fot. Paweł Skraba

W Bydgoszczy odbył się pierwszy Memoriał Ireny Szewińskiej

W Bydgoszczy polscy lekkoatleci uczcili pamięć o Irenie Szewińskiej. Po raz pierwszy odbył się mityng dedykowany wybitnej sprinterce. W rywalizacji nie zabrakło medalistów największych imprez.

To pierwszy memoriał Ireny Szewińskiej, najwybitniejszej postaci w historii polskiej lekkiej atletyki.

– Była to tak naprawdę polska, to jest polska ikona sportu – podkreśliła Justyna Święty-Ersetic, mistrzyni Europy w biegu na 400 m.

Łącznie wywalczyła siedem medali olimpijskich, w tym trzy złote – kolejno na igrzyskach w Tokio, Meksyku i Montrealu.

– To jest kawał polskiej historii lekkiej atletyki – zaznaczył Adam Kszczot, zwycięzca biegu na 800 m.

Adam Kszczot na memoriał Ireny Szewińskiej przyjechał także po to, by upamiętnić wybitną polską sprinterkę. W Bydgoszczy wygrał bieg na 800 m., ale w tym sezonie celuje w coś więcej.

– Forma widać, że jest, że to wszystko idzie do przodu. W tym sezonie bardzo chcę pobiec rekord Polski. Szybciej niż nawet 1:43 – zadeklarował Adam Kszczot.

Główną imprezą tego sezonu są mistrzostwa świata. Wcześniej trzeba wywalczyć minima. I to już wczoraj udało się Justynie Święty-Ersetic oraz Idze Baumgart-Witan. Żadna z nich nie wygrała jednak biegu na 400 m.

– Troszeczkę szkoda, że przegrałam na samej mecie z zawodniczką, ale przyznam się, że kompletnie się jej nie spodziewałam. Wyskoczyła mi zza pleców – mówiła Justyna Święty-Ersetic.

– Tak naprawdę musimy robić kilka rzutów formy, bo tutaj na początku, żeby zrobić minima. Kolejny to drużynowe mistrzostwa Europy, które odbędą się w Bydgoszczy – wskazała Iga Baumgart-Witan.

I kolejny to mistrzostwa świata w Katarze. Do faworytów rywalizacji będą należeć polscy młociarze. Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki przekroczyli w Bydgoszczy 80 m. Lepszy był jednak ten drugi.

– Jeżeli uda mi się od początku do końca zrobić to, co powinienem, to myślę, że koło życiówki albo życiówkę, jestem w stanie się zakręcić – ocenił Wojciech Nowicki.

Michał Haratyk w pchnięciu kulą wygrał i otarł się o magiczną granicę 22 m.

– Żeby się liczyć, trzeba pchać 22 m, bo na świecie kilka osób tak pcha. Na medale, to trzeba by było umieć tak pchać wtedy, kiedy trzeba, żeby być przygotowanym na takie odległości – mówił Michał Haratyk.

Tym razem słabiej spisał się drugi z polskich faworytów Konrad Bukowiecki. Kolejny sprawdzian formy czeka Polaków w trakcie memoriału Janusza Kusocińskiego.

TV Trwam News/RIRM

drukuj