia, że materiał był zwykłą ustawką. Sprawa jest badana przez prokuraturę.

– Pani Mosbacher postanowiła zostać nagle dyplomatą. Napisała list niczym do nadzorców Bantustanu – „to wolno, a to nie wolno”. Podniosła się fala krytyki działań „Superwizjera” TVN; ludzi, którzy stworzyli reportaż o neonazistach. Pani Mosbacher uznała, że musi zainterweniować. Pani Georgette Mosbacher, której intelektu bym nie przeceniał, pisze impertynencki list do premiera rządu Rzeczpospolitej. To już druga ambasador, która poniża Polskę. Pierwszą była Anna Azari, która po wystąpieniu w Oświęcimiu powinna być wyrzucona z Polski na zbity pysk. Nie można pozwolić sobie na to, żeby nas obrażano na naszej ziemi, żeby z nas drwiono, kpiono i pouczano – podkreślił Witold Gadowski.

W ubiegły piątek miała się odbyć pierwsza rozprawa sądowa Witolda Gadowskiego przeciwko koncernowi medialnemu Ringier Axel Springer. Ostatecznie została ona odwołana i przełożona.

– A raczej reprezentantami koncernu, kancelarią „Kochański, Zięba i Partnerzy”. Miała się odbyć pierwsza rozprawa. Nie udało się jednak przeprowadzić tej rozprawy bez Gadowskiego – tak, jak poprzednich procesów. Tym razem Gadowski dowiedział się o rozprawie i przybył na salę. A wraz ze mną zjawił się tłum Polaków, którzy nie przyszli wychwalać Gadowskiego, bo byłaby to próżna chwała. Przyszli walczyć o wolność słowa, którą chce ograniczyć niemiecki koncern, w którym pracowali ludzie powiązani z nazizmem. Wiem, co mówię i wykażę to w procesie sądowym. Wstyd, że znalazła się kancelaria, która wysługuje się Niemcom – zaznaczył publicysta.

O procesie napisał portal TVP Info, określając Witolda Gadowskiego jako „byłego dziennikarza TVN-u”.

– Po moim procesie sporządzono notatkę, w której napisano o mnie „były dziennikarz TVN-u”. Jestem tak samo byłym dziennikarzem TVN-u, jak „Czasu Krakowskiego”, „Gazety Polskiej” czy wielu innych firm. Ta notatka skłoniła mnie do zastanowienia się nad rzemiosłem dziennikarskim, które jest tam uprawiane. Złym antyrzemiosłem. W tym czasie napisał do mnie młody człowiek, który napadł mnie pod warszawskim IPN-em, krzycząc: „Kiedy przeprosi pan pana Bortkiewicza?” Ten młody człowiek, tknięty jakimś wyrzutem sumienia, napisał do mnie list. Ten list mnie poraził. Opowiada o obyczajach, jakie panują teraz w Telewizji Publicznej – powiedział.

Treść listu (pisownia oryginalna):

„Szanowny Panie Redaktorze, przesyłam 2 zdjęcia- jedno jest powodem dla którego na naukę pracy w TV wybrałem TVP, drugie jest powodem dla którego za chwilę pewnie z niego odejdę. To ja podszedłem do Pana przed spotkaniem organizowanym przez IPN i to o mnie Pan pisze w swoim felietonie. Jako stażysta dostałem szansę nagrania pierwszej setki. I jak się okazało (na godzinę przed przewidzianą akcją) pytania dostałem na kartce a dotyczyły personalnych animozji i pretensji wobec pana wysuwanych przez grubą rybę z TVP. Chodziło o dobre osobiste i choć w gazetach znajduje się miejsce na przeprosiny i sprostowania to czy jest na to miejsce na wizji państwowej TV? Na moje obiekcje co do formy pytań i ich zasadności usłyszałem od szefa, że tak wygląda solidarność redakcyjna w firmie w której chcę pracować a poza tym Gadowski, tu cytat; „napierdala żonę”. Zmroziło mi krew bo to iście ubeckie metody szczucia na ludzi. Ocenzurowałem pytania i starałem się jak najszybciej odwalić robotę by móc w przyszłości pójśc z mikrofonem w celu informacyjnym, nie personalnym interesie któregoś z prezesów. Nie było mi łatwo doświadczyć gniewu człowieka którego szanuje i markować twarzą takie zabiegi i tu podziękuję za wyrozumiałość jaką pokazał Pan redaktor na miejscu akcji jak i w felietonie opublikowanym po wszystkim. Bo rzeczywiście to raczej margines podejrzanych osobistości psuje atmosferę w TVP. Nie sprzedam tu broni audytorium TVN, głosowałem na PiS a poglądów broniłem w często niewygodnych okolicznościach o czym wiedzą moi znajomi. Wybrałem TVP również z powodu, iż mój ojciec jest w tej firmie operatorem kamery od dekad i mam sentyment, jest to też, myślałem, firma o innych standardach niż TVN. Po tym co się stało podczas niedoszłego procesu z niemieckim koncernem, to maluczkie politykierstwo TVP INFO i strzelanie w plecy do swoich, do osób odważnie uderzających w problem oligarchii medialnej niewolącej opinię publiczną w Polsce na poważnej bitwie, nie zależy mi już specjalnie na tej pracy i mam w poważaniu quasi mafijną lojalność do firmy która tak podchodzi do młodych dziennikarzy. Że tak się wyrażę, tego na studiach mnie nie uczyli. Choć nadal uważam że na wojnie z wspomnianą oligarchią, TVP to poważna broń, nie można oddawać jej w ręce podejrzanych osób. Nie była to jedyna nietypowa propozycja stażu i współpracy jaką w firmie otrzymałem. Myślę, że ta broń byłaby poważniejsza z Łowcą Smoków na pokładzie, bez obniżek wypłat dla operatorów, z mniejszą dawką disco polo i koteryjnego politykierstwa, konkurowania na płaszczyźnie komercyjnej a z pamięcią o misji. Moim nowym szefem został były głos Big Brothera, tak będę się uczył reportażu. Co do nazwania Pana byłym dziennikarzem TVN (zdaje się współpracował Pan z Trwam, TVP jak i TVNem?) to czy Big Brother nie jest zamierzchłym hitem TVN?

Z wyrazami szacunku przepraszam, kibicuję i życzę nieustępliwości. Jeśli za chwilę będę szukał pracy to przynajmniej z czystym sumieniem”.

W „Komentarzu Tygodnia” Witold Gadowski odniósł się także do afery wokół KNF.

– NBP jest w poważnych tarapatach, ponieważ rząd wymusza od niego postępowanie wobec banków, którego tak naprawdę NBP zrobić nie może. Nie jest tak różowo, jeśli chodzi o finanse, jak opowiada nam rząd. Ostrzegam rząd przed ratowaniem banków pana Czarneckiego kolejnymi kredytami. Nie tędy droga – wskazał Witold Gadowski.

RIRM

drukuj