Unijny budżet krzywdzący dla polskich rolników

Z mec. Januszem Wojciechowskim, deputowanym do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Marta Milczarska

Jak Pan ocenia dzisiejsze negocjacje unijne w sprawie budżetu na lata 2014-2020? Już teraz wiemy, że nasz kraj traci w części dotyczącej rozwoju obszarów wiejskich…

 – Wynegocjowany projekt budżetu Unii Europejskiej na lata 2014-2020 niesie ze sobą bardzo złe informacje dla polskiego rolnictwa. Polska nie tylko nie uzyskała wyrównania dopłat bezpośrednich dla polskich rolników – o co przecież rząd powinien się starać od dawien dawna, bo polscy rolnicy są dyskryminowani – ale zmniejszono jeszcze drugi filar, czyli środki przeznaczone na rozwój obszarów wiejskich. I to bez wątpienia są bardzo złe wiadomości dla polskiej wsi.

Politycy rządzącej koalicji jednak szczycą się, że fundusze na politykę rolną wzrosną z 26,9 mld euro w obecnej perspektywie finansowej do 28,5 mld euro w nowym budżecie?

 – Niestety negocjacjom w Brukseli towarzyszy kłamstwo. Ponieważ mówi się o zwiększeniu wydatków na rolnictwo w stosunku do poprzedniej perspektywy finansowej na lata 2007-2013, która jest nieporównywalna, gdyż była okresem przejściowym i dopłaty były świadomie zaniżone. Wynikało to z traktatu akcesyjnego. Dlatego też nie wolno tych okresów zestawiać. Porównywać można tylko to, co jest na 2013 rok, kiedy na polską wieś trafia z Unii Europejskiej ok. 5 mld euro, a w tej nowej perspektywie będzie to tylko 4 mld euro. Rząd się szczyci, że wynegocjował 28,5 mld euro, a żeby zachować obecny poziom finansowania, musiałoby to być 35 mld euro. Natomiast żeby wyrównać dopłaty do średniego unijnego poziomu, ta suma wyniosłaby  42 mld euro. Więc jest to klęska, a nie sukces. Rząd wynegocjował na politykę rolną 28,5 mld euro. W ciągu 7 lat rocznie przypada z tego ok. 4 mld euro. Tym samym polska wieś będzie miała każdego roku  ponad 1 mld euro mniej niż ma obecnie.

 A jak wygląda sytuacja  w innych negocjowanych obszarach?  

 – Niestety w innych aspektach i obszarach jest podobnie. Rząd, przystępując do negocjacji, ogłosił, że będzie się ubiegał o 300 mld zł. Krytycznie zaniżył pułap wymagań, pokazał jednocześnie, że nie jest ambitny i nie wymaga dla Polski wiele.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj