USA: 21,5 mln osób ofiarami kolejnego ataku hackerskiego

Hakerzy, którzy włamali się do bazy danych amerykańskich urzędników, wykradli poufne informacje dotyczące ok. 21,5 mln osób, w tym małżonków i dzieci tych pracowników – poinformował w czwartek rząd. O atak podejrzewane są Chiny.

19,7 mln osób spośród 21,5 mln osób to ci, których dane, w tym karalność, zostały zweryfikowane przez władze. Pozostałe osoby to małżonkowie, dzieci lub współlokatorzy kandydatów na stanowiska rządowe.

Jak podała w komunikacie rządowa agencja ds. personelu (Office of Personnel Management – OPM), atak hackerski najprawdopodobniej dotyczy wszystkich osób, których dane były weryfikowane po 2000 roku.

Wykradzione zostały m.in. o numery ubezpieczenia społecznego i raporty z rozmów o pracę przeprowadzanych przez pracowników OPM. Piraci internetowi uzyskali dostęp do informacji o życiu osobistym ludzi, którzy przechodzili weryfikację, a także o ich zdrowiu psychicznym czy historii finansowej. Wykradziono informacje o związkach czy znajomych z zagranicy pracowników wojska, Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) i osób na ważnych stanowiskach w Departamencie Stanu. Hakerzy przejęli też bazę z odciskami palców 1,1 mln ludzi.

Amerykańskie władze podkreślają, że incydent ten był „odrębny, ale powiązany” z wykradzeniem przez hakerów danych 4,2 miliona obecnych i byłych pracowników federalnych, o czym poinformowano na początku czerwca.

Wiele osób padło ofiarami obu tych ataków, do których doszło w 2014 r. i na początku 2015 r. Łącznie dotkniętych nimi zostało 22,1 mln ludzi, czyli prawie 7 proc. ludności Stanów Zjednoczonych – podaje agencja Reutera.

Już po ujawnieniu pierwszego ataku amerykańskie media o wykradzenie danych oskarżały Chiny. Jednak administracja prezydenta Baracka Obamy unikała publicznego wskazywania na Pekin, nawet jeśli przedstawiciele władz prywatnie mówili, że za atakiem stał chiński rząd. Pekin te zarzuty nazywał „nieodpowiedzialnymi i bezpodstawnymi”.

Ataki hackerskie od dawna kładą się cieniem na relacjach na linii Waszyngton-Pekin. Pod koniec czerwca podczas spotkania w Waszyngtonie z wysokim rangą przedstawicielem władz Chin sekretarz stanu USA John Kerry wyraził „głębokie zaniepokojenie kwestiami cyberbezpieczeństwa” i mówił o wywoływanych przez ataki „stratach dla amerykańskich firm”.

PAP/RIRM

drukuj