fot. PAP/EPA

UE zatwierdzi plan misji szkoleniowej w Mali

Szefowie MSZ państw UE zatwierdzą dziś w Brukseli plan wysłania wojskowej misji szkoleniowej do ogarniętego konfliktem Mali.  Nie będzie to misja bojowa, choć pierwotne plany muszą zostać dostosowane do nowej sytuacji – akcentują unijni dyplomaci.

Jednocześnie podkreślają, że konflikt z islamskimi partyzantami, którzy kontrolują północ kraju, stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa UE, bo kontrolowane przez rebeliantów terytorium może stać się „bezpieczną przystanią” dla islamskich radykałów z krajów europejskich.

Tymczasem już w najbliższy weekend dowódca misji ma udać się do Mali i ocenić nową sytuację, po eskalacji konfliktu z islamskimi partyzantami z północy kraju oraz zbrojnej interwencji Francji.

Plany misji szkoleniowej muszą bowiem zostać dostosowane do zmienionych okoliczności. Początkowo zamierzano przeszkolić cztery bataliony malijskiej armii, liczące po 650 żołnierzy, w Markali, 150 km na północny wschód od stolicy kraju, Bamako. Cała malijska armia liczy osiem batalionów.

Spośród państw europejskich na zbrojną interwencję w północnoafrykańskim kraju zdecydowała się Francja, która zwiększa liczebność swoich wojsk w Mali z 600 do 2,5 tysiąca.

Szef polskiego MSZ-etu Radosław Sikorski nie wykluczył udziału Polski w unijnej misji szkoleniowej w Mali. Na misję może wyjechać od 10 do 20 żołnierzy.

„Wiele wskazywało na to, że UE jest nie przygotowana do tego typu operacji wojskowych” – akcentuje były ambasador tytularny Polski przy UE Dariusz Sobków.

– Niestety sytuacja w Mali pokazuje, że nie ma wspólnej polityki obronnej w Unii Europejskiej. Nie ma sił szybkiego reagowania. Trzeba zabezpieczyć logistycznie sytuację i UE jest gotowa tylko zabezpieczać logistykę działań, a nie ma skoordynowanych sił wojskowych. Mimo, że od wielu dziesiątków lat formalnie istnieją struktury w UE, które koordynują działania sił wojskowych; niestety w przypadku konkretnym konfliktu zbrojnego, militarnego okazało się ze jest to nieprawda. Unia Europejska nie jest zdolna do wspólnego działania militarnie – powiedział Dariusz Sobków.

Powstaje pytanie – jakie wnioski ze swej słabości militarnej wyciągnie UE – dodaje Dariusz Sobków.

– Jedyną rzeczą którą w takiej sytuacji można robić, to pomoc policyjna, medyczna lub też szkolenie sił na miejscu. Inaczej mówiąc przystosowywanie lokalnych żołnierzy do działań które później mogą być implementowane na terytorium objęte działaniami zbrojnymi. Jest to tzw. misja wspomagająca działania lokalne. Natomiast nie jest to misja militarna. Unia Europejska jest niezdolna do podejmowania wspólnych działań militarnych i sytuacja w Mali to wykazała. Należy sobie zadać pytanie czy przy poważniejszym konflikcie u samych granic Unii Europejskiej, UE w końcu zdecyduje się na podjęcie realnych działań i jakie wnioski UE wyciągnie z tej swojej słabości militarnej.

RIRM 

drukuj