fot. twitter.com/szczepan_wojcik

[TYLKO U NAS] Sz. Wójcik: Agencja zależna od pana Czabańskiego zamieściła bez zastanowienia list organizacji ekologicznych, celowo pomijając drugą stronę debaty

Organizacje ekologiczne, chcąc wzmocnić swój przekaz, zebrały pod przygotowanym przez siebie listem podpisy bardzo niewielkiej części środowiska naukowego, bo 130 osób to wcale nie jest tak dużo. Oczywiście Polska Agencja Prasowa, która w pełni zależna jest od pewnego orędownika likwidacji przemysłu futrzarskiego – pana Krzysztofa Czabańskiego – od razu to puściła u siebie, bez zastanowienia czy też sprawdzenia i przedrukowała ten list, po raz kolejny pomijając celowo drugą stronę debaty – powiedział w rozmowie z Radiem Maryja Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej i hodowca zwierząt futerkowych.

Szczepan Wójcik odniósł się do opublikowanego przez PAP listu, podpisanego przez 130 naukowców, dotyczącego likwidacji ferm futrzarskich. List przesłali Agencji przedstawiciele fundacji „Otwarte Klatki”.

Wśród sygnatariuszy listu są m.in. przewodniczący Polskiego Towarzystwa Etycznego prof. Tadeusz Gadacz z AGH w Krakowie, a także dziekani wydziałów biologicznych na Uniwersytecie Warszawskim (prof. Agnieszka Mostowska) i Zielonogórskim (prof. Beata Gabryś). Pod listem podpisali się też przyrodnicy, etycy, filozofowie czy socjologowie.

Żaden z naukowców, którzy podpisali się pod listem, nie zajmuje się bezpośrednio ani pośrednio hodowlą zwierząt na futra – zwrócił uwagę prezes Instytutu Gospodarki Rolnej. Co ciekawe, zupełnie inne stanowisko przedstawiają uczeni, zajmujący się na co dzień badaniem i hodowlą zwierząt na futra.

– Naukowcy, skupieni wokół kilkudziesięciu polskich uczelni, w tym siedmiu uczelni specjalistycznych, zajmujących się naukowo badaniem i hodowlą zwierząt na futra, wyrażają przecież w tej sprawie od wielu miesięcy zupełnie odmienne stanowisko niż ci, którzy podpisali się pod listem lewicowych organizacji ekologicznych. (…) Pod listem ekologów nie podpisał się żaden naukowiec, profesor, doktor czy inżynier, zajmujący się bezpośrednio, a nawet pośrednio, hodowlą zwierząt na futra –  akcentował rozmówca Radia Maryja.

List podpisany przez 130 ludzi nauki jest luźną publicystyką, napisaną na zamówienie organizacji ekologicznych – wskazał Szczepan Wójcik.

– Nie jest to list naukowy. Nie ma nic wspólnego z badaniami. Jest to luźna publicystyka, pisana pod publiczne zamówienie organizacji ekologicznych. Tutaj nie chodzi o prawdę, tutaj chodzi o ideologię. Gdyby chodziło o prawdę, w mediach publicznych i w dyskursie publicznym do głodu dopuszczeni byliby naukowcy, którzy od dziesiątek lat zajmują się hodowlą zwierząt w ogóle, a którzy od miesięcy wręcz krzyczą, że polskie hodowle zwierząt na futra są najnowocześniejsze na świecie – wyjaśnił.

Hodowca zwierząt futerkowych odniósł się również do przedstawionych w liście zarzutów. Jeden z nich dotyczył warunków życia zwierząt futerkowych Na fermach.

„Podczas gdy ogrody zoologiczne włożyły w ostatnich latach wiele wysiłku i środków w dostosowanie warunków bytowania do potrzeb przetrzymywanych w nich zwierząt, dzikie drapieżniki na fermach futrzarskich żyją stłoczone w ciasnych klatkach, które w żadnym stopniu nie odpowiadają ich potrzebom etologicznym” – napisano w liście.

Polska przede wszystkim dzisiaj spełnia już bardzo surowe normy europejskie w kwestii warunków życia tych zwierząt  – odpowiedział na ten zarzut prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

– Przypomnę, że od lipca tego roku wchodzi nowe rozporządzenie ministra rolnictwa, które zmusiło czy też nakłada nowy obowiązek na hodowców, m.in. zwiększenia klatek, wybudowania podwójnych ogrodzeń czy też większego dbania o środowisko naturalne. Hodowcy, aby dostosować się do nowych przepisów, zaciągnęli kredyty. Dzisiaj bardzo wiele osób posiada dużo nowocześniejsze klatki czy też nowocześniejsze hodowle, niż inne kraje Europy – tłumaczył rozmówca Radia Maryja.

Autorzy listu napisali również, że „futra z pewnością miały dla człowieka i jego przetrwania niezastąpione znaczenie w przeszłości, w dzisiejszych czasach jednak stanowią zwykły modowy kaprys”.

Z tym twierdzeniem nie zgodził się Szczepan Wójcik.

– Zapotrzebowanie na naturalne skóry na świecie rośnie. Mamy alternatywę: możemy ubierać się albo w naturalne ubrania, naturalne skóry, które są zdrowe dla człowieka, które towarzyszyły człowiekowi od setek, jeśli nie tysięcy lat, lub możemy używać syntetyków, które zanieczyszczają środowisko. To jest tak, jakbyśmy nakładali na siebie torebkę foliową. (…) Możemy oczywiście zastąpić skórę naturalną syntetykiem, ale zapłacimy za to własnym zdrowiem oraz zapłaci za to środowisko, które nas otacza – zaznaczył.

Organizacje ekologiczne, promujące lewacką ideologię, teraz wmawiają nam, że nie potrzebujemy skór naturalnych, a za chwilę mogą pójść krok dalej – ostrzegł prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

– Za momencik już nam wmówią, że nie potrzebujemy jeść mięsa. Za momencik nie będziemy potrzebowali innych rzeczy. Zaraz nie będziemy potrzebowali skór, bo przecież możemy nosić co innego, nie będziemy potrzebowali wołowiny. To jest ideologia i kłamstwo, które jest cały czas powtarzane w kółko, żeby ogłupić społeczeństwo dla swoich korzyści – podsumował hodowca zwierząt futerkowych.

RIRM/PAP

drukuj