fot. PAP/EPA

W Berlinie o sytuacji na Ukrainie

W Berlinie odbyło się spotkanie szefów dyplomacji Rosji, Ukrainy, Francji i Niemiec. Dotyczyło ono sytuacji po wtargnięciu na Ukrainę rosyjskich pojazdów opancerzonych.

Szef MSZ Niemiec Frank-Walter Steinmeier powiedział, że celem berlińskiego spotkania jest rozważenie sposobów doprowadzenia do zawieszenia broni we wschodniej Ukrainie. Sytuacja jest nadal trudna – przyznał.

„Dziś wieczorem na pierwszym planie nie jest humanitarny konwój (…), lecz dyskusja z partnerami o tym, czy istnieje realistyczny i odporny na wstrząsy sposób, prowadzący do rozejmu ” – powiedział Steinmeier przed spotkaniem. Dodał, że jedną z ważnych kwestii będzie sprawa zabezpieczenia granicy rosyjsko-ukraińskiej, by powstrzymać dostawy broni i ludzi na Ukrainę.

W berlińskim spotkaniu nie uczestniczy jednak przedstawiciel Polski, która jest sąsiadem zarówno Rosji jak i Ukrainy. Dariusz Sobków, były ambasador tytularny Polski przy UE, zauważa, że jest to już drugie ważne spotkanie ministrów spraw zagranicznych, w którym pomija się Polskę.

– Pierwsze miało miejsce w Paryżu po zakończeniu się fiaskiem słynnych rozmów w Kijowie na początku tego roku. Tam również wtedy na spotkanie paryskie nie zaproszono polskiego ministra spraw zagranicznych. To więc potwierdzenie tezy, że Trójkąt Weimarski nie obowiązuje w sprawach poważnych. Oznacza to, że dyplomacja zachodnia „używa” Polskę tylko w sytuacjach bardzo trudnych konfliktów ii starć ze stroną rosyjską – wtedy polscy ministrowie, politycy są dobrzy. Gdy natomiast trzeba rozstrzygać na najwyższym szczeblu europejskim kwestie Ukrainy, wówczas polskiego ministra się nie doprasza – zauważa dyplomata.

Tymczasem na Ukrainie nadal jest niespokojnie. W niedzielę separatyści zdołali zestrzelić ukraiński myśliwiec bojowy MiG-29, który uczestniczył w starciach na terenie Ługańska.

W odpowiedzi ukraińskie siły rządowe odbiły miasto Żdanowska w obwodzie donieckim oraz  przejęły posterunek milicji w Ługańsku. W mieście tym sytuacja mieszkańców jest dramatyczna. Blisko dwa tygodnie mają odcięty dopływ prądu, wody i łączności.

Ludność cywilna czeka na pomoc humanitarną, która napływa zarówno z Kijowa jak i z Moskwy. Kontrowersyjny biały konwój, czyli rosyjski transport pod egidą  międzynarodowego komitetu czerwonego krzyża zaakceptowała strona ukraińska. 16 kamazów miało już przekroczyć granicę.

RIRM 

drukuj