fot. PAP/EPA

UE zaostrza sankcje wobec Rosji

Unia nakłada kolejne sankcje na Rosję i przedłuża już obowiązujące. Nowa lista ma być przygotowana do 9 lutego. To odpowiedź na zaostrzenie ataków na wschodniej Ukrainie. Jawne używanie przez Rosję środków militarnych otwiera długofalowe zagrożenie dla Europy – ostrzega szef polskiego MON. Tomasz Siemoniak nie widzi żadnych przeszkód do sprzedaży broni dla Ukrainy przez polski przemysł.

Na Ukrainie trwa rozlew krwi, sytuacja humanitarna w Donbasie jest dramatyczna. Ukraińskie służby informują, że rosyjskie wojska ściągnęły mobilne krematoria.

– Tajne krematoria możliwe, że dla żołnierzy rosyjskich to jest skutek prowadzenia tajnej wojny przez Rosję – nieposzanowania ciał zmarłych żołnierzy. Rosja nie bierze odpowiedzialności za tych żołnierzy, których tam wysyła – mówi dr Marcin Paluch, historyk wojskowości.

W tej sytuacji Unia zaostrza sankcje wobec Rosji. Pytanie tylko czy są wystarczające i czy żaden kraj się z nich nie wycofa.

– W Niemczech, we Francji mamy do czynienia z potężnymi siłami ekonomicznymi, które przywykły do robienia lukratywnych interesów z firmami rosyjskimi, które są zainteresowane obniżaniem sankcji, zmniejszaniem presji ekonomicznej i to jest wyzwanie także o charakterze politycznym – zaznacza prof. Marek Pietraś, politolog.

Sytuacja naszego wschodniego sąsiada jest bardzo poważna.

– Jest coraz mniej perspektyw na pokojowe rozwiązanie kryzysu ukraińskiego; oceniam, że czekają nas w związku z tym bardzo ciężkie miesiące i lata, bo nieskrywanym celem Rosji jest zablokowanie europejskiej drogi Ukrainy. Ponieważ Rosja – również jawnie – używa środków militarnych do realizacji swojej polityki tworzy to długofalowe zagrożenia dla Europy – powiedział minister obrony narodowej, Tomasz Siemoniak.

Minister MON wierzy w NATO, a szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Mieczysław Gocuł zapowiada rozmieszczenie w naszym kraju grupy szybkiego reagowania sojuszu.

– Strona amerykańska rozmieści na terenie flanki wschodniej, bo tak nazywany to w NATO, w tym w państwach bałtyckich i na terytorium Rzeczypospolitej grupę brygadową ze swoim sprzętem – informuje gen. Mieczysław Gocuł, szef Sztabu Generalnego.

Także nasze niezbyt liczne wojsko będzie ćwiczyć w rytm planu wzmocnienia bezpieczeństwa.

– Wskazuje on na pierwszeństwo narodowego wysiłku obronnego jako gwarancji bezpieczeństwa Polski, podnosi intensywność ćwiczeń wojskowych o 30 proc. w porównaniu do ub. r., zakłada też wzrost wydatków obronnych do co najmniej 2 proc. PKB od 2016 – informuje minister Tomasz Siemoniak.

To za mało – wskazuje prof. Tadeusz Marczak.

– Rząd Donalda Tuska w 2007 roku zawiesił pobór do armii czego efektem jest to, że kolejne siedem roczników młodych mężczyzn nie potrafi strzelać.  Zlikwidowano armie do symbolicznej pod hasłem profesjonalizacji – prof. Tadeusz Marczak, kierownik Zakładu Studiów nad Geopolityką w Instytucie Studiów Międzynarodowych UWr.

Sto tysięcy żołnierzy zawodowych, którymi chwali się prezydent to armia papierowa. 

– Efektywnej armii takiej, która można wysłać do boju mamy tylko 20 tys. Mamy w chwili obecnej taką paranoiczna sytuację, mianowicie na najwyższych szczeblach politycznych toczy się dyskusję czy wysłać żołnierzy na Ukrainę, czy nie wysłać. Problem polega na tym, że my tych żołnierzy nie mamy – zaznacza prof. Tadeusz Marczak.

Nie jesteśmy w stanie obstawić całej naszej granicy, a w razie ataku ze wschodu samodzielna obrona to raczej kilka godzin, a nie tygodni.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj